Filmik trafił do sieci w piątek po południu. Mimo błyskawicznej reakcji TVN, która natychmiast wezwała właścicieli serwisów do zablokowania nagrania, nadal można go znaleźć w sieci. Internauci przerzucili go na tureckie serwery.

W niemal półtoraminutowym nagraniu szef "Faktów" rozmawia z jednym ze swoich współpracowników, rzucając przy tym siarczystymi wulgaryzmami.

>>>Durczok w studiu klnie jak szewc

W redakcji TVN24 już trwa śledztwo, kto wypuścił nagranie do netu. Na pierwszy ogień poszły skrzynki mejlowe pracowników.

"Sprawdzają teraz, czy nie zostało przesłane mejlem. Ale to jak szukanie wiatru w polu. Do systemu mają dostęp praktycznie wszyscy pracownicy stacji. Poza tym ktoś, kto wypuścił filmik, mógł nagrać go sobie na przenośną pamięć, zamiast wysyłać go mejlem" - tłumaczy jeden z pracowników stacji.

>>>"Rurek" nie obraził się na Durczoka

W redakcji informacyjnej działa system, w którym automatycznie zapisywane są wszystkie programy z 10-minutowym pasmem przed i po jego nagraniu. Mają do niego dostęp zarówno pracownicy "Faktów", TVN24, jak i portalu informacyjnego stacji. Feralne nagranie powstało kilka miesięcy temu.