Jak zdać na "prawko" za 1500 złotych?
Na to pytanie odpowiada film zamieszczony w internecie. Wystarczy mikrokamera w rękawie, słuchawka w uchu, telefon i nadajnik przypięte na brzuchu. Egzamin teoretyczny zdaje się wtedy śpiewająco. Odpowiedzi dyktuje bowiem wykładowca ze szkoły jazdy. Ale dowodami nie jest zainteresowana prokuratura i nie chce wszcząć śledztwa.
- CBA zapukało do kolejnego sędziego
- Małe miasta: mamy dość nauki jazdy
- Jedź do Czech po prawo jazdy
- 200 zarzutów za korupcję w szkołach jazdy
- Polak w Irlandii nazywa się "Prawo Jazdy"
- Egzaminator wypisał kursantce lek
- Egzamin na prawko o 15 minut krótszy
- Stracił prawko, bo uciekał przed deszczem
- Nowy pomysł rządu na łupienie kierowców
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
By udowodnić korupcję w kieleckim Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, nie potrzeba było wyrafinowanego sprzętu. Internaucie mirmil2322 wystarczyło radyjko z Tesco kupione dla dziecka za 150 złotych. Na nim właśnie podsłuchał, jak dyktowane są odpowiedzi egzaminowanym.
p
Mirmil2322 wyjaśnia też cały proceder. Sukces na egzaminie teoretycznym kosztuje 1000-1500 złotych. Kursant płaci w swojej szkole nauki jazdy. Dostaje mikrokamerę do rękawa, słuchawkę do ucha, telefon i nadajnik, które przypnie sobie na brzuchu. Tak wysposażony idzie na egzamin.
Mikokamerą zdający filmuje pytania. Obraz przesyłany jest do samochodu zaparkowanego przed ośrodkiem. Ogląda go osoba ze szkoły nauki jazdy, która wzięła pieniędze. Spokojnie dyktuje potem przez telefon odpowiedzi, a zdający odbiera je przez słuchawkę.
>>>Pijany pasażer stracił prawo jazdy
Mirmil2322 twierdzi, że nie ma problemu z ewentualnym wykryciem oszustwa na sali egzaminacyjnej, bo egzaminatorzy często są wtajemniczeni w cały proceder. Pomagają też potem w zaliczeniu jazdy na mieście.
>>>Kto w Irlandii nazywa się Prawo Jazdy
Co na to kielecki WORD? Jego dyrektor Czesław Dawid mówi "Echu Dnia", że film widział. Choć wcale nie jest przekonany, że nagranie pochodzi spod jego ośrodka, zwrócił się do prokuratury z prośba o podjęcie śledztwa w tej sprawie. Ta jednak odmówiła.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!