Narodowe symbole? Wcale nie niehollywoodzka Holland, Jasna Góra ani stereotypowe bocianie gniazda z przereklamowanych Mazur. Nawet nie niemodny trud górniczy i umiarkowanie symboliczne żurawie. To tylko puste słowa, marketingowy slang. Czy naprawdę jesteśmy w stanie uwierzyć, że dla nastolatków wychowanych na amerykańskim formacie programów telewizji muzycznych, dla których miarą sukcesu są - zgodnie z logiką wolnego rynku - pieniądze i uznanie, martyrologiczne nużenie o Polsce niepodległej może być czymś więcej niż tylko martyrologicznym nużeniem o Polsce niepodległej?

Doskonale pamiętam swoje zeszłoroczne wakacje w Trójmieście. Leje sążnisty deszcz, na plaży oprócz mnie smutny gość w żółtej kamizelce, który przekopuje tony glonów zalegających przy brzegu. A jestem w Sopocie. Właśnie tam, gdzie uwielbiani przeze mnie celebryci ”najchętniej” spędzają wakacje. Jestem taki amerykański. I patrzę w dal lodowatego Bałtyku, zimno, więc uciekam… pod strzechy dyskoteki na plaży. No proszę, prawie jak w Miami.

To zaskakujące, z jaką lekkością naśmiewamy się z kaprysów PRL-owskich dygnitarzy, z cepelii, kolorowych figurek, imitacji zachodniego stylu życia, tkwiąc jednocześnie w świecie iluzji, obrazka i hasła reklamowego. Dlaczego Warszawa z filmów Zatorskiego to nowoczesna metropolia zamieszkiwana przez ludzi sukcesu wynajmujących najdroższe apartamenty z urokliwymi widokami, a nie zakorkowany moloch o charakterze stalinowskiego Pałacu czy Dworca Centralnego? Bo nie byłoby jak w Ameryce. Ucierpiałby nasz fetysz Zachodu.

Jest jeszcze druga polskość. Prowincja czy też górnolotnie rzecz biorąc - obyczaj. A więc tradycyjny Bayer Full, ociekająca tłuszczem krakowska z grilla, dalej, dla poprawy narodowowyzwoleńczego nastroju - popiersie papieża w ogródku, jakiś tabloidowy spór o Wałęsę, no i wódka, wódka, wódka…

Summa summarum, emanacja polskości to pijany wujek Władek na działce rekreacyjnej i odchudzająca się ciocia z coca-colą light. W tle szlagier ”Majteczki w kropeczki”, który wywrzaskuje zakupiony na targu magnetofon ”panisonic”.