Główną bohaterka tej historii jest Małgorzata Załęcka, wybrana z list PiS warszawska radna, obecnie reprezentująca Platformę Obywatelską (wcześniej nieskutecznie kandydatka do parlamentu z listy Samoobrony i komitetu OKO Stanisława Tymińskiego).

Role drugoplanowe grają: książę Seweryn Czetwertyński, Alfredo Calles, wnuk byłego prezydenta Meksyku oraz Androna Linartas, uwielbiana przez Polaków w PRL-u artystka zespołu "Śląsk".

Doborowa obsada gwarantuje też pierwszorzędną intrygę. Otóż radna Załęcka twierdzi, że jest nieślubną córką księcia Czetwertyńskiego i Androny Linartas.

Oficjalnie o prywatnym życiu pani Linartas wiadomo tyle, że podczas tournee po Meksyku w 1960 roku 19-letnia wówczas artystka poznała Alfredo Callesa. Między młodymi ludźmi wybuchło tak gorące uczucie, że kilka miesięcy później wzięli ślub w Pile. "To było wydarzenie roku! Alfredo do ołtarza poszedł w sombrero. Cała okolica chciała go zobaczyć. Tłum tak napierał do kościoła, że połamano ławki" - opowiada "Gazecie Stołecznej" siostra pani Androny.

Po ślubie młodzi żyli długo i szczęśliwie w Mexico City, mieli piątkę dzieci. Żadnym z nich nie była jednak pani Załęcka. Ona sama twierdzi, że urodziła się przed ślubem, ze związku pani Linartas z księciem Czetwertyńskim. Radna próbowała to nawet udowodnić przed sądem, ale we wtorek sędzia w Pile oddalił jej wniosek z braku dowodów.

Do radnej nie przyznaje się też sama Androna Linartas. "Pani Załęcka usiłowała mnie przekonać, że jestem jej matką. Od pierwszego naszego kontaktu zaprzeczyłam, proponując jednocześnie przeprowadzenie badań DNA, aby raz na zawsze rozwiązać ten problem. Pani Załęcka nie zgodziła się jednak na takie rozwiązanie (...)" - pisze pani Linartas w liście przysłanym z Meksyku do "Gazety Stołecznej".

Wtorkowy wyrok sądu jest prawomocny, ale nie można wykluczyć kolejnych odcinków. Na razie liderzy warszawskiej Platformy Obywatelskiej zawiesili członkostwo Załęckiej w klubie. Szczegółowiej jej sprawą zajmą się pod koniec sierpnia, gdy pozostali radni wrócą z wakacji.