Polska wdowa walczy z amerykańskim Kongresem
Dorota i David Lamoree planowali razem długą przyszłość. Ale sześć tygodni po ślubie David zginął w wypadku. To dla Doroty oznaczało też powrót do kraju. Miała bowiem wizę jako żona, a została wdową. Od tamtego czasu minęły prawie cztery lata. Dorota nadal jest w USA i z pomocą teściów walczy z Kongresem o zmianę prawa.
- Śmierć Polaka obśmiana w internecie
- Kongresmeni: Polsko, oddaj Żydom pieniądze
- Amerykanie znoszą wizy, ale nie Polakom
- Amerykańska komedia obraziła Polaków
- O przyznaniu wizy USA decyduje humor konsula
- Nasz ambasador w USA przykłada Kongresowi
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dorota Krasecka przyjechała do USA w 2004 roku na wizę studencką. Miała zostać za oceanem przez 18 miesięcy. Ale zakochała się w przystojnym policjancie. W połowie 2005 roku para wzięła ślub.
To pozwoliło Dorocie, wtedy już Lamoree, przedłużyć legalny pobyt w USA. Dostała tymczasową wizę jako żona obywatela. Według prawa po dwóch latach służby imigracyjne powinny sprawdzić, czy małżeństwo nadal trwa i nie było fikcyjne. Wtedy Dorocie Lamoree przysługiwałoby pełne prawo pobytu.
Ale los chciał inaczej. Sześć tygodni po ślubie David wracał z wieczornej zmiany. Na autostradzie wjechał w niego czoło samochód terenowy. David przeżył, ale w szpitalu stwierdzono śmierć mózgową. Dorota mogła tylko asystować, kiedy dwa dni potem 26-latka odłączono od aparatury podtrzymującej życie.
Kiedy zaczęła dochodzić do siebie, dotarła też do niej inna wiadomość. Nie tylko straciła męża, ale teraz miała być deportowana. Miała bowiem wizę jako żona obywatela. A została wdową. Na szczęście, dzięki dobremu prawnikowi wywalczyła wizę studencką. Może się uczyć, ale nie ma prawa pracy.
Razem z teściami zaczęła też dwie bitwy. Jedna skończyła się skucesem. W miejscu gdzie zginął David ograniczono prędkość. Skrzyżowanie nazwano też jego imieniem.
Druga bitwa trwa nadal. To walka o to, by wdowy i wdowcy nie byli drugi raz karani. Najpierw bowiem kara ich los, a potem jeszcze państwo. Takich osób nie ma w USA wiele - teraz około 200.
Dwa lata po śmierci Davida rodzina zjednoczyła siły z adwokatem Brentem Reninsonem z Oregonu. On także walczył z prawem, które każe deportować wdowy i wdowców. Razem udało im się w czerwcu doprowadzić do tego, że Janet Napolitano z Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego wprowadziła dwuletnią przerwę w orzekaniu decyzji w sprawach takich jak Doroty. W lipcu złożono wniosek do Sądu Najwyższego o zmianę prawa.
Ale ostateczna decyzja należy do Kongresu. Rodzina Lamoree już zarzuciła kongresmenów listami. Na razie odzew jest niewielki. Jej teściowie broni o nią nie składają. "Chyba udowodniła, że zasługuje na stanie się częścią tego kraju" - mówi jej teść Charles Lamoree.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!