Kolejarze protestowali, bo reforma emerytalna pozbawi część z nich prawa do przejścia na wcześniejszą emeryturę. Na dwie godziny zatrzymali więc pociągi na dwóch węzłach kolejowych - północnym i południowym. W Katowicach wyszli na tory o godz. 10. W Bydgoszczy o 12.

W czasie protestu w Katowicach przez węzeł powinno było przejechać 11 pociągów, w tym dziewięć pasażerskich, z których dwa to Intercity. Zarząd PKP ostrzegł wcześniej związkowców, że muszą liczyć się z odpowiedzialnością cywilną i karną za straty spowodowane zakłóceniami w ruchu.

To jednak nie zraziło protestujących. Byli zdeterminowani, żeby wyjść na tory. "Domagamy się, by o możliwości skorzystania z emerytur pomostowych decydowały wyłącznie kryteria medyczne, a nie, jak to obecnie forsuje rząd, różne targi polityczne i administracyjne decyzje. Nie możemy się też zgodzić na plany stopniowego wygaszania tych świadczeń" - mówił przed protestem szef kolejarskiej "Solidarności" Henryk Grymel.

>>> Przeczytaj, dlaczego związkowcy walczą z rządem

Z kolei w Warszawie demonstrowało kilkuset związkowców - głównie przedstawicieli NSZZ "Solidarność". Ale w tłumie byli też goście z OPZZ. Spod Sejmu demonstracja przeszła pod kancelarię premiera. Pod jej oknami powiewały transparenty "Słońce Peru, mistrz bajeru" oraz "Popierajmy Tuska czynem, umierajmy przed terminem".

Związkowcy, podobnie jak kolejarze, protestowali przeciwko reformie emerytalnej i komercjalizacji służby zdrowia. Według nich rząd łamie zasady dialogu społecznego i lekceważy związki zawodowe.

Projekt ustawy w sprawie emerytur pomostowych zmniejsza liczbę uprawnionych do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę z około miliona osób, które obecnie mają taką możliwość, do niecałych 250 tysięcy osób. Prawo to straci większość nauczycieli, część kolejarzy, dziennikarze.