Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd: Związkowcami zajmie się prokurator

13 listopada 2008, 21:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rząd szykuje uderzenie w związkowców z "Sierpnia 80", którzy od środy okupują biuro Donalda Tuska. Jak powiedział w TVN24 wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna, związkowcami zajmie się prokuratura. Polityk zdradził, że biuro zostanie teraz przeniesione w inne miejsce, a kosztami tej przeprowadzki będą obciążeni związkowcy.

"Może na wyjście związkowców z biura poselskiego nie trzeba będzie czekać 40 dni" - powiedział Grzegrz Schetyna. Wicepremier ujawnił, że biuro Donalda Tuska zmieni swój adres. Przeprowadzka, czyli m.in. wynajęcie kontenerów i przeniesienie numerów telefonicznych ma uderzyć po kieszeni związkowców z "Sierpnia 80".

Sprawą okupacji biura przy ulicy Marszałkowskiej zajmie się teraz prokuratura, bo tam trafiło już doniesienie w tej sprawie. Donald Tusk nie przyjedzie więc spotkać się z około 200 związkowcami, którzy w jego biurze spędzą już drugą noc.

"Zawiadomiliśmy prokuraturę, wydaje nam się, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa. Z przedstawicielami wszystkich związków jesteśmy gotowi rozmawiać i rozmawiamy, ale nie w ten sposób. Do rozmów jest Komisja Trójstronna. Tam mieszczą się przedstawiciele wszystkich związków" - mówił wicepremier Schetyna.

Przypomniał, że w pierwszym dniu protestu rząd był gotów natychmiast oddelegować do rozmów pięciu wiceministrów, ale protestujący odrzucili tę propozycję, żądając rozmowy tylko z premierem, przebywającym akurat za granicą. Według wicepremiera "Sierpień 80" to związek, który nie jest duży, ale radykalny. "Oni chcą konfliktu" - dodał Schetyna.

Działacze "Sierpnia 80" weszli do biura poselskiego premiera w środę. Protestują między innymi przeciwko ustawie likwidującej emerytury pomostowe. Oprócz tego, żądają też interwencji w sprawie stoczni, poprawy sytuacji rybaków, wycofania się z prywatyzacji szpitali, jak również podniesienia płacy minimalnej. Zapowiedzieli, że nie wyjdą, dopóki nie przyjdzie do nich premier.

"Trzymamy się reguł dialogu społecznego opisanych polskim prawem. Żadne próby siłowego nacisku nie zrobią na mnie wrażenia. Nie zamierzam spotkać się z demonstrantami" - mówił wczoraj kategorycznie premier. W rozmowie z DZIENNIKIEM wtórował mu doradca Michał Boni. "To jest jednak łamanie prawa i reguł normalnego dialogu" - zauważył.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj