To dzięki babci robię doktorat

"Moja babcia nauczyła mnie, że w życiu trzeba od siebie dużo wymagać" - mówi Łukasz Wróbel z Warszawy. Jego babcia nie jest typową wyrozumiałą starszą panią, która tylko rozpieszcza wnuki. To ona, choć sama nie jest wykształcona i całe życie zajmowała się handlem, wciąż stawia przed wnukiem nowe wyzwania. "Kiedy nauczyłem się jednego języka obcego, babcia mówiła kategorycznie: teraz ucz się drugiego. Kiedy zrobiłem drugie magisterium, babcia powiedziała: teraz pisz doktorat. To ona ciągle mnie motywuje do dalszej pracy i dzięki niej teraz jestem doktorantem na Uniwersytecie Warszawskim" - mówi pan Łukasz.

Ale to jeszcze nie wszystko: to właśnie dzięki finansowemu wsparciu babci i dziadka Łukasz Wróbel mógł wyjechać z Sosnowca do Warszawy i tu się kształcić. "Moja babcia to taki rodzinny herszt. To nie żadna delikatna babunia, tylko kobieta, która potrafi otworzyć butelkę wina o ścianę. Od niej też nauczyłem się czerpania radości z życia. Bo to ona zawsze jest pierwszą osobą, która wybiega na parkiet na weselu, to ona zawsze inicjuje przyśpiewki. I jeszcze coś niezwykle ważnego. Babcia jest tą osobą w rodzinie, do której zawsze można zwrócić się o pomoc. Każdy z nas wie, że na niej zawsze można polegać" - mówi Łukasz Wróbel.

Zaraziła mnie pasją czytania książek

"Odkąd pamiętam, to właśnie babcia przy każdej możliwej okazji dawała mi w prezencie książki. Seria <Mikołajek> i <Ania z Zielonego Wzgórza> wciągnęły mnie w samodzielne czytanie. To dzięki babci, a nie rodzicom, pokochałam film. Kiedy miałam kilka lat, obejrzałam z nią w kinie swój pierwszy w życiu film. To był <Alladyn> Ta wspólna pasja trwa do dziś. Ostatnio byłyśmy razem na <Australii>" - opisuje Katarzyna Łozińska z Warszawy.

Jej babcia mimo swoich 71 lat nadal jest aktywna zawodowo. "Jest redaktorką naczelną miesięcznika <Spotkania z zabytkami> i potrafi wspaniale opowiadać o swoich pasjach" - mówi z dumą pani Katarzyna. "Chciałabym w jej wieku być tak aktywną osobą, moja babcia jest jedyna w swoim rodzaju! Po prostu wyjątkowa" - dodaje.

Dała mi najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa

"To była kobieta o wielkim sercu. Choć nie ma jej z nami od blisko 10 lat, często wracam do wspaniałych chwil spędzanych w dzieciństwie na podlaskiej wsi" - wspomina swoją babcię Jolanta Prusakowska ze Szczecina.

Starsza pani zawsze miała czas dla wnuków, a oni zapamiętali ją jako energiczną i pogodną kobietę od rana do wieczora krzątającą się po kuchni. "Miała gładko zaczesane w koczek siwe włosy, zapasany długi, błękitny fartuch. Już sama kuchnia była niezwykła. Duża, z wielkim piecem z białych kafli, w którym przez cały dzień buzował wielki ogień" - opowiada pani Jolanta.

Ona sama najbardziej zapamiętała wypiekanie chleba. Raz w tygodniu babcia miesiła ciasto. "Chleb pieczony na chrzanowych liściach smakował jak najwykwintniejsza potrawa. To od babci nauczyłam się szacunku do chleba. Do dziś doskonale pamiętam, jak na każdym bochnie, zanim ukroiła choć kromkę, kreśliła dłonią znak krzyża" - mówi Jolanta Prusakowska.

Utkwiły jej też w pamięci babcine ciastka. "Robiła nam takie słodkie koperty z owocami. Ciasto wrzucała do wiadra z zimną wodą, a my staliśmy nad nim jak kaczki, czekając aż wypłynie. To był znak, że jest gotowe i że można już lepić pyszne ciastka. Aby przypomnieć sobie te beztroskie chwile i zapachy dzieciństwa często sama teraz robię te ciastka według jej przepisu. Tak pamiętam o mojej babci" - dodaje.