Zimna woda nie jest jedynym problemem w czasie wypoczynku nad polskim morzem. Ale ekolodzy alarmują, że poza nieczystościami z rzek do Bałtyku trafiają także fekalia z wielkich promów pasażerskich. Statki mogłyby opróżniać swoje zbiorniki w portach, ale żal im pieniędzy. Bo za wylanie ścieków w porcie trzeba płacić.

Tymczasem zgodnie z międzynarodowym prawem statki mogą wylewać ścieki do morza. Muszą tylko odpłynąć od brzegu na 21,6 km. I tak właśnie robią wszystkie polskie promy na Bałtyku. Zagraniczne firmy poczuły sie odpowiedzialne za czyste morze i wylewają ścieki w portach. A ekolodzy z organizacji WWF Polska alarmują w DZIENNIKU, że Polacy zasłaniają się prawem i nie chcą chronić Bałtyku.

A jak przypomina "Życie Warszawy", Polska jest największym trucicielem na Bałtyku. Co roku z Polski trafia do morza miliard metrów sześciennych nieoczyszczonych ścieków. To 1/4 tego, co zlewają wszystkie kraje bałtyckie! Już teraz 10 proc. morza to pustynie wodne, gdzie wszelkie życie zabił siarkowodór. A jeśli się nie powstrzymamy, to będzie jeszcze gorzej.