Krzysztof Rutkowski ogłosił wczoraj, że matka poszukiwanej półrocznej Magdy z Sosnowca przyznała się do ukrycia zwłok nad rzeką Przemszą. Wyjaśniła też, że dziewczynka zmarła w wyniku wypadku - wypadła jej z rąk i uderzyła głową o próg sypialni.

Choć jego stwierdzenie, że ciało dziecka zostało odnalezione, okazało się nieprawdziwe, detektyw zapewniał w rozmowie z RMF, że poszukiwania są prowadzone w dobrym miejscu. Wskazać je miała matka dziecka. Przeprowadziła nas przez kładkę, gdzie szukała miejsca do ukrycia zwłok. Tak powiedziała. Powiedziała również, że dziecko wyślizgnęło jej się z koca, który był bardzo śliski. Faktycznie, koc ma bardzo duży poślizg, w związku z tym, mogło tak się zdarzyć, że dziecko wyślizgnęło jej się z ręki. Uderzyło głową w próg w mieszkaniu, gdzie przebywała przy ulicy Floriańskiej w Sosnowcu - wyjaśniał detektyw w RMF.

Rutkowski całe półtoragodzinne przesłuchanie matki Magdy nagrał. Przy przesłuchaniu byli obecni również dziadkowie, którym w pewnym momencie otworzyłem oczy, obawiając się tego, że jeżeli przyjmę atak pod kątem Katarzyny W., mogą zrezygnować z pomocy skierowanej przez nas. Oczywiście przekazywałem informacje na temat Katarzyny W. policjantom - zapewniał Rutkowski. 

Jednak na pytanie, dlaczego matka Magdy nie pojechała z córką do szpitala, tylko wywiozła jej ciało nad brzeg rzeki, nie padła jednoznaczna odpowiedź. Kobieta miała być mocno przestraszona. Mówiła o swoim ciężkim dzieciństwie, jak również o konflikcie pomiędzy matką a nią przy kwestiach wychowawczych dziecka. Obawiała się też swojej teściowej - wyjaśniał. 

Kobieta miała też zapewniać, że ojciec małej Magdy w chwili wypadku był poza domem.  Ja pamiętam, że szczegółowo opisywała nawet fakt, żeby kupił pieczarki na pizzę, którą mieli przygotować po powrocie do domu - mówił Krzysztof Rutkowski w rozmowie z RMF FM.