Prokuratura zarzuca lekarzowi pozostawienie gazy w sercu pacjenta po operacji. Grozi mu do pięciu lat więzienia. W środę odczytano akt oskarżenia, lekarz złożył wyjaśnienia. Podczas kolejnych terminów w grudniu sąd przesłucha pierwszych świadków.

Sędzia Katarzyna Stasiów na wniosek oskarżonego i jego obrońcy mec. Beaty Czechowicz, przy zdecydowanym sprzeciwie prokuratury i mec. Rafała Rogalskiego, pełnomocnika rodziny zmarłego, która występuje w procesie jako oskarżyciele posiłkowi - zdecydowała o utajnieniu procesu. Z tego powodu po rozprawie strony nie wypowiadały się na temat jej przebiegu.

Sprawa dotyczy okoliczności śmierci Floriana M. - jednego z pacjentów dr. G., któremu w listopadzie 2006 r. operowano serce w klinice MSWiA. Prokuratura przygotowała akt oskarżenia przeciw dr. G. w tej sprawie w czerwcu 2011 r. Oskarżony nie przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i złożył wtedy obszerne wyjaśnienia.

Pacjent przeżył operację, ale już po jej zakończeniu personel medyczny odkrył, że nie zgadza się liczba tzw. rolgaz użytych w czasie operacji; pielęgniarka po ich przeliczeniu doszła do wniosku, że jedna rolgaza pozostała w sercu pacjenta. Według prokuratora zawiadomiony o tym dr G. miał nie zareagować i dopiero dzień później zdecydować o ponownym operowaniu Floriana M., który niedługo potem zmarł.

Prokuratura w 2007 r. postawiła dr. G. zarzut zabójstwa pacjenta z zamiarem ewentualnym - czyli co najmniej godzenia się na jego śmierć. Pod tym zarzutem lekarz został w lutym 2007 r. aresztowany na kilka miesięcy. Potem prokuratura wycofała zarzut zabójstwa i lekarz wyszedł na wolność. W innej sprawie G. jest oskarżony o korupcję i jego proces w tej sprawie toczy się w tym samym sądzie.

Mec. Rogalski zaskarżył decyzję prokuratury o umorzeniu wątku zabójstwa pacjenta. Gdy prokuratura umorzyła postępowanie, zwrócił się do ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego (który zginął 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie pod Smoleńskiem) o złożenie w tej sprawie kasacji do Sądu Najwyższego. Kasacja RPO okazała się skuteczna i sprawa wróciła do warszawskiej prokuratury.

Stąd oskarżenie dra G. o nieumyślne spowodowanie śmierci pacjenta. Według prokuratury G. pozostawiwszy w sercu pacjenta gazik nie podjął żadnych możliwych do wykonania działań mających na celu weryfikację, czy rzeczywiście do tego doszło.

Dr G. już wcześniej ustosunkowywał się do tej sprawy. Podkreślał, że wielce ryzykowne byłoby ponowne operowanie Floriana M., który dopiero co przeszedł skomplikowaną operację serca - dlatego jego zdaniem należy szczególnie ostrożnie podejmować decyzję o reoperacji. Samo pozostawienie gazika w sercu pacjenta uznał za błąd w sztuce - ale nie przestępstwo.

W czerwcu 2011 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zajmował się sprawą dr. G., który zaskarżył działanie polskich władz w jego sprawie. Trybunał zasądził mu 8 tys. euro odszkodowania za to, że o jego aresztowaniu decydował nie sędzia, lecz asesor. Trybunał oddalił inne zarzuty kardiochirurga, m.in. o naruszeniu przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę domniemania jego niewinności, gdy Ziobro mówił o tej sprawie: nikt już przez tego pana pozbawiony życia nie będzie. Trybunał zwrócił uwagę, że Ziobro przeprosił już dr. G. Póki nie zakończą się postępowania polskich sądów, Trybunał nie chciał rozstrzygać, czy dr G. został potraktowany poniżająco, gdy był wyprowadzony przez CBA w kajdankach ze szpitala.

Proces za słowa już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie, wytoczony Zbigniewowi Ziobrze, Mirosław G. wygrał w obu instancjach; w grudniu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał Ziobrze przeprosić dra G. w trzech stacjach telewizyjnych i zapłacić mu 30 tys. zł zadośćuczynienia. Ziobro nie zgadzał się z wyrokiem; jego prawnicy sporządzili skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Ten w październiku 2009 r. odrzucił kasację.

W styczniu 2010 r. Ziobro przeprosił dra G. - w blokach reklamowych po głównych serwisach informacyjnych w Polsacie, TVN i TVP1 na 10 sekund wyświetliła się plansza z oświadczeniem Ziobry. Dr G. wygrał też cywilne procesy z tabloidami - Faktem i Super Expressem - za artykuły, w których pisano, że dr G. zabijał w rządowym szpitalu, a on sam był określony mianem doktor śmierć.