- W tym roku przekazaliśmy 150 km nieużywanych torowisk, na których samorządy mogą budować ścieżki rowerowe. Trwają negocjacje z kolejnymi samorządami, więc do końca roku ta liczba powinna urosnąć do 250-300 km - mówi Piotr Ciżkowicz, wiceprezes PKP.

Dotychczas zainteresowanie samorządów było niewielkie. Kolej stała na stanowisku, że teren musi zostać odsprzedany, a nie oddany gratis. Teraz podejście się zmieniło. Do tego w przepisach kolejowych jest furtka: PKP może udostępnić zbędną nieruchomość bezpłatnie pod tzw. cel komunikacyjny. Jak się dowiedzieliśmy, kolejarze zaczęli stosować wykładnię, według której trasa dla cyklistów ten warunek spełnia.

Czy nastąpi rowerowy boom? Kolejarze spodziewają się, że wzięcie będą miały najbardziej malownicze odcinki torów. W lipcu władze Gryfina w Zachodniopomorskiem rozstrzygnęły przetarg na projekty ścieżek rowerowych na nieczynnych liniach kolejowych. Budowa ma ruszyć na przełomie 2013 i 2014 r. Na Dolnym Śląsku w planach jest np. budowa przez cztery gminy 90-kilometrowej drogi rowerowej - szlakiem malowniczej kolejki wąskotorowej, która dojeżdża do Trzebnicy, Żmigrodu i Milicza.

Kilka przykładów zakończonych realizacji też już jest. Ścieżki rowerowe w miejscu torowiska powstały np. w Świnoujściu i kilku miejscowościach w województwie kujawsko-pomorskim. Władze Lwówka Śląskiego za dotację z UE przebudowały na trasę rowerową 8 km linii nieczynnej od lat 70. ubiegłego wieku. W Dolinie Baryczy władze przekształciły na ścieżkę 20-kilometrowy odcinek na torach z Sułowa przez Milicz do Grabownicy.

PKP twierdzą, że wyłączone z ruchu linie to zbędne koszty wiążące się z ich utrzymaniem. Dla samorządów zaś dogodność jest taka, że dostają wąski szlak, który ma jednego właściciela. Poza tym sieć kolejowa biegnie niezależnie od drogowej, co zmniejsza ryzyko wypadków. Ale są też koszty: przed budową asfaltowej trasy rowerowej trzeba bowiem rozebrać torowisko i rekultywować glebę.

Od przyszłego roku budowa ścieżek na torach może dodatkowo przyspieszyć, bo spółka PKP Polskie Linie Kolejowe zamierzaj wyłączyć z ruchu 900 z 19 tys. km tras.

W Wielkiej Brytanii na terenach po zamkniętych liniach kolejowych znajduje się 500 km takich ścieżek, z czego najbardziej znana jest malownicza trasa w Bristolu.