Łódzki sąd aresztował na trzy miesiące motorniczego, który w Trzech Króli spowodował śmiertelny wypadek w centrum miasta.

Podczas przesłuchania przyznał się do winy - powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania. Jak dodał, z relacji mężczyzny wynika, że w dniu tragedii przyszedł on trzeźwy do pracy.

Potwierdził, że kupił alkohol w jednym ze sklepów, było to piwo oraz nalewka - poinformował Krzysztof Kopania. Według zeznań motorniczego, w trakcie pracy wypił on około pół litra alkoholu o mocy 36 procent.

Alkohol spożywał na dwóch pętlach tramwajowych - na Kurczakach w Łodzi i w Zgierzu. Co do samego zdarzenia zasłonił się niepamięcią.

Jak twierdzi, przypomina sobie, że po raz ostatni zatrzymał się na przystanku przy skrzyżowaniu ulic Piotrkowskiej i Tymienieckiego. Później, jak wyjaśnił, przestał kontrolować sytuację. Ocknął się, w czasie gdy ktoś dobijał się do kabiny i zaciągnął hamulec awaryjny - oświadczył Krzysztof Kopania.

ZOBACZ, CO MÓWIŁ MOTORNICZY CHWILĘ PO WYPADKU: