Realizowaliśmy misję, zgodnie z planem pojechaliśmy pod Słowiańsk, gdzie zostaliśmy zatrzymani. Nikt się tego nie spodziewał, do tej pory wszystkie przekraczane przez nas punkty kontrolne były otwarte. Podjechał do nas patrol i usłyszeliśmy "spokojnie, nic wam się nie stanie" - mówi na antenie TVN24 major Krzysztof Kobielski, który był w grupie zatrzymanych obserwatorów OBWE. Polski oficer zapewnia, że on i jego koledzy nie mieli szans na wyrwanie się z pułapki. Jesteśmy żołnierzami, zazwyczaj jesteśmy przygotowani do obrony, ale nie mając broni nie mieliśmy takiej możliwości, gdy wokół nas znajdowało się około 100 uzbrojonych żołnierzy - tłumaczy. 

>>>Zacięte walki w Kramatorsku. "To wojna"

Major Kobielski odrzuca zapewnienia separatystów, że porwani obserwatorzy byli traktowani jak goście.  Trudno mówić o byciu gościem, gdy cały czas byliśmy pilnowani przez ludzi z bronią w ręku. Było kilka momentów, w których czułem się zagrożony. Płk Axel Schneider, szef zespołu, wszystkich mobilizował do rozmowy, wymienialiśmy się swoimi spostrzeżeniami. Rozmawialiśmy też indywidualnie, wzajemnie się wspierając - wyjaśnia. 

>>>Wiceprezydent Rosji: Chciałbym walczyć w Słowiańsku

Dodaje też, że nie mieli żadnego kontaktu ze światem, a o tym, że zostaną wypuszczeni, dowiedzieli się dopiero dziś.