Jak donosi "Gazeta Wrocławska", emerytowany górnik, jeden z poszukiwaczy słynnego "złotego pociągu", Tadeusz Słowikowski zgłaszał jego prawdopodobną lokalizację do Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu w 1977 roku. Sprawa najprawdopodobniej została zbagatelizowana – w archiwum brak jakichkolwiek śladów na to, że prokuratura wszczęła postępowanie.

Dwanaście lat później Słowikowskiemu udało się zainteresować ukrytym skarbem Ministerstwo Obrony Narodowej. W odpowiedzi na pismo ówczesnego wiceministra, przeprowadzono badania w podziemiach zamku Książ, jednak nie dały one żadnych konkretnych rezultatów –nie wykluczono obecności materiałów uznawanych za niebezpieczne. Od tamtej pory nie podejmowano żadnych działań, aż do sierpnia tego roku.

W pociągu mają znajdować się sztaby złota pochodzące z wrocławskich depozytów bankowych. Znalezisko ogłosili Piotr Koper i Niemiec Andreas Richter. Pomimo sierpniowej wypowiedzi Generalnego Konserwatora Zabytków, zapewniającej o faktycznym istnieniu pociągu, wciąż nie udało się ustalić jego lokalizacji. Trwają, przewidziane do soboty, wojskowe poszukiwania – na miejscu pracują saperzy, a wstęp na teren prac jest zabroniony.

Nawet jeśli uda się odkryć miejsce obiektu, nie ma żadnej gwarancji, że w istocie zawiera on złoto. Pomimo tego, roszczenia do skarbu zgłosił już m.in. Światowy Kongres Żydów oraz strona rosyjska.