7 czerwca rozpoczną się mające potrwać 10 dni manewry wojskowe, w których uczestniczyć ma ok. 30 tys. żołnierzy. Z Polski będzie mniej niż połowa tej liczby. Liczące co najmniej tysiąc wojskowych kontyngenty przyślą Hiszpanie i Brytyjczycy. Odwiedzi nas kilkuset Niemców, ćwiczyć będzie także 170 Kanadyjczyków. Ci żołnierze zza Atlantyku w Polsce trenują już od kilku miesięcy.

Jak informuje Dowództwo Operacyjne Wojska Polskiego, do dyspozycji żołnierzy przeznaczono ok. 3 tys. różnego rodzaju pojazdów, w tym czołgi Leopard 2A4 i 2A5, kołowe, opancerzone transportery Rosomak oraz kilkadziesiąt statków powietrznych. Będą to m.in. myśliwce F-16. Na Bałtyku działać będzie w tym czasie zgrupowanie okrętów marynarki wojennej. Mundurowi będą ćwiczyć w ramach dwóch korpusów, trzech dywizji (dwóch polskich i jednej amerykańskiej), 12 brygad i licznych baz, pułków, flotylli oraz innych pododdziałów. W manewrach wezmą udział wszystkie rodzaje sił zbrojnych (wojska lądowe, siły powietrzne, marynarka wojenna oraz siły specjalne). Mają się pojawić także jednostki ochotnicze jako reprezentant tworzonej właśnie Obrony Terytorialnej.

Anakonda to organizowane po raz szósty, cykliczne ćwiczenie, które odbywa się co dwa lata. Korzyści płynących z takich manewrów jest kilka. Po pierwsze, żołnierze Wojska Polskiego mogą ćwiczyć. Wojskowi wiedzą, że pot wylany na poligonach to mniej krwi w czasie realnego konfliktu, a sprawna armia musi regularnie sprawdzać i podnosić swoje umiejętności. – Olbrzymią zaletą tych manewrów jest możliwość ćwiczenia na poziomie operacyjnym. O ile zgrywanie drużyny, plutonu czy nawet brygady jest możliwe na mniejszych manewrach, o tyle zgrywanie tak dużych zgrupowań ćwiczymy rzadko, a jest to doświadczenie bardzo cenne – mówi płk Szczepan Głuszczak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Jak informuje z kolei Dowództwo Operacyjne, „na różnych etapach szkolenia kluczowe role odegrają Wielonarodowy Korpus Północ-Wschód oraz Dowództwo Komponentu Lądowego NATO w Izmirze”.

Już w ubiegłym roku nasza armia ćwiczyła z rekordową liczbą żołnierzy z państw sojuszniczych. Było to ok. 10 tys. ludzi z ponad 20 krajów. Największe manewry nosiły nazwę Noble Jump i wraz z Polakami brało w nich udział ok. 15 tys. żołnierzy.

Ważnym aspektem tak wielkich manewrów jest również to, że Polska jako gospodarz musi sojusznikom z kilkunastu krajów zapewnić zakwaterowanie oraz obsługę logistyczną. Choć może się to wydawać mało istotne, to wbrew pozorom ma swoją wagę – na zaplanowane misje jako pierwsi zazwyczaj przyjeżdżają logistycy, i to oni jako ostatni pakują plecaki. A w razie nagłej potrzeby przerzutu większych sił to właśnie na tych specjalistach spoczywa odpowiedzialność zapewnienia, by transport odbył się w sposób szybki i bezpieczny. Anakonda-16 będzie doskonałą okazją, by przetrenować to z żołnierzami rzadko biorącymi udział w takich manewrach. Tradycyjnie rzadko odwiedzają nas Włosi, na polskie poligony nie wyrywają się też zazwyczaj Francuzi czy Niemcy. Z kolei to, że będzie tu tylu Amerykanów, można ocenić jako pewien wyraz chęci angażowania się w regionie.

Co ciekawe, ćwiczenia nie są organizowane przez Sojusz Północnoatlantycki. Organizatorem jest Polska. Komentatorzy zwracają uwagę na rozmach przedsięwzięcia i na to, że wiele krajów członkowskich wycofuje się z organizacji manewrów w tej skali, tłumacząc to oszczędnościami. Widać je w rocznym raporcie NATO za 2015 r. – wydatki na obronność w Europie wciąż spadają. – Organizowanie dużych ćwiczeń przez NATO jest też obciążone ryzykiem politycznym. Niektóre państwa chcą na nie wysyłać wojska, inne nie – tłumaczy Wojciech Lorenz, analityk ds. bezpieczeństwa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. A przecież współpraca formacji z różnych krajów to główny cel ćwiczeń.

W ostatnich dniach rosyjski minister obrony zapowiedział, że na wschodniej i południowej flance Rosji rozlokowane zostaną trzy dodatkowe dywizje. Ma to być spowodowane agresywnym zachowaniem NATO i wzmacnianiem wschodniej flanki sojuszu. Trzeba jednak pamiętać, że taką deklarację Rosjanie złożyli już kilkanaście miesięcy temu, i to właśnie w odpowiedzi na te deklaracje i ruchy Zachód zaczął energiczniej rozmawiać o przesunięciu na Wschód. Nie zmienia to faktu, że poprzez takie ćwiczenia chcemy wysyłać sygnał o zdolnościach do obrony, które sprawią, że koszt potencjalnej agresji może być wysoki.

5 tyle razy wcześniej odbyły się manewry Anakonda

60 statków powietrznych weźmie udział w manewrach

12 okrętów będzie uczestniczyć w tych ćwiczeniach