Od lutego 2015 r. w Warszawie funkcjonuje hostel interwencyjny dla osób LGBT, czyli nieheteroseksualnych i transpłciowych. Ma być schronieniem dla osób, które doświadczyły nietolerancji i przemocy w związku z ich orientacją seksualną, w wyniku czego musiały opuścić swe miejsce zamieszkania. Jak twierdzi rzeczniczka Lambdy Yga Kostrzewa jest to jedyne takie miejsce nie tylko w Polsce, ale też w Europie wschodniej. Placówka udziela pomocy w sytuacji krytycznej, kiedy nie ma już innej możliwości zażegnania problemu. Pobyt jest dobrowolny i bezpłatny, a hostel od początku działalności pomógł 62 osobom.

Prowadzący hostel poinformowali, że jednostka ma problemy finansowe i grozi jej zamknięcie. Pierwszy rok działalności finansowany był z grantu Fundacji Batorego, ale te fundusze się skończyły. Brak stałego finansowania placówki powoduje konieczność ciągłego szukania środków. W ubiegły wtorek na portalach społecznościowych ruszyła akcja #UratujmyHostel. Potrzeba 90 tys. zł. Do wpłat, których można dokonać wykupując cegiełki lub robiąc przelew na konto - zachęcają znane osoby, m.in. Agata Passent i Mariusz Szczygieł. Zbiórka prowadzona jest na stronie www.lgbthostel.pl.

- Żyjemy z miesiąca na miesiąc, co nie jest łatwe. (...) Obecnie utrzymujemy się tylko z datków. Rozmawiamy jeszcze z innymi organizacjami czy instytucjami o możliwym wspieraniu projektu. Liczymy, że uda nam się pozyskać grant, który pozwoli na trwałe dofinansowanie - mówiła Kostrzewa.

Jak dodała, hostel jest potrzebny, bo "skala przemocy wobec tej mniejszości jest naprawdę ogromna i jak na 38-milionowy kraj, za mało jest miejsc, w których osoby, które jej doświadczyły, mogą znaleźć pomoc". Przywołała badania sprzed kilku lat, z których wynika, że 12 proc. osób LGBT w Polsce doświadczyło przemocy fizycznej 44 proc. przemocy psychicznej. "Są to duże liczby" - oceniła.

By zostać przyjętym do hostelu trzeba być pełnoletnim, udowodnić, że doświadczyło się przemocy ze względu na swą orientacje oraz że nie ma się innego miejsca zamieszkania. Dodatkowo osoba zgłaszająca się do hostelu musi być gotowa zerwać kontakt ze środowiskiem, w którym doszło do przemocy. Przyjęcie wymaga oddania karty SIM ze swego telefonu.

Prowadzący hostel deklarują, że jest on wyposażony w podstawowe warunki do życia. - Mamy 12 miejsc w pokojach 2, 3 i 4-osobowych a także trzy materace +awaryjne+ w przestrzeni wspólnej. Klienci i klientki schroniska oprócz dachu nad głową mogą liczyć na wyżywienie i podstawowe artykuły higieniczne - powiedziała Kostrzewa. W ośrodku można przebywać nie dłużej niż sześć miesięcy.

Adres hostelu nie jest znany i wszystkich mieszkańców obowiązuje zakaz jego ujawniania. Można się tam zgłosić poprzez kontakt telefoniczny lub mailowy podany na stronie internetowej hostelu, jak również przez Stowarzyszenie Lambda Warszawa.

Hostel ma umożliwić uporządkowanie życia osobistego i emocjonalnego oraz sytuacji prawnej i socjalnej tak, aby dana osoba mogła prowadzić normalne życie. Dodatkowo zachęca do współpracy ze specjalistami, którzy posłużą radą w różnych kwestiach. Do dyspozycji są psychologowie, pracownicy socjalni i trenerzy umiejętności społecznych. Z każdym mieszkańcem hostelu opracowywany jest indywidualny plan działania, który ma nie tylko pomóc w trudnej sytuacji, ale też nauczyć samodzielności. Pracownicy hostelu pomagają w znalezieniu pracy, kontaktach z urzędami i wynajęciu mieszkania.

- Problemy pojawiają się trochę później, czasem utrzymanie tego dobrostanu okazuje się bardzo trudne. Zdarza się też, że nie ma happy endu i mieszkaniec musi opuścić hostel np. ze względu na łamanie regulaminu placówki - przyznała rzeczniczka Lambdy.

Według niej w Polsce prawo nie chroni osób LGBT przed dyskryminacją. Nie ma też żadnego zapisu dotyczącego zakazu przestępstw motywowanych homofobią i transfobią. - Art. 256 chroni specyficznie przed nienawiścią na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, ale nie ze względu na orientację czy tożsamość - dodała.