Chodzi o zdarzenie, do którego doszło w maju ub. roku. 25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany na tamtejszym Rynku jako poszukiwany za oszustwa. Według funkcjonariuszy, mężczyzna był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. W sobotę TVN24 wyemitowała nagrania zarejestrowane w komisariacie tuż przed śmiercią mężczyzny. Z materiału wynika, że wobec zatrzymanego kilkakrotnie użyto paralizatora, co nagrała kamera z tego urządzenia.

Sprawę bada prokuratura w Poznaniu.

Warchoł był pytany w TVN24 m.in. o to, dlaczego śledztwo trwa od roku i nikomu nie przedstawiono zarzutów. Zapewnił, że prokuratura "ma czyste ręce" i wyjaśnia tę sprawę sprawnie. Zaznaczył, że "w tej chwili nie jest potrzebne przenoszenie sprawy do innej prokuratury".

Odnosząc się do nagrania, wiceminister podkreślił, że to, co zarejestrowała kamera, jest skandalem. - To absolutnie zasługuje na jak najwyższe potępienie i tu trudno mówić, że to byli policjanci, to byli bandyci w mundurach, i to bez dwóch zdań. (...) Te sprawy muszą być gruntownie i rzetelnie wyjaśniane - zaznaczył.

Pytany, dlaczego wobec policjanta, który używał paralizatora, uruchomiono procedurę zwolnienia dopiero teraz, powiedział, że jest to pewien problem systemowy, "który występuje, podobnie jak w sądach, także w policji". - Źle pojmowana solidarność korporacyjna, zawodowa, tak jak w sądach, tak samo w policji tu niestety kładzie się cieniem na tej sprawie. (...) Kruk krukowi oka nie wykole. Sam widziałem to wielokrotnie. Pisałem skargi w imieniu klientów, w imieniu obywateli, jeszcze w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich - i te skargi często trafiały w próżnię. To jest rzeczywiście problem - ocenił.

Dodał, że "ten problem istnieje od wielu, wielu lat, niezależnie od ekipy rządzącej". - Natomiast robienie z tego happeningu politycznego, że to ta, a nie inna władza odpowiada za to, jest po prostu nieporozumieniem - zaznaczył.

W niedzielę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus wyjaśniła, że śledczy przed postawieniem zarzutów muszą wyjaśnić związek przyczynowy pomiędzy przekroczeniem uprawnień przez policjantów a śmiercią mężczyzny. Przypomniała, że śledztwo toczy się w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji i nieumyślnego spowodowania śmierci.

Warchoł zaznaczył, że prokuratura nadal czeka na opinię biegłych dotyczącą obrażeń mężczyzny, która wynika z wniosków dowodowych bliskich Stachowiaka. Ekspertyza ma trafić do prokuratorów do połowy czerwca. Chodzi o ustalenie, czy wobec Stachowiaka, obok chwytów obezwładniających, kajdanek i paralizatora, stosowano "inne środki określone w ustawie o środkach przymusu bezpośredniego".

PK podała również w niedzielę w komunikacie prasowym, że zebrane w sprawie dowody pozwalają na przyjęcie z dużym prawdopodobieństwem, że Stachowiak zmarł z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej w przebiegu arytmii po epizodzie excited delirium spowodowanym zażyciem środków psychoaktywnych. Poinformowała też, że przeprowadzone badania chemiczno-toksykologiczne wykazały u mężczyzny obecność amfetaminy oraz tramadolu.