Są już wyniki kontroli roamingowej? Operatorzy dostosowali się do unijnych wymogów?
Mamy wstępne wyniki, oparte o analizę usług świadczonych dla 98 proc. konsumentów. Brakujące 2 proc. to przede wszystkim historyczne taryfy, których na przykład sam Polkomtel ma kilka tysięcy, jak również segment operatorów wirtualnych. Z pełną analizą będziemy gotowi po wakacjach, jednak już dziś wiemy, że 96 proc. Polaków korzysta z roamingu zgodnie z unijną zasadą Roam Like at Home (płać jak w domu). Ograniczony dostęp mogą mieć klienci sieci wirtualnych jak Virgin Mobile czy Lycamobile, które nie wprowadziły regulacji.

Będzie pan na nich nakładał kary?
Nie widzę sensu karaniu podmiotów, które mają problemy z rentownością. Sieci wirtualne grają na minimalnych marżach. Największą karą w ich przypadku jest odpływ klientów do konkurencji. Szukamy rozwiązań godzących interesy konsumentów z możliwościami telekomów, opartych o rachunek ekonomiczny. Mamy już propozycję Virgin, którą analizujemy. Pamiętajmy, że dzisiejsza regulacja daleka jest od ideału, o czym było wiadomo już w 2008 roku, kiedy przy okazji wdrażania eurotaryfy pojawiały się pierwsze koncepcje zrównania cen dla wszystkich krajów Wspólnoty. Zawsze przeszkadzał tzw. indeks McDonalda, gdzie dobro pierwszej potrzeby ma w różnych krajach odmienną wartość. A cen usług mobilnych nie da się zniwelować samym parytetem siły nabywczej. Zeszłoroczny pośpiech Brukseli we wdrażaniu RLAH i niedopracowanie regulacji, powoduje, że teraz regulatorzy muszą opanować sytuację w poszczególnych krajach. W Polsce kończymy prostować problem z cenami w roamingu, za chwilę będziemy pracować nad ich zbalansowaniem w odniesieniu do taryf krajowych.

Można było uniknąć roamingowej afery?
To nie była afera. Raczej film akcji, którego bohaterowie do końca trzymali widzów w napięciu. Po słabych zdjęciach i korektach scenariusza przez reżysera, debiut przed publicznością spełnił oczekiwania. Teraz musimy dołożyć starań, aby film na siebie zarobił.

Operatorzy oblali test z solidarności.
Przykład roamingu pokazał, jak ogromna jest konkurencja na rynku. Jednak gdybyśmy mieli przeprowadzić ten proces raz jeszcze, niewiele byśmy zmodyfikowali. Daliśmy szansę podejściu pakietowemu, koncepcji, z którą wyszedł rynek. Szkoda, że skłonność operatorów do samodzielnego obniżenia cen okazała się nikła. Rozczarowały cenniki przygotowane na 15 maja. Telekomy podeszły zbyt asertywnie i przestrzeliły z marżą. Potem zaczęła się nieufność, obarczanie odpowiedzialnością. Do urzędu firmy przychodziły już tylko indywidualnie. To był moment, w którym stwierdziłem, że wszyscy potrzebujemy dyscypliny. Przeszliśmy do planu B i w miejsce pakietów, zastosowaliśmy literalną wykładnię przepisów. Dodatkowo w ostatniej chwili Orange ujawnił strategię mocnego zejścia w dół z cenami post-paid. Mechanizm nas nie zaskoczył. Wkalkulowaliśmy, że któryś z operatorów z międzynarodowych grup będzie do tego zdolny, nie mniej na rynku zapanował poważny chaos. Podjęliśmy decyzję o standaryzacji, aby nie różnicować negatywnie sytuacji klientów.

Operatorzy żalili się, że nie stać ich na RLAH. Rentowność spółek jest rzeczywiście zagrożona?
Rentowność dużych telekomów nie jest zagrożona, ale problem istnieje. Operatorzy już wystąpili o dopłaty, których wysokość kalkulują na podstawie prognoz. (chodzi o Virgin Mobile, nc+, POLKOMTEL)
Wiemy, że mogli zejść z cenami usług poniżej kosztów. Nie wiemy dokładnie jak bardzo zrobił to Orange, ale zarówno francuski telekom jak i niemiecki T-Mobile mogą subsydiować koszty w ramach własnych grup kapitałowych. Polkomtel (Plus) i P4 (Play) nie mają takiej możliwości. Nie jest więc to wyścig równych szans.
Prezes Play ostatnio chwalił się, że polski rynek telekomunikacyjny jest bardzo perspektywiczny. Stwierdził, że nawet nowe regulacje roamingowe nie są dla firmy problemem.
Nie znam tej wypowiedzi. Ale mam w pamięci roboczogodziny, które poświęciliśmy żeby pomóc zespołowi Play’a rozwiązać ich problemy.

Jak telekomy mogą próbować odbić straty?
Za wcześnie na określenie wpływu regulacji na budżety operatorów. Wiele będzie zależało od zachowań abonentów w czasie okresowych podróży po UE oraz od skali nadużyć. Bierzemy jednak pod uwagę że wpływ ten uwidoczni się poprzez wycofanie roamingu z części ofert lub wzrost cen krajowych. W drugim wariancie, niewielkie jest ryzyko wzrostu cen jednostkowych połączeń głosowych, SMSów czy transmisji danych. Rynek jest chroniony wysoką elastycznością cenową popytu i prostymi procesami przenoszenia numerów. Mogą wzrosnąć ceny urządzeń końcowych: telefonów, tabletów, modemów. To paradoks, ale największy problem rentowności RLAH dotyczy segmentu pre-paid, gdzie klient nie ma kontraktu. Jeżeli odczuje wzrost cen, wyrzuci kartę SIM i kupi nową w innej sieci. Ta regulacja ma wiele ryzyk, którymi regulator musi zarządzić.

Na co się najczęściej skarżą klienci telekomów?
Rocznie podejmujemy ponad 5 tys. interwencji, kolejny 1 tys. to porady, których udzielamy. Klienci skarżą się głównie na nieuczciwe praktyki przedstawicieli handlowych i namawianie do zawarcia umowy niezgodnej z ustaleniami - kurier przywozi do podpisu dokumenty, które różnią się od telefonicznych ustaleń z infolinią. Ofiarami tych praktyk padają przede wszystkim seniorzy. Kolejny temat, który wraca co kilka lat to usługi Premium Rate. Oszustwa z wykorzystaniem wysokopłatnych SMS-ów stosują dzisiaj nie tylko wyspecjalizowane firmy, ale też prywatni naciągacze.

Nie można ich namierzyć i ukarać?
Mieliśmy już nadużycia związane z loteriami, z nagrodami w postaci luksusowych samochodów, wróżek przepowiadających przyszłość za 30 zł tygodniowo. Były też subskrypcje uruchamiane automatycznie, bez wiedzy i zgody abonenta. Obecnie istotnym problemem są działania użytkowników prywatnych numerów, którzy celowo wprowadzają w błąd odbiorców SMS-ów, sugerując, że została im aktywowana usługa premium i aby ją wyłączyć, powinni wysłać komendę o odpowiedniej treści na wskazany numer oraz odesłać otrzymaną treść - hasło lub kod na wskazany prywatny numer . W ten sposób użytkownicy, którzy dopuścili się oszustwa, uzyskują kody dostępu czy hasła do gier i aplikacji, za które koszty ponosi poszkodowany.
Niebawem do sejmu trafi projekt nowelizacji prawa telekomunikacyjnego, którym zwiększymy ochronę abonentów. Regulator będzie miał szansę uszczelnić monitoring tego segmentu usług.

Polacy skarżą się na brak lub złą jakość internetu?
W pierwszym półroczu otrzymaliśmy ok 90 skarg na jakość usług. To nie jest dużo, ale poprzez zmiany legislacji chcemy dać konsumentom świadomość i prawo wyboru.
Jednak to co widzimy przy okazji monitoringu usług szerokopasmowych, to ciągłe rozwarstwienie na Polskę A i B. Ani transfer ani ceny internetu nie są dziś takim problemem jak brak dostępności usług w miejscach słabozurbanizowanych. W makro skali drugim problemem jest też deficyt pomysłów rynku, jak rozwijać kontent, szczególnie w zakresie usług mobilnych. Operatorzy pokrywają popyt, ale rozwiązania jak telemedycyna czy usługi turystyczne to protezy. Potrzeba nowej koncepcji w warstwie użytkowej. Inaczej nie zahamujemy spadku wartości rynku, a to przecież papierek lakmusowy zainteresowania inwestorów polską branżą ICT.

Taką rewolucję ma umożliwić 5G. To strategiczny cel pana kadencji?
To jeden z głównych projektów, które mamy w merytorycznym portfolio UKE. Wielka szansa i duże wyzwanie. 5G przezwycięży marazm w obszarze usługowych innowacji. Powszechne dziś produkty łączności, w latach 80-tych były tworzone przez sektor militarny w Stanach Zjednoczonych.
Uważam, że teraz z kolei rozwój komunikacji maszyn w przemyśle przyczyni się istotnie do innowacji w segmencie B2C. Na tegorocznym kongresie GSMA w Barcelonie prezentowano zdalne operacje chirurgiczne, sterowane z powierzchni ziemi maszyny wydobywcze w górnictwie, czy autonomiczne środki komunikacji miejskiej, w tym cyfrowe przestanki autobusowe.

Brzmi trochę utopijnie, biorąc pod uwagę, że u nas przystanki są demolowane. Kto na to wyłoży pieniądze?
Musimy poszukać kompromisu między oczekiwaniami społecznymi, finansową wydolnością operatorów. Poszerzamy w UKE naszą wiedzę, współpracujemy z sektorem badań i rozwoju nad zrozumieniem nawet abstrakcyjnych dziś biznes planów. Uruchomiliśmy z Ministerstwem Cyfryzacji projekt „5G dla Polski” Dla nas to perspektywa dotarcia do kolejnych grup interesariuszy.

Bruksela wymaga, by do 2020 roku 5G funkcjonowało na zasadach komercyjnych w jednym mieście. Już je wybrano?
Nie, chociaż wiem, że to budzi emocje. Nasze wstępne analizy wskazują, że może być miasto ale również region kraju. Nie przesądzajmy.
Warunki brzegowe to przede wszystkim lokalna dostępność częstotliwości na pilotaż oraz użycie komercyjne. Dalej ustalenie z operatorami warunków inwestycyjnych oraz porozumienie z lokalnymi władzami dot. stworzenia środowiska do inwestycji, tak w ujęciu ekonomiczno-administracyjnym jak i społecznym. Musi być gwarancja popytu na innowacyjne produkty komunikacji elektronicznej w warstwie użyteczności publicznej.
W końcu zmiana przepisów prawa telekomunikacyjnego w zakresie dystrybucji widma radiowego, ale też społeczna akceptacja zmian norm emisji fal radiowych. Obecne wyśrubowane standardy są zbyt restrykcyjne dla rozwoju nowych technologii. Mamy już raporty merytoryczne, w tym medyczne, wskazujące neutralność pól elektromagnetycznych z pkt widzenia zdrowia człowieka. Wykonujemy pracę aby poszerzać świadomość konsumentów o realnych warunkach działania 5G i radiokomunikacji.

Do budowy 5G potrzeba wolnych częstotliwości. I tu pojawiają się problemy.
Komisja wymaga uwolnienia pasma 700 MHz na usługi dostępu szerokopasmowego, nad czym pracujemy. Ale najbardziej przydatne dla 5G mogą być pasma 2.3-2.4 GHz dalej 3.4-3.8 GHz i wyższe. Pracujemy też nad refarmingiem (reorganizacją widma-red) w innych pasmach. To jest duży projekt, gdzie obok przepisów i technologii ważne jest też wzajemne zrozumienie i wiarygodność. Przez lata częstotliwości przyznawane były przeróżnym podmiotom - korporacjom taksówkarskim, operatorom systemów do obsługi płatności na autostradzie, leśnikom. Dla nich zmiana częstotliwości może oznaczać wymianę albo doposażenie specjalistycznego sprzętu. A to kosztuje. Podchodzimy do refarmingu (reorganizacja widma -red.) racjonalnie. Prezes UKE zarządza rzadkim dobrem limitowanej wielkości i jednocześnie ogromnej wartości. Mówimy o miliardach złotych. Nie mogę sobie pozwolić na wykonanie ruchu niezrozumiałego dla rynku.

Na jakim etapie są rozmowy z Ukrainą i Rosją w sprawie 700 MHz?
Z Ukrainą mamy już uzgodnienia, przygotowujemy formalne porozumienie. Rozmowy z Rosją są trudne. Nasi sąsiedzi nie są w Unii, stosują inną standaryzację. To redukuje ich motywację w negocjacjach. Rozmawiamy z resortem cyfryzacji nad zaangażowaniem Komisji Europejskiej w proces negocjacji i uruchomieniem kanałów dyplomatycznych. Wdrażanie 700 MHz bez uzgodnień, a więc z ryzykiem zakłóceń rosyjskich stacji bazowych ograniczyłoby wartość użyteczną pasma. W oczywisty sposób obniżyłoby też wpływy dla budżetu państwa.

O jakiej kwocie mówimy? Ile warta jest "siedemsetka"?
Tyle, ile rynek będzie w stanie zapłacić. Wycenimy pasmo, kiedy będzie gotowe do dystrybucji. Wiarygodność ponad wszystko.

A rynek teraz jest "głodny" częstotliwości?
Jest nasycony. Operatorzy potrzebują czasu na dojście do siebie po ostatniej aukcji. W 2016 roku zapłacili 9,2 mld zł za LTE. Do 2020 roku powinni odzyskać zdolność do dużych zakupów. My w tym czasie dokończymy uzgodnienia międzynarodowe, procesy formalne oraz wewnętrzne, aby uniknąć błędów z aukcji LTE.
Nie jest tajemnicą, że rezerwacje częstotliwości dokonane w wyniku aukcji są skarżone w sądach. Na początku roku w pierwszej instancji zapadło 19 korzystnych dla nas wyroków, utrzymujących rezerwacje w mocy. Liczymy też, że także postępowanie w Komisji Europejskiej zakończy się wycofaniem zastrzeżeń wobec Polski. Ale faktem jest, że działania UKE z czasów aukcji do dziś są przedmiotem kontroli, ostatnio NIKu. Zresztą NIK kontroluje całość działalności Urzędu w ostatnich latach.

Wiceminister kultury w wywiadzie da "DGP" rzucił pomysł, żeby UKE przejął prace nad dekoncentracją mediów, zajął się rynkiem prasy.
Nie dostaliśmy oficjalnej informacji z resortu kultury, nie znam sprawy. Mamy know-how w wielu obszarach regulacji przedsiębiorców i budowania konkurencji. Jeżeli temat się zmaterializuje, będziemy gotowi do rozmów.

Połączenie UKE i KRRiT jest realne? Sam był pan współautorem tej koncepcji.
Wpisaliśmy tą koncepcję z Minister Streżyńską w strategię cyfryzacji 2 lata temu. Długodystansowo uważam, że konsolidacja obu regulatorów jest koniecznością wymuszoną przez rynek. Ten pogląd podziela też przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski. To jest jednak trudny proces, co potwierdzają doświadczenia z innych krajów. Obie instytucje łączy rynek medialny gdzie KRRiT odpowiada za kontent a UKE za operacyjne wdrożenia. Z drugiej strony my dodatkowo, a raczej przede wszystkim, prowadzimy analitykę i kontrolę dystrybucji funduszy unijnych, technicznie i ekonomicznie regulujemy operatorów telekomunikacyjnych oraz pocztowych, prowadzimy nadzór rynku wyrobów. Odpowiadamy za wielopoziomową ochronę konsumentów. Procesu konsolidacji nie da się więc przeprowadzić z dnia na dzień, zwłaszcza gdy kompetencje KRRiT są zamrożone w konstytucji. Ja przede wszystkim mam ambicję budowania urzęzdu eksperckiego, opartego na wiedzy i ekonomii, nie wchodzę w obszary polityczne, jeśli nie muszę. Dziś mamy dobrą komunikację z przewodniczącym Kołodziejskim, podobnie jak z Prezesem UOKiK Markiem Niechciałem. Nie wszędzie się zgadzamy, każdy ma wizję rozwoju własnej branży, za którą odpowiada. Wszyscy trzej podchodzimy jednak z dużym zrozumieniem do swoich racji. Mamy też wspólne problemy, jak chociażby brak nadzoru nad nowym segmentem rynku – OTT (over the top, takie jak Whatsapp czy Netflix - red.)

To się raczej nie zmieni, decyzje w tej sprawie zapadają na unijnym forum.
To fakt, potrzeba rozwiązań międzynarodowych zwłaszcza, że większość streamingowanego kontentu płynie do Polski zza granicy. Trwają prace w Radzie i Parlamencie Europejskim nad koncepcją regulacji. UKE postuluje wyrównanie katalogu obowiązków regulacyjnych dla wszystkich uczestników rynku łączności elektronicznej, ale przede wszystkim włączenie pod system regulacji operatorów OTT. Ostatnia kara Komisji Europejskiej dla Facebook’a za niejasności przy przejęciu WhatsApp’a, czy zeszłoroczna interwencja Ministra Cyfryzacji ws blokowania przez firmę profili wybranych użytkowników, pokazują, że obok ogromnej popularności i wartości społecznej, dostawcy treści wymagają monitoringu.

Jaką opinię wysłał pan UOKiK w sprawie przejęcia Multimediów przez UPC.
Nasza analiza osadziła w rynkowych realiach dość futurystyczny obraz rynku zarysowany przez oba podmioty. Gromadzimy kolejne dane do następnej analizy - cenowej sytuacji konsumentów na rynkach lokalnych. Będzie gotowa dla UOKiK po wakacjach. Budujemy też warianty zgody warunkowej, które zespół prezesa Niechciała będzie mógł skonfrontować ze swoimi obawami.

Kiedy zapadną ostateczne decyzje?
Prezes UOKiK prowadzi postępowanie i podejmuje decyzje. My udzielamy wsparcia.

Prezes UOKiK jest dla rynku telekomunikacyjnego niezwykle surowy. Słusznie?
Nie jest moją rolą recenzować prezesa Niechciała, ale w jednym z wywiadów sam przyznał, że mamy inne spojrzenie na rynek. UOKiK patrzy z punktu widzenia konsumentów, a ja muszę patrzeć szerzej. Brać po uwagę wartość dodaną, którą dla tych samych konsumentów przedsiębiorstwa telekomunikacyjne mogą wnieść w dłuższej perspektywie czasowej. Pracowałem w sektorze prywatnym i wiem jak przebiega proces decyzyjny, choćby w temacie inwestycji. Patrzy się na stabilność regulacyjną, na rachunek zysków i strat, ile przedsiębiorca oddaje w ramach standardowych podatków a ile w ramach niestandardowych kar. Administracja musi być wiarygodna i dla konsumentów i dla przedsiębiorców

Marcin Cichy kieruje UKE od niemal roku, zanim został prezesem koordynował realizację strategii Mateusza Morawieckiego (SOR) w obszarze cyfryzacji. Cichy był wcześniej związany z UKE przez wiele lat, w 2013 roku odszedł z urzędu do UPC, gdzie pracował przez trzy lata.