Profesor Ryba odniósł się w pierwszej kolejności do informacji podkomisji smoleńskiej, która podała dzisiaj, że liczne zniszczenia lewego skrzydła samolotu noszą ślady wybuchu.

- Sprawa smoleńska - to, co działo się w jej trakcie i po niej, wymaga absolutnie powtórnego zbadania. Te tezy, które padają ze strony komisji smoleńskiej, są szokujące, muszą jednak zostać wyciągnięte wnioski - mówił.

Komentując wtorkową konferencję prasową, w czasie której Mariola Karweta, wdowa po admirale Andrzeju Karwecie, ujawniła kolejne szokujące wyniki ekshumacji ciała jej męża, prof. Mieczysław Ryba powiedział: Emocje pani admirałowej są zupełnie zrozumiałe i w pełni uzasadnione, bo to jest fakt wstrząsający i oburzający. Jej świadectwo uczuć, oceny rzeczywistości powinno być rodzajem jakiegoś wstrząsu, również na scenie politycznej. 

- Pani admirałowa bardzo mocno pokazywała losy rodzin smoleńskich, że można je porównać do tarczy strzelniczej, kiedy urządzono sobie festiwal ataków po to, żeby zaciemnić pewien obraz tego, co się po katastrofie smoleńskiej stało, to się działo kosztem tych rodzin - zaznaczył prof. Ryba

Profesor podkreślił, że "należy jednak zwrócić uwagę, jak ważną kwestią była decyzja prokuratury o ponownych ekshumacjach. Jak to było fundamentalne".

- Państwo polskie jest winne rodzinom, całemu narodowi, całemu społeczeństwu przede wszystkim uporządkowanie tych pochówków, dalej wyjaśnienie wszystkich okoliczności katastrofy - podkreślił.

Prof. Ryba zaznaczył, że tak elementarnymi kwestiami, jak pochówki, jak sekcje zwłok, państwo rządzone za czasów PO-PSL "absolutnie się nie zajmowało, a jeśli się zajmowało to tylko na sposób PR-owski".  - Głębokiej analizy nie było. W tym kontekście to jest po prostu kompletne bankructwo państwa - ocenił.

Profesor Ryba zapytany, czy Polacy podzieleni przez katastrofę smoleńską, mogą odbudować jedność odpowiedział, że "jeśli coś jest zakłamane, jakaś rzeczywistość, to ona zawsze generuje podziały. Nigdy pojednania nie zbuduje się na zakłamaniu lub zatajeniu jakiś kwestii".

- Wydaje się, że ówczesna ekipa rządząca skupiła się w kontekście katastrofy smoleńskiej przede wszystkim na działaniach PR, żeby społeczeństwo uznało, że jest ładnie, że wszystko elegancko wypadło i żeby móc powiedzieć, że państwo zdało egzamin - zaznaczył.

- Niestety naturą współczesnych systemów politycznych jest rodzaj konfliktu, czasem sztucznie generowanego. Mówimy natomiast o zgodzie narodowej, co do pewnej oceny rzeczy. I w tym względzie tylko ta prawda jest w stanie ten naród obudzić, jeśli bierzemy pod uwagę ocenę tamtej rzeczywistości, a zarazem zadań, jakie przed państwem polskim w analogicznych sytuacjach stoją - dodał.