Kochani, Drodzy Państwo,
w styczniu dowiedziałam się, że choruję na raka piersi. Wiadomość, tym straszniejsza, że jestem matką, a moje dzieci są małe. Marcelina ma 16 miesięcy, Malwina – 7 lat, Łukasz – lat 14. Gdy się dowiedziałam o chorobie miałam 39 lat, a moja najmłodsza córka 6 miesięcy. Z dnia na dzień musiałam przestać karmić ją piersią. Potem rozpoczęłam bardzo trudne dla nas wszystkich leczenie, niestety nieprzynoszące efektów. Na ile to możliwe staramy się żyć normalnie. Ja, moje dzieci i mój mąż Andrzej. Zarówno ja, jak i on od wielu lat pracujemy w Instytucie Pamięci Narodowej
- pisze m.in. Monika Orlik-Arseniuk.

W dalszej części listu opisuje swoje i męża problemy z szefem IPN, dr Jarosławem Szarkiem.

Mój mąż w ciągu niespełna miesiąca: został dwukrotnie zdegradowany (13.06. i 05.07.), straszony wyrzuceniem z pracy (11.07.), jego wynagrodzenie od marca będzie o prawie 60% niższe! Nie dostał nawet złotówki nagrody za pierwsze półrocze 2017 r., choć zajmował dwa stanowiska – dyrektora biura i rzecznika prasowego - czytamy w liście. 

Oto pełna treść listu Moniki Orlik-Arseniuk.

Kochani, Drodzy Państwo,
w styczniu dowiedziałam się, że choruję na raka piersi. Wiadomość, tym straszniejsza, że jestem matką, a moje dzieci są małe. Marcelina ma 16 miesięcy, Malwina – 7 lat, Łukasz – lat 14. Gdy się dowiedziałam o chorobie miałam 39 lat, a moja najmłodsza córka 6 miesięcy. Z dnia na dzień musiałam przestać karmić ją piersią. Potem rozpoczęłam bardzo trudne dla nas wszystkich leczenie, niestety nieprzynoszące efektów.
Na ile to możliwe staramy się żyć normalnie. Ja, moje dzieci i mój mąż Andrzej. Zarówno ja, jak i on od wielu lat pracujemy w Instytucie Pamięci Narodowej. Ja od 2008 r., Andrzej od 2003 r. - 14 lat w Biurze Prezesa, podczas pięciu prezesur, bliski współpracownik ś.p. prof. Janusza Kurtyki, od czasu jego prezesury zastępca dyrektora tego Biura i rzecznik prasowy IPN. Oboje łącznie przepracowaliśmy w tej instytucji ponad 23 lata! Poza pracą mamy swoje pasje, klarowne poglądy na świat, w tym politykę. Od wielu lat jesteśmy wyborcami PiS. Wygrana tej partii w wyborach parlamentarnych i prezydenckich to była radość i nadzieja.
W lipcu 2016 r. mój mąż został dyrektorem Biura Prezesa IPN i na szczególną prośbę dra J. Szarka rzecznikiem Instytutu. Ww. nie miał nikogo na to stanowisko, zresztą nie ma do dzisiaj. Wyjaśnię, że dr Szarek nie miał ani doświadczenia, ani zaplecza. Do lipca 2016 r. był głównym specjalistą w krakowskim oddziale IPN, do Warszawy zaś przyjechał wraz z Mateuszem Szpytmą, który został zastępcą prezesa, Zofią Sumarą (wówczas narzeczoną M. Szpytmy, która została zastępcą dyrektora Biura Prezesa!) i Jakubem Maciejewskim, który nie posiadał ani doświadczenia, ani nawet wyższego wykształcenia…
Dr J. Szarek o naszej sytuacji został poinformowany w styczniu. Mąż mając na uwadze zapewnienie sprawnego funkcjonowania Biura, w marcu zatrudnił Natalię Cichocką jako p.o. zastępcy dyrektora Biura. Wcześniej była ona asystentką prasową w Poznaniu, z którą mąż współpracował od lat. Dr Szarek nie znał tej osoby. Jak się potem okazało nie znał jej także mój mąż…
Kolejny przełomowy moment w naszym życiu nastąpił w czerwcu. Podczas urlopu ojcowskiego męża dr J. Szarek przyjechał pod nasz dom i w jednej z okolicznych kawiarni popijając colę poinformował go, że nie będzie już dyrektorem, zaś jego miejsce zajmie ww. osoba. Było to dni kilka po tym, gdy dowiedzieliśmy się, że dotychczasowe leczenie nie przynosi rezultatów, o czym Andrzej powiedział Szarkowi.
Mój mąż w ciągu niespełna miesiąca: został dwukrotnie zdegradowany (13.06. i 05.07.), straszony wyrzuceniem z pracy (11.07.), jego wynagrodzenie od marca będzie o prawie 60% niższe! Nie dostał nawet złotówki nagrody za pierwsze półrocze 2017 r., choć zajmował dwa stanowiska – dyrektora biura i rzecznika prasowego. Wspomnę, że 5 lipca podczas podpisywania drugiego z tzw. „porozumień stron”, które sytuację zawodową, a przez to i rodzinną mego męża zmieniło w sposób wręcz skrajny, żądano od niego, by w kilka minut podjął decyzję bez konsultacji ze mną, dopiero po wielu prośbach pozwolono mu zadzwonić do mnie!!! Działo się to 5 lipca rano, pierwszego dnia po powrocie z urlopu ojcowskiego podczas spotkania z J. Szarkiem, Janem Basterem (zastępcą prezesa) i Marcinem Stefaniakiem (dyrektorem generalnym). Dodam, że 4 lipca wieczorem podczas rozmowy telefonicznej dr J. Szarek zapewnił męża, że nie zamierza go zwalniać z pracy! Niespełna tydzień później w piśmie do związków zawodowych pisał, że chce go zwolnić!
Od 5 lipca 2017 r. Andrzej jest głównym specjalistą w pionie śledczym w oddziale warszawskim. Przygotowuje opinie historyczne do postępowań prokuratorskich. Ta praca nie ma nic wspólnego z tym, czym zajmował się przez wszystkie lata pracy w IPN. 14-letnie doświadczenie w IPN, nabyte za publiczne pieniądze okazało się być nic nie warte.
Choć wydawało się, że przekroczone zostały wszystkie granice - w październiku odebrałam dwa pisma od J. Szarka, oba zatytułowane „wezwanie do zaprzestania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji”. Jedno adresowane do mnie, drugie do męża. W pismach tych straszy się nas odpowiedzialnością na gruncie prawa pracy, cywilnego oraz karnego! Przypomnę, że ja przebywam na długotrwałym zwolnieniu lekarskim. Co więcej – poszłam na nie od razu po urlopie rodzicielskim! Ciekawe też, że w piśmie z 13 września J. Szarek zapewniał męża, że nie zamierza podejmować wobec niego żadnych działań z zakresu prawa pracy!!!
My od początku przyjęliśmy strategię, by sprawą zainteresować jak najwięcej osób. Niektóre poczuły się w obowiązku i jeszcze w czerwcu i lipcu dr J. Szarek otrzymał wiele próśb o zmianę swoich decyzji, o niepodejmowanie kolejnych działań. Co bardzo ważne - była też prośba od lekarza, argumentowana tym choćby, że stan psychiczny chorego w leczeniu choroby nowotworowej ma ogromne znaczenie! (Prośbę „o zaprzestanie kolejnych ewentualnych działań, wobec mnie i mojej rodziny i pozostawienie nas w spokoju” ze szczegółowym opisem naszej trudnej sytuacji w piśmie z sierpnia 2017 r. kierowanym do J. Szarka zawarł także mój mąż.)
Poza tym ja napisałam dwa pisma do Kolegium IPN (23.06 i 25.08). Wbrew informacji z pisma przewodniczącego Kolegium z dnia 26.09., że nie ma ono kompetencji, sprawa dwukrotnie była przedmiotem obrad tego gremium. Jak rozumiem - grono to nie ma realnego wpływu na działania dra J. Szarka. Mąż wysłał m.in. dwa maile do marszałka R. Terleckiego, którego zna, niestety pozostały bez odpowiedzi. Andrzej pisał także m.in. do prof. A. Nowaka, który jest nie tylko członkiem Kolegium, ale także doradcą prezydenta. Poza tym ja pod koniec sierpnia napisałam do Pani Prezydentowej, do Pani Premier oraz do Pana Jarosława Kaczyńskiego (dwa ostatnie pisma uzupełniałam na skutek wezwań z dnia 10 października). Pisałam, bo wierzyłam w obietnice przez nich składane (jak choćby ta o trosce o rodziny, w tym przede wszystkim te wielodzietne), poważne traktowanie pewnych spraw ale i dlatego, że przez lata głosowałam na nich. Do dnia dzisiejszego nie dostałam odpowiedzi na żadne z moich pism. Wiem z rozmów telefonicznych, że moje pismo czytała Pani Prezydentowa, że ze sprawą została zapoznana Pani Premier, Pan Kaczyński otrzymał moje listy. Także z informacji telefonicznych wiem, że w Kancelarii Premiera były osoby, które szczerze sprawą się zainteresowały. Czyli aż tak dużo, a jednocześnie jakby nic. Może brak mi cierpliwości, ale ostatnio szybciej płynie mi czas…
Nie będę rozpisywać się o nieprzespanych nocach i lęku na dźwięk domofonu, że może listonosz przyniesie kolejne pismo od J. Szarka. Trzy tygodnie temu rozpoczęłam trzecią w ciągu ośmiu miesięcy chemioterapię zaplanowaną na co najmniej 5 miesięcy. Nietypowe leczenie, ale jak ujął to jeden z lekarzy – Gdy ja zaczynałem praktykę lekarską takie jak pani nie miały żadnych szans… Choć zdaniem mego męża – zaczynał ją, gdy na świecie panowała epidemia cholery… Dziś lub jutro mąż po raz kolejny ogoli mi głowę, ale to przecież nie największe nasze zmartwienie. Może w kontekście tego młodego Hiszpana, który w marcu w ramach wymiany językowej w szkole syna, spędzi u nas tydzień. Moja siedmioletnia córka zapewnia, że kocha mnie bardzo z włosami i bez. Jestem też po operacji, która na zawsze zmieniła moje, nasze życie, ale i to nie jest obecnie jakaś niezwykle ważna kwestia.
Teraz leczymy się, modlimy się, a mój mąż poszukuje pracy, bo za pieniądze, które miałby otrzymywać od marca nie sposób utrzymać trojga dzieci, chorej żony oraz spłacać kredytu hipotecznego. Nie po to też tyle lat pracował, żeby teraz mieć gorzej niż nowy pracownik IPN, bez doświadczenia, a nawet wyższego wykształcenia. Jesteśmy po wielu rozmowach i zdecydowaliśmy, że w związku z brakiem faktycznej reakcji na nasze pisma, droga sądowa jest koniecznym rozwiązaniem. Choć to nie jest najlepszy na to czas. Mam nadzieję, że ktoś kto straszy odpowiedzialnością cywilną czy karną wie, że działa to w dwie strony. Gdyby ktoś z Państwa znał kogoś, dysponował odrobiną wiedzy prawnej i wolnego czasu może zechce pomóc.
Podsumowując - moje dotychczasowe doświadczenia z drem J. Szarkiem wskazują, że nie spełnił on wymogów ustawowych opisanych w art. 11 ust 1 pkt 3 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, których ustawodawca żąda od kandydata na prezesa IPN tj. wymogu wyróżniania się wysokimi walorami moralnymi, a które to wymagania dodatkowo w art. 10a ust 2 pkt 2 ww. ustawy określa jako wymagania niezbędne do sprawowania stanowiska. Ww. brak zwyczajnej ludzkiej wrażliwości, o wysokich walorach moralnych mowy być nie może.
Modlimy się teraz o uzdrowienie dla mnie. Wcześniej jakoś nie zabiegaliśmy o wstawiennictwo u Pana Boga. Teraz to robimy. Mamy nadzieję, że rację miał Jan Lechoń pisząc, że „[…] Ale temu, który w trwodze, Widzi ciemność na swej drodze, Temu wskaże srebrną gwiazdę, temu poda wodze. Bo dopiero niebo pęka, Kiedy wielki grzesznik klęka; Wtedy radość wśród aniołów, Wtedy Pańska ręka”. Choć aż tak wielkimi grzesznikami nie jesteśmy!

Ps. Publikację obszernej korespondencji rozpoczynamy krok po kroku dziś lub jutro, z uwagi głównie na doskwierający nam brak czasu, pod adresem https://muszetopowiedziec.blogspot.com

We wtorek na stronie Instytutu ukazało się oficjalne oświadczenie:

Stanowisko Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie informacji i opinii dotyczących państwa Moniki i Andrzeja Arseniuków
Instytut Pamięci Narodowej informuje, że Pani Monika Orlik-Arseniuk jest zatrudniona w Biurze Prawnym IPN, natomiast Pan Andrzej Arseniuk został w połowie tego roku odwołany ze stanowiska dyrektora Biura Prezesa i rzecznika prasowego, jednak w dalszym ciągu pozostaje pracownikiem Instytutu, na zasadach ustalonych w wyniku porozumienia stron.

Kształtowanie składu kadry kierowniczej należy do wyłącznych kompetencji Prezesa IPN, który podejmuje decyzje w tym zakresie. W sposób szczególny dotyczy to najbliższych współpracowników, a więc przede wszystkim stanowisk dyrektora Biura Prezesa i rzecznika prasowego.

Warszawa, 14 listopada 2017 r.