Robert Mazurek: Pusto?

Reklama

Andrzej Arseniuk: Boję się o tę Wigilię.

Dlaczego? Bo to będą drugie święta bez żony.

Tak, dla mnie bez żony, a dla dzieci bez mamy.

Jak wyglądały pierwsze?

Były chyba łatwiejsze, bo wszystko szło trochę z rozpędu, na szybko, byliśmy oszołomieni. Monika zmarła miesiąc przed Wigilią.

I zostałeś z trójką dzieci.

Ale miałem mnóstwo pracy, prezenty na głowie i mało czasu na myślenie. Poczekaj, czemu ja się na to wszystko zgodziłem? Jak tylko zadzwoniłeś, to zacząłem o tym myśleć. Nawet przewidywałem twoje pytania i układałem w głowie na nie odpowiedzi, ale zorientowałem się, że przecież nie mam nic do powiedzenia.

Dlatego nie przemawiaj, tylko opowiedz.

A cóż tu opowiadać?

Zacznijmy od początku, od trójki dzieci.

Najstarszy jest szesnastoletni Łukasz, Malwina ma dziewięć lat, a Marcelina w tym roku poszła do przedszkola, ma trzy lata. Wtedy, rok temu, byliśmy jeszcze w szoku, a ja miałem wszystkie weekendy zaklepane.

Zaklepane? Co to znaczy?

Grudzień to dla nas najgorętszy czas, bo kiedy straciłem stałą pracę, zaczęliśmy robić koszulki z Witkacym i innymi artystami oraz biżuterię, no a w grudniu sprzedaje się najwięcej. Mieliśmy poumawiane i opłacone kiermasze i targi, na które jeździliśmy.

Reklama

To było tuż po śmierci Moniki.

Nadchodził grudzień, usiedliśmy i spytałem dzieci, czy mam z tego zrezygnować, czy ma być jak wcześniej. To była taka pierwsza rozmowa i wszyscy się zgodziliśmy, że ma być tak jak dotychczas. Powiedzieliśmy sobie, że postaramy się wszystko robić tak, jakby chciała mama. I tak było.

Boże Narodzenie było takie?

W Wigilię ubraliśmy choinkę, pojechaliśmy na cmentarz, a zaraz potem była kolacja.

W domu?

Dostaliśmy zaproszenia, ale zdecydowaliśmy, że spędzimy je w domu z babcią, moją teściową. Zawsze przychodziła, teraz też przyjdzie, ulepi pierogi, ja zrobię śledzie i będzie jak zawsze, od lat. Z tą różnicą, że w Wigilię pojedziemy na cmentarz.

Możemy zrobić przerwę.

Nie, nie trzeba. Potem pojedziemy, jak zawsze, po choinkę i, jak zawsze, znajdziemy najładniejsze drzewko. Kiedy skończymy ją ubierać, będzie już ciemno, wtedy szybko będzie trzeba posprzątać mieszkanie.

W ostatniej chwili? To przepis na kataklizm, nie na Święta.

Tak było zawsze i nie można tego zmienić… A napięcia przy tej okazji zawsze były… no, teraz nie będzie.

Zawsze możesz się pokłócić z dziećmi.

(śmiech) To nie to samo. Wtedy się kłóciliśmy, potem ja przychodziłem przepraszać, bo ona prawie zawsze miała rację i było świetnie.

A potem kolacja i prezenty.

I będzie jak zawsze, tylko łamiąc się opłatkiem, powiemy sobie, że nie ma z nami najważniejszej osoby. I będziemy sobie życzyć, żebyśmy jakoś dali radę, żebyśmy sobie poradzili.

CZYTAJ WIĘCEJ W MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ>>>