- To kolejny przełom dla huty, dla Głogowa, dla KGHM, dla Polski. Instalacja, jakiej drugiej w świecie nie ma – mówił przed rokiem podczas otwarcia inwestycji Andrzej Duda. Wtórował mu prezes KGHM Polska Miedź Radosław Domagalski-Łabędzki. – Modernizacja huty stawia polską metalurgię w czołówce światowego hutnictwa. Jest największą inwestycją w przemyśle po 1989 r., a jej możliwości produkcyjne nie mają sobie równych. Skala innowacyjności jest rzadko spotykana – chwalił przedsięwzięcie. Wkrótce jednak zmienił zdanie. W grudniu 2017 r., dwa miesiące po wypadku z kotłem przy nowym piecu, wyznał DGP, że inwestycja była... pomyłką.

W październiku oberwał się 100-tonowy spiek, powstający z pyłów wydostających się z pieca, zniszczył kocioł i zatrzymał pracę huty na prawie miesiąc. – Błędy popełnione w realizacji programu modernizacji pirometalurgii (PMP), czyli hutnictwa w KGHM, są większe niż w przypadku zakupu chilijskiej kopalni Sierra Gorda. W 2010 r. podjęto decyzję o budowie pieca zawiesinowego w Hucie Miedzi Głogów do przerobu koncentratów własnych, nie uwzględniając ich parametrów – oświadczył.

Zdaniem zwolenników tej tezy, do większego spieku przyczynił się gorszy koncentrat miedzi, czyli dodawanie do mieszanki większej ilości gorszego jakości surowca z kopalni Lubin. Domagalski-Łabędzki dawał do zrozumienia, że to wina poprzedniego kierownictwa, stąd m.in. dymisje w kierownictwie huty. I dodawał, że nakłady inwestycyjne przekroczyły 3 mld zł w porównaniu do pierwotnie planowanej kwoty 1,3 mld zł.

Ostatecznych kosztów instalacji broni Herbert Wirth, były szef KGHM Polska Miedź. To za jego kadencji zapadały kluczowe decyzje dotyczące budowy pieca zawiesinowego. – W trakcie budowy nowej huty zdecydowano o modernizacji pozostałej części instalacji. Po to, by dyspozycyjność zasadniczej części nie była ograniczana przez awarie starej infrastruktury. Spowodowało to konieczność zwiększenia nakładów o około 800 mln zł. Dziś budowa huty z piecem zawiesinowym o wydajności tego, który jest w KGHM, kosztowałaby od 1,5 mld do 2 mld dol. – argumentuje Wirth w rozmowie z DGP.

– PMP ma fundamentalne znaczenie dla KGHM. Doradzałbym skoncentrowanie się na ważnych projektach, jak uruchomienie instalacji do prażenia koncentratów i przygotowania do remontu starszej huty – odpowiada Domagalskiemu-Łabędzkiemu. – Polityka, permanentne audyty i rozliczenia, karuzela kadrowa i zrzucanie winy na innych temu nie służą. Obecne kłopoty wynikają właśnie z tego. Nie warto zmieniać koni podczas przeprawy przez rzekę – dodaje.

Z dokumentów, do których dotarł DGP, wynika, że głogowska instalacja, choć droższa niż zakładano i oddana do użytku z okołorocznym poślizgiem, została dobrze oceniona przez branżowe autorytety, m.in. prof. AGH Stanisława Pietrzyka z katedry metalurgii, przedstawicieli Instytutu Metali Nieżelaznych z Gliwic czy prof. Andrzeja Warczoka, jednego z najwybitniejszych polskich metalurgów. Nazwał on zmodernizowaną hutę w Głogowie jedną z najpiękniejszych na świecie pod względem architektonicznym. Projekt otrzymał nagrody Modernizacji Roku oraz Polish Project Excellence Award 2017.

Dzisiaj KGHM jako jeden z argumentów mających przemawiać przeciwko inwestycji podnosi efektywność instalacji – w zależności od miesiąca, wahała się od niespełna 80 do ponad 90 proc. Oczekiwano lepszego wyniku.

Problem w tym, że w pierwszym roku działania takie piece działają na 40–60 proc. swoich możliwości. Co jeszcze ciekawsze, na grudniowej konferencji hutniczej w Szklarskiej Porębie miedziowy gigant... chwalił się przedsięwzięciem, podkreślając świetne wyniki pieca. Z naszych informacji wynika, że w pierwszym roku działania wyprodukował on 208 tys. ton miedzi, podczas gdy jego zdolność maksymalną oceniono na 240 tys. ton. A wynik byłyby jeszcze lepszy, gdyby nie awaria.

– Obecnie prowadzone są trzy audyty dotyczące zawodności instalacji hutniczej, w tym dwa zewnętrzne. Mają one wskazać, jakie błędy popełniono w realizacji PMP. Po zapoznaniu się z ostatecznymi wynikami zostaną podjęte stosowne decyzje. Dwie dotyczą ustalenia przyczyn awarii kotła – mówi nam rzeczniczka KGHM Justyna Mosoń.

Zapytaliśmy byłego dyrektora Huty Miedzi Głogów, który pracował przy powstawaniu i rozruchu instalacji, o co chodzi w całym tym zamieszaniu. – Technologia pieca zawiesinowego jest najbardziej odpowiednia dla koncentratów KGHM, o czym świadczą osiągnięcia 40-letniej historii bardzo podobnej huty Głogów II oraz to, że dyspozycyjność nowej huty Głogów I i stopień wykorzystania zdolności produkcyjnych są na bardzo wysokim poziomie, bez precedensu w światowym hutnictwie miedzi. Awaria ma niewiele wspólnego z zastosowanymi rozwiązaniami – powiedział nam Andrzej Szydło, który był związany z KGHM przez ok. 25 lat.

Szydło stracił pracę w lecie ubiegłego roku, po tym jak podczas obchodów Dnia Hutnika pojawiła się makieta samolotu z napisem "tu polewaj". – Zostałem zwolniony z firmy za – jak to ujął prezes – "nieoszacowanie w prawidłowy sposób ryzyk związanych z możliwością naruszenia norm społecznych" – mówi nam Szydło. Pytamy go więc, czy w drugim półroczu w KGHM prawidłowo oszacowano ryzyko związane z możliwością niekontrolowanego oberwania się spieku. – Nie pokuszę się o odpowiedź na to pytanie. Od tego już nie jestem – odpowiada.