Wyznania męskiej prostytutki

Renata Kim | 2008-11-03 12:09 | Aktualizacja: 19:02

Jeden szuka starszej sponsorki, inny oferuje swoje towarzystwo na służbowym bankiecie. Lubią mówić o sobie "elegancki, z klasą". Niektórzy mają strony internetowe, na których podają swoje wymiary oraz referencje od klientek. To mężczyźni do wynajęcia albo, inaczej mówiąc, męskie prostytutki. DZIENNIKOWI udało się porozmawiać z jednym z nich.



Nikt nie wie, ilu ich naprawdę jest. Żadnych danych nie ma policja, ani organizacja La Strada. Ale wystarczy wstukać w internetowej wyszukiwarce hasło "mężczyzna do wynajęcia", by otrzymać tysiące odpowiedzi i tysiące ofert.

Mężczyźni piszą, że są gotowi wyjechać z klientką w służbową podróż w kraju i za granicą, pomóc jej w zakupach, iść razem do kina i zjeść kolację przy świecach. Są bardzo konkretni - taniej jest od poniedziałku do czwartku, ale już w weekendy cena ich usług znacznie rośnie. A gdy kobieta prosi o towarzystwo w ostatniej chwili, zlecenie jest przyjmowane jako ekspresowe, czyli odpowiednio droższe.

Renata Kim: Będzie pan szczery?

Exclusive Man*: Jasne, oczywiście. Zawsze jestem bardzo szczery.

Skąd pomysł, by ogłaszać się w internecie jako mężczyzna do wynajęcia?

Zawsze lubiłem kobiety i zawsze lubiłem pieniądze. (śmiech)

Kim są pana klientki?

To menedżerki, dyrektorki i właścicielki firm. Zdarzają się też panie samotne, których mężowie są za granicą od kilku lat. I kobiety bezdzietne, dla których liczy się przede wszystkim kariera. Wszystkie są zadbane, eleganckie i ładne, na co dzień korzystają z salonów piękności i solariów. One zarabiają kilka czy nawet kilkanaście tysięcy złotych, jeżdżą samochodami po kilkaset tysięcy i stać je na wynajęcie mnie. Mam szczęście, bo nie trafiają do mnie kobiety zdesperowane ani stare, tylko takie, które po prostu nie mają czasu na stałe związki. Jesteśmy ludźmi, kobiety mają swoje potrzeby, a mężczyźni swoje.

Czego kobiety od pana oczekują?

Przede wszystkim towarzystwa, często pojawia się też temat seksu. Ale nie zawsze, bo czasami chodzi im tylko o przytulenie, pocałunek, posiedzenie razem na kanapie, pogadanie. Albo wspólne wyjście do kina czy restauracji. Ile kobiet, tyle pomysłów.

O czym zazwyczaj rozmawiacie?

To bardzo różnie. Czasami rozmawia się o sprawach związanych z życiem, czasami o samochodach albo o filmie i muzyce. Często nasze dyskusje dotyczą zdrowia, mody i urody. Chodzę też z nimi na różne bankiety i tam poznaję kupę fajnych ludzi.

Jak jest pan wtedy przedstawiany? Jako narzeczony?

Różnie. Strategię ustala się zawsze przed spotkaniem.

A jak dochodzi do pierwszego spotkania?

Mam profesjonalną stronę internetową, na której jest mój adres e-mailowy, numer gadu-gadu i telefon. Kobieta może do mnie napisać albo zadzwonić. Potem wymieniamy zdjęcia, ja oczywiście sprawdzam, czy potencjalna klientka nie mieszka w mojej okolicy, bo nie chcę się zdekonspirować. Jeśli się spodobam, dochodzi do pierwszego spotkania. Kiedyś jechałem na wesele na drugi koniec Polski. Zamawiająca pokryła koszty paliwa i zapłaciła mi za towarzystwo. 100 złotych za godzinę.

Drogo.

Tak, rzeczywiście sporo, ale ja się po prostu cenię. Nie narzekam na brak kobiet, ani na brak zleceń.

Ile ich pan ma średnio w tygodniu?

Różnie. Jedno to wyjście do kina, drugie kolacja, trzecie to wesele, a czwarte spotkanie biznesowe. Jest kilka pań w całej Polsce, które dużo podróżują po kraju i jak są w rejonie mojej miejscowości, to dzwonią, a wtedy przyjeżdżam i zostaję z nimi na weekend. Zainteresowanie moimi usługami jest naprawdę duże. Tak duże, że często muszę odmawiać.

Ile kobiet pan obsługuje?

Nie prowadzę takich statystyk, ale na pewno kilkanaście. I ciągle dochodzą nowe. Powiem pani coś - w Polsce jest coraz więcej bogatych kobiet, które wynajmują facetów na stałe. Spotykają się z nimi kilka razy w miesiącu. Ja też do tego dążę: żeby mieć trzy, cztery stałe klientki i koniec. Dlatego bardzo dbam o te lepsze, na przykład codziennie wysyłam im SMS-a, a czasem daję kwiaty. Nic wielkiego, bo to przecież nie jest miłość.

Kto to jest lepsza klientka?

To taka, która spotyka się ze mną dłużej niż miesiąc. Ale do każdej podchodzę indywidualnie, odnoszę się do nich z dużą elegancją. To są przecież ludzie, a ludzi trzeba zawsze szanować.

Ile pan zarabia?

W sumie od wszystkich pań, z którymi się spotykam, dostaję około kilkunastu tysięcy miesięcznie. Fajnie, prawda? Płacą mi dobrze, bo one między sobą konkurują.

Nie rozumiem...

Kobiety takie jak te, z którymi się spotykam, tworzą towarzyski krąg i one się między sobą przechwalają, która ma ładniejszego faceta.

I co? Wygrywa pan?

Nie wiem, czy wygrywam, ale nie będę ukrywał, że cieszę się powodzeniem u kobiet. Jeszcze nie dostałem kosza, a mam spore doświadczenie. Więc sądzę, że każdą kobietę zdobędę.

Jak często klientki chcą uprawiać z panem seks?

Połowa pań, z którymi się spotykam, ma takie życzenie.

A zdarza się, że któraś mówi wprost: spotkajmy się, bo chcę iść do łóżka?

Raz miałem taką sytuację. Pojechałem do niej, ale do seksu nie doszło. Bo tej pani chodziło tylko o seks, a na dodatek zaproponowała warunki, które mi nie odpowiadały. A ja przecież mogę wybierać, prawda? Stać mnie na to, żeby odmówić, gdy kobieta nie jest zbyt atrakcyjna.

Jakiego jeszcze zlecenia by pan nie przyjął?

Powiem tak - unikam kobiet starszych, na przykład koło 60-tki. Nie ukrywam tego.

Dlaczego?

Ja się po prostu cenię, też mam jakieś preferencje. Mam takie powodzenie, że mogę wybierać. Ale powiem pani, że niejedna kobieta po 50. wygląda na 30 lat. To dlatego, że regularnie korzystają ze SPA i salonów odnowy biogicznej. Takie dojrzałe panie doskonale wiedzą, czego chcą, a ja im to daję. Wiem, czego w danej sytuacji kobieta oczekuje. Potrafię ją rozszyfrować.

Każdą?

Na razie rozszyfrowałem wszystkie. Potrafię z nimi rozmawiać, umiem się zachować, zresztą cały czas się doszkalam. Czytam książki, pisma typu "Cosmopolitan", a z drugiej strony "CKM" czy "Men's Health". Przeglądam strony internetowe dla kobiet, sprawdzam, co lubią, a czego nie. Dzięki temu wiem, jak je podejść, jak wybrnąć z każdej sytuacji. I w życiu prywatnym i w życiu Exclusive Mana. Podchodzę do tego strategicznie. Poza tym lubię być ubrany w ciuchy od Versace, Armaniego, Hugo Bossa, kupuję dobre perfumy. To się kobietom podoba. W ogóle stawiam na wygląd. Mam 184 cm wzrostu, jestem szczupły, ciemne włoski układam na żel, korzystam z solarium na bieżąco. Trenuję na siłowni, chodzę na basen. Nie jestem żaden tam pakero, po prostu dbam o swoją kondycję. No, ale widocznie mam w sobie to coś.

A jak pan zarobił pierwsze pieniądze?

Zaczęło się kilkanaście miesięcy temu od dziewczyny, która szukała chłopaka na wesele. To była dla mnie przyjemność, a oprócz tego dostałem 500 złotych za jeden wieczór. Wtedy uświadomiłem sobie, że żyjemy w czasach, gdy większość kobiet jest tak zapracowana, iż nie ma czasu na miłość. Ale one też czasem potrzebują męskiego towarzystwa.

Nie miał pan nigdy poczucia, że kobiety, które wynajmują pana, są trochę żałosne?

Nie. Bo dlaczego ci wszyscy mężczyzni, którzy od tysięcy lat korzystają z usług prostytutek, mogą to robić, a kobiety nie?

Feminista z pana.

Po prostu uważam, że kobietom też coś się od życia nalezy. Świat jest dzisiaj żałosny, bo dla ludzi liczy się przede wszystkim kariera. A potem kobieta musi sobie wynajmować faceta. Ale ja nie narzekam. Zadowolony jestem, że jest tak, a nie inaczej.

Czy ktokolwiek wie, czym się pan zajmuje?

Nie.

A rodzice nie pytają, skąd ma pan takie pieniędze?

Robię różne biznesy, więc kasy mi nie brakuje. Jak wyjeżdżam, to mówię, że na szkolenie i się nie dziwią. Zresztą nie mieszkam z nimi. Mam swoje mieszkanie, dosyć spore. Mam fajny samochód, wyższej klasy. Moje potrzeby nie są duże, zresztą wszystko już mam.

Ilu jest w Polsce mężczyzn do wynajęcia?

Liczyłbym ich w tysiącach. Osobiście nie znam nikogo takiego, bo wszystko odbywa się zazwyczaj przez internet i komunikatory. Sam znalazłem w internecie kilka takich stron. Jest też cała masa zdesperowanych młodych chłopców, którzy idą z kobietą do łóżka za 50 złotych, bo muszą jakoś przeżyć do końca miesiąca. Ja czegoś takiego nie robię.

Nigdy Pan nie myślał, że jest męską prostytutką?

Ja bym tak tego nie nazywał. W tym, co robię, nie widzę niczego złego. Uważam, że świat to jest paranoja i dąży do zła.

A co to za wytłumaczenie?

Jeśli kilkaset milionów ludzi dąży do zła, to co może zmienić jedna osoba?

Ma pan czasem wyrzuty sumienia?

Nie wiem, chyba raczej nie. Ale gdybym poznał dziewczynę mojego życia, to może bym to wszystko rzucił.

Może?

Rzuciłbym to, bo ona pewnie by nie chciała, abym spotykał się z innymi kobietami. To jest dość logiczne.

Jak długo zamierza pan zarabiać w ten sposób?

Nie wiem, naprawdę nie wiem.





zdjęcie autora

Autorem tekstu jest

Renata Kim

Zobacz inne teksty autora »

Źródło: dziennik.pl
Podziel się:
Znajdź Dziennik.pl na:FBgoogle plusetwitter
Wypowiedzi: 2
  • ~xcv2013-10-21 18:11

    dobrze mówi - świat to dno - świat zmierza do zagłady...

  • ~Fa'SeX2011-09-08 18:24

    Pozdro dla tego gościa , polecam ten zawód :)


Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Prognoza pogody i program TV