Renata Kim: Udowodniliśmy wczoraj, że urzędnicy PIP nie umieją pomóc osobie molestowanej w pracy.
Elżbieta Radziszewska: To nie jest dla mnie zaskoczenie. Wiem, że PIP jest za słabo przygotowana do walki z mobbingiem, w tym z molestowaniem. A kobieta molestowana w pracy nie wie, co ma robić. Dlatego staram się to zmienić.

Jak?
Przede wszystkim trzeba zmienić kodeks pracy, by doprecyzować kwestie związane z szeroko rozumianym mobbingiem. W każdym zakładzie powinien być mąż zaufania, który umiałby poradzić molestowanemu. Potrzebny jest też zewnętrzny, dobrze wyszkolony mediator. Należy przeszkolić wszystkich pracowników PIP, by umieli rozpoznać dyskryminację. A następnie prokuratorów i sędziów orzekających w takich sprawach. Bo znam przypadek, gdy młoda pani prokurator umorzyła postępowanie, a do pokrzywdzonej powiedziała: "Co pani szkodziło, że pani rękę za biustonosz wkładał?".

Kiedy zaczną się szkolenia?
Już w przyszłym roku. To szybko, jeśli się weźmie pod uwagę 50 lat zaległości. Stworzyłam już zespół antymobbingowy, w którym są przedstawiciele kilku resortów, PIP, pracodawców, organizacji pozarządowych i trzech największych central związkowych. Myślę, że w ciągu pół roku uda nam się dokonać zmian w kodeksie pracy, szkoleniach BHP i opracować tzw. zasady dobrych praktyk, które będą obowiązywać w firmach.

A do kogo już teraz może się zwrócić poszkodowana kobieta?
Do PIP. Musi złożyć skargę sama, bo w takich sprawach prokuratura nie wkracza z urzędu. I mam nadzieję, że już niedługo znajdzie również wsparcie w swoim związku zawodowym.

Nasz eksperyment pokazał jednak, że molestowana nie może liczyć na pomoc urzędników PIP.
To nie moja wina, że przez wiele lat nikt się tym nie zajmował. Teraz to zmieniamy. Ale to musi trwać. Nie mam różdżki, by zmienić wszystko w jeden dzień, chociaż bardzo bym chciała.

Myśli pani, że taka odpowiedź wystarczy dziewczynie, którą szef klepie po pupie?
Nie wystarczy, dlatego zmieniam.

A co pani poradziłaby molestowanej dziewczynie?
Po pierwsze, musi mieć dowody.

Ale przecież to pracodawca powinien udowodnić, że jego pracownik nie molestował.
Kobieta musi sprawę uprawdopodobnić. Gdyby została zgwałcona, nie wystarczy, że kogoś oskarży. Musi iść do ginekologa, zrobić badania. Jeśli ma siniaki na ciele, powinna zrobić obdukcję. Musi mieć świadków, sms'y, nagrane rozmowy.

W przypadku molestowania seksualnego trudno pójść do lekarza i powiedzieć: szef mnie zaczepia.
Molestowanie musi być uprawdopodobnione, tak mówią nawet dyrektywy unijne. Ale w tym przypadku w trudniejszej sytuacji jest osoba, która popełnia przestępstwo.