Anna Drozdowska doskonale pamięta, jak zaczęła się jej przygoda z WOŚP. Kiedy zbliżał się trzeci finał, 12-letnia wówczas dziewczynka usłyszała w regionalnej telewizji komunikat, że orkiestra szuka wolontariuszy. Ania natychmiast wysłała do fundacji swoje zgłoszenie. Rodzice zareagowali entuzjastycznie, bo sami wspomagali finansowo orkiestrę już podczas dwóch pierwszych finałów. Aby wrzucić pieniądze do skarbonek, jechali wtedy z obiema córkami z prawobrzeżnej części miasta do centrum Szczecina.

"Najpierw oglądaliśmy w telewizji relację, potem braliśmy córki i jechaliśmy. Dziewczynki były bardzo podekscytowane tym, że mogą wrzucić parę monet" - wspomina Leszek Drozdowski, ojciec Anny.

Rodzice pomagali zresztą Annie cały czas. Kiedy przed trzecim finałem w 1995 r. dostała wymarzony identyfikator, musiała sobie sama zorganizować skarbonkę, bo jeszcze wtedy fundacja WOŚP nie dawała wolontariuszom oklejonych serduszkiem puszek. "Mama i tata prowadzą osiedlowy sklep, więc dali mi puszkę po lizakach chupa-chups. Okleiliśmy ją na czerwono i różowo i miałam skarbonkę" - mówi Anna.

To rodzice pomogli jej też zrobić wielkie kartonowe serce przyklejone do dwumetrowego kija, dzięki któremu dziewczynka była widoczna z daleka. "Razem z córką wyszliśmy z domu o świcie, a zakończyliśmy, jak już zrobiło się ciemno. Ja oczywiście służyłem jako obstawa i nosiciel wielkiego serducha" - śmieje się Leszek Drozdowski.

Jego córka pamięta do dziś każdy szczegół tamtego finału. "Uzbierałam wtedy 6 starych milionów, czyli dzisiejsze 600 zł. Okazało się, że to najwięcej spośród wszystkich szczecińskich wolontariuszy" - opowiada Ania. Dziewczyna podkreśla, że początki były trudne. "Teraz w dniu finału orkiestry ludzie sami rozglądają się za kwestującymi. A w tamtych czasach musiałam podchodzić do nich i dokładnie tłumaczyć, o co chodzi. Wielu dokładnie spisywało moje dane z identyfikatora, niektórzy żądali nawet adresu domowego" - wspomina.

Kiedy WOŚP nabrała rozpędu, Anna Drozdowska zaangażowała do wolontariatu młodszą o pięć lat siostrę. Dziewczynki chodziły po mieście razem i każda dzierżyła w dłoni wielkie serce na długim kiju. Podczas jednego z finałów podszedł do nich jakiś mężczyzna i stwierdził, że chciałby je dostać. "Odpowiedziałam, że to wyjątkowe serce i dostanie je, jak wrzuci do puszki 1000 zł. Mężczyzna odszedł i wrócił po chwili z dokładnie taką kwotą!" - śmieje się dziewczyna.

Anna co roku angażowała do pracy coraz więcej znajomych. Sama zaś zbierała coraz więcej pieniędzy. Dlatego, kiedy w 2001 r. po raz pierwszy wprowadzono formułę miejskich sztabów, fundacja Owsiaka zaproponowała, aby to ona zorganizowała centrum dowodzenia finałem w Szczecinie. 18-letnia wtedy dziewczyna natychmiast poszła do lokalnego oddziału TVP i poprosiła o użyczenie pomieszczenia. Od tego czasu, tradycyjnie sztab Drozdowskiej mieści się właśnie w budynku TVP.

"To niesamowite, że ona ciągle trwa. Przecież w ciągu tych wszystkich lat skończyła studia i zaczęła pracę. Zwykle młodzi ludzie rezygnują wtedy z wolontariatu i ograniczają się do wrzucanie pieniędzy do puszek. Wszyscy mówią, że w WOŚP tylko Owsiak jest wieczny. Nieprawda, bo jest jeszcze Ania Drozdowska. Anka jest twarzą szczecińskiej orkiestry" - mówi wiceprezydent Szczecina Tomasz Jarmoliński.