Ratowników brakuje, bo nie ma chętnych do wykonywania tego zawodu. Sytuację mogliby poprawić ochotnicy zasilający kadrę GOPR, ale z zarejestrowanego tysiąca takich osób część od dawna nie pracuje w górach. Na dodatek szkolenie nowych trwa nawet kilka lat i jest bardzo trudne.

Z 18 osób, które w tym roku w Korbielowie rozpoczęły kurs na I stopień ratownictwa górskiego, do finału dotrze zaledwie kilku. "Prawda jest taka, że zanim ochotnicy będą mogli złożyć przysięgę ratownika i wyruszyć na szlak, muszą udowodnić, że potrafią sobie poradzić nawet w ekstremalnych warunkach. Przy mrozie sięgającym kilkunastu stopni, zawiei i wietrze przekraczającym prędkość 60-70 km/h ten egzamin zdaje niewielu" - mówi DZIENNIKOWI zastępca naczelnika Grupy Beskidzkiej GOPR, Tomasz Jano.

Przedstawiciele GOPR zapewniają, że mimo wszystko wyruszą z pomocą każdemu, kto jej będzie potrzebował. Tyle tylko, że dotarcie do rannego turysty może zająć im nawet kilka godzin. Obawiać nie muszą się jedynie narciarze korzystający z zarejestrowanych stoków, bo jak mówi naczelnik zarządu głównego GOPR Jacek Dębicki, większość właścicieli wyciągów podpisała z GOPR specjalne umowy na ich ochronę.