Polacy byli bohaterskim narodem
Armia Krajowa to około 380 tysięcy ludzi w apogeum jej działań. Gdy doliczyć rodziny, na ogół wiedzące, co robią ich znikający z domu na długie godziny bliscy, a narażone na straszne represje, będzie może kilka milionów. Nie każdy Polak był w czasie wojny bohaterem. To jasne. Tylko, że nie wynika z tego, iż Polacy nie zasłużyli na miano bohaterskiego narodu - pisze Piotr Zaremba.
- Merkel wdzięczna Tuskowi za zaproszenie
- Nie odpuszczajmy sobie historii
- Powstańcami zostali na całe życie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gdy myślę o drugiej wojnie światowej, przychodzi mi na myśl wiele scen z filmów. W czasach mojego dzieciństwa i młodości był to przecież jeden z głównych tematów kultury masowej.
Jedną z takich scen, poza łapankami, ulicznymi bitwami z czasów Powstania Warszawskiego, atakami partyzantów na niemiecki pociąg czy szarżą ułanów na czołgi z "Lotnej" Wajdy, jest mały fragmencik z "Eroiki" Andrzeja Munka. Oto bohater pierwszej części, Dzidziuś Górkiewicz grany przez Edwarda Dziewońskiego, dociera do swojego domu. Trwa powstanie, ale Dzidziuś mieszka pod Warszawą, tam nic się nie dzieje, choć słychać odgłosy eksplozji. Jego żona beztrosko wyleguje się w ogródku przed domem na leżaku. Jest ciepły sierpień.
Idylla i płonąca Warszawa
Tę scenkę dedykowałbym skądinąd tym wszystkim, którzy w metaforycznej karuzeli kręcącej się przed gettem, wykorzystanej poetycko przez Czesława Miłosza, a ponoć prawdziwej, dopatrują się koronnego dowodu na obojętność Polaków na los Żydów. Tu już przecież nie Żydzi giną zaledwie parę kilometrów dalej, ale Polacy. A jednak inni Polacy szukają małej stabilizacji i nawet zapach dymu im w tym nie przeszkadza. Szukają - może z cyniczną pustką w głowie, a może w rozpaczliwej nadziei na uspokojenie.
Ta filmowa scenka wywoływała zawsze dyskusje w moim rodzinnym domu. Mój ojciec, generalnie raczej przywiązany do wersji historii "ku pokrzepieniu serc", nie nazywał jej bynajmniej niewiarygodną. Przeciwnie, uznawał ją za prawdziwą. On, zasypany jako dziecko wraz ze swą matką w piwnicy kamienicy na warszawskim Czerniakowie, widział w niej dowód na haniebną słabość Polaków wokół Warszawy, tych, "którym się upiekło" podczas powstania. Tak się złożyło, że te uwagi były wymierzone w moją mamę, bo ona, skądinąd warszawianka z dziada pradziada, mieszkała podczas wojny we Włochach, wtedy poza miastem. I też jako dziecko oglądała płonącą Warszawę z daleka, jak bohaterowie pierwszej części "Eroiki". Nic mi nie wiadomo, aby leżały sobie z matką na leżakach w ciepłe dni. Prawdę mówiąc, wątpię, by było to możliwe - jej ojciec, a mój dziadek, zginął w 1939 roku, a one były ubogimi, przerażonymi kobietami. Ale dla ojca ten spokój podwarszawskich osiedli to była jakaś wina. Nigdy się z tym nie pogodził.
Przeciw mitologii i dydaktyce
Przypomniało mi się to nagle, kiedy trafiłem w internecie na esej Jarosława Kurskiego, wicenaczelnego "Gazety Wyborczej", poświęcony II wojnie światowej. Kurski odpowiedział na prośbę dyrektora Narodowego Centrum Kultury Krzysztofa Dudka, który namówił naczelnych głównych dzienników na swoje wokółwojenne refleksje. Znaczna część jego tekstu to ciekawa opowieść o własnej świadomości historycznej. Jest o czym pisać, to dokładnie mój rówieśnik, a więc człowiek, który wychował się jeszcze w cieniu wojny, obecnej przez lata mocno i w kulturze wysokiej, i masowej. Zarazem syn lwowskiej rodziny, który przerzucony w poniemieckie krajobrazy Gdańska miał szczególnie dużo okazji, aby dotknąć złożoności i niejednoznaczności ludzkich losów. To, co pisze o swoich wspomnieniach i doznaniach, jest bardzo prawdziwe.
Wszakże cały tekst podporządkowany jest jednej myśli. Pojawia się najpierw pretensja do polskiej szkoły, że ulegała dydaktyzmowi, który „obsadzał Polaków w dwóch tylko rolach: bohatera i ofiary”. Potem polemika z gospodarzem tej debaty. "Dyrektor Krzysztof Dudek pisze o <dumnym oporze narodu polskiego wobec niszczących go sił> w latach 1939-1989. Wzniosłe i piękne słowa, ale ile w nich prawdy? Ile urzędowej dydaktyki? Ile czystej mitologii?".
Dalej Kurski wykłada istotę swojego poglądu: "Czyż można mówić o dumnym oporze narodu polskiego? Im dłużej żyję, z tym większą mocą ogarniają mnie wątpliwości i dochodzi do głosu pesymistyczne przekonanie, że naród w swej masie chciał zawsze przede wszystkim przeżyć. Tak było w czasie okupacji niemieckiej, i tak było w czasie PRL-u, właściwie tak było zawsze".
Rozbieranie ludzkiej pamięci
Ta uwaga nie odnosi się, jak widać, tylko do doświadczenia wojennego. Zostaje przywołany osamotniony Józef Piłsudski kołaczący ze swymi legionistami do serc Polaków w roku 1914 (poczucie tego osamotnienia było potem znakomitym tworzywem pokus antydemokratycznych - naród nie sprostał). Gdzieś w tle majaczą lata 80., gdy najpierw była "Solidarność" złożona z 10 milionów, a skończyło się w stanie wojennym na garstce konspiratorów i nieco większej grupie osób wspomagających biegających na manifestacje czy płacących składki.
czytaj dalej






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!