Dziennik Gazeta Prawana logo

Powyborcze echa, czyli kto odpowiada za kolejki do głosowania

18 października 2023, 07:27
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
lokal wyborczy
Kraków, 15.10.2023. Wybory parlamentarne 2023. Prezydent RP Andrzej Duda z małżonką, Agatą Kornhauser-Dudą oddali głosy w lokalu wyborczym w Krakowie, 15 bm. Trwa głosowanie w wyborach parlamentarnych i towarzyszącym im referendum. Do jego zakończenia obowiązuje cisza wyborcza i referendalna. (łg/zkoc) PAP/Łukasz Gągulski/PAP
Rekordowa frekwencja w niedzielnych wyborach była nie lada wyzwaniem organizacyjnym. Choć trudno jednoznacznie wskazywać winnych zamieszania (PKW, KBW, komisje, konsulaty, MSZ czy wreszcie ustawodawca i jego pomysły), to widać, że nie wszystko zadziałało tak, jak trzeba. System – i logistycznie, i prawnie – nie jest skalibrowany pod tak wysoką frekwencję. Chociaż samo zliczenie głosów przebiegło dość gładko.

Te wybory były nietypowe nie tylko z powodu rekordowej frekwencji (do urn poszło 74 proc. uprawnionych, wzrost – od 18,5 mln głosujących w 2019 r. do 22 mln teraz). Na wyjątkowość złożyło się także zorganizowane wraz z wyborami do Sejmu i Senatu referendum. To dołożyło obowiązków komisjom wyborczym i miejscami przeciążało system. W tym miejscu ważna uwaga: jesteśmy zarówno zwolennikami coraz wyższej frekwencji, jak i instytucji referendum (kładąc na bok ocenę obecnego plebiscytu i intencje, jakie za nim stały). Pora na wnioski.

Podstawowym problemem były kolejki do lokali wyborczych. Od osoby pracującej przy wyborach słyszymy, że to efekt m.in. ostatnich zmian w kodeksie wyborczym. Niby wprowadzono większą liczbę obwodów wyborczych na tzw. prowincji (a więc tam, gdzie kolejki są z natury mniejsze), by przybliżyć lokale wyborcze ludziom, chociaż nie było możliwości zwiększenia np. obsady w dużo bardziej obciążonych komisjach w dużych miastach. W rezultacie maksymalnie obsadzona komisja gdzieś obsłużyła kilkuset wyborców, a gdzie indziej – kilka tysięcy. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że w tym roku rekordowa liczba osób głosowała poza miejscem zameldowania (ludzie pobrali zaświadczenie lub jednorazowo dopisali się do spisu wyborców w miejscu zamieszkania). W konsekwencji część komisji została zaskoczona zwiększoną liczbą chętnych, co wpływało i na proces wydawania kart do głosowania (w tym konieczność dowiezienia zapasowych), i na późniejszy proces liczenia głosów.

Naszym zdaniem wyjścia są dwa: po pierwsze, ponowny przegląd komisji i może utworzenie kolejnych w miastach. Po drugie, zwiększenie liczby członków najbardziej obciążonych obwodów, co wymaga zmian ustawowych. Oczywiście nie będzie to panaceum, bo liczą się jeszcze inne kwestie.

Na przykład przekazywanie protokołów, co okazało się kłopotem zwłaszcza w kontekście zagranicy. Tu kumulacja frekwencji i referendum od początku wywoływała obawy, czy wobec 24-godzinnego limitu na obliczenie wyników część głosów się nie zmarnuje. Na szczęście tak się nie stało, choć ostatnie kilka protokołów spłynęło kilkadziesiąt minut przed deadlinem. Dlaczego? Był jakiś problem z zatwierdzeniem dokumentów. Jeśli chodzi o komisje zagraniczne, to protokoły przechodziły przez służby konsularne, co okazało się wąskim gardłem, podobnie jak potem kumulacja w okręgowej komisji w Warszawie, która obsługuje 1300 komisji obwodowych. Tam dokumenty się korkowały, zwłaszcza gdy okazywało się, że są w nich błędy. To pokazuje, że kwestia łączenia głosów z zagranicy z tymi w Warszawie jest ponownie do przemyślenia.

Przy okazji własne wnioski powinna wyciągnąć PKW. Mimo wysłania wytycznych widać było dwa powtarzające się błędy w pracach komisji obwodowych. Jak przyznaje sama PKW, wiele protokołów trzeba było odesłać do poprawki, bo nie było odniesienia się w nich do uwag mężów zaufania. Kwestia druga to wątpliwości wokół tego, czy komisja ma prawo pytać wyborcę, czy chce komplet kart, czy kartę do referendum. W wytycznych była opisana procedura, ale widocznie niezbyt jasno, skoro PKW poczuła się w obowiązku w trakcie głosowania upominać składy komisji obwodowych, że nie wolno tego robić. To dwie kwestie, które może rozwiązać sama administracja wyborcza, tak konstruując wytyczne i organizując szkolenia, by tego typu kwestie nie budziły wątpliwości.

Swego rodzaju ewenementem, jeśli chodzi o te wybory, okazał się Centralny Rejestr Wyborców. Zastąpił on rozproszone po gminach rejestry wyborców i ułatwił życie zarówno urzędnikom, jak i samym wyborcom. CRW podbił też frekwencję. Przede wszystkim odmiejscowił procedurę pobrania zaświadczenia, umożliwiającego oddanie głosu w dowolnej komisji. Uruchomiono też e-usługę, za pomocą której można było online jednorazowo dopisać się do spisu wyborców poza miejscem zameldowania. Wcześniej online można było tylko złożyć wniosek do urzędu gminy i czekać na jego rozpatrzenie. To pokazuje, że za wyborczą rewolucją technologiczną powinna pójść rewolucja kodeksowa. ©

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj