Włodzimierz Cimoszewicz, przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych, która uchwałę przygotowała, powiedział IAR, że paradoksem było to, że dopóki historii Karskiego nie przedstawili filmowcy, to niewielu o nim słyszało.

Reklama

Wtedy, kiedy film Shoah Lanzmanna powiedział światu, że był taki Polak, który przedostał się przez okupywaną Europę, żeby dotrzeć do Anglii, potem do Stanów Zjednoczonych i zaalarmować świat z powodu trwającego holokaustu, trwającej zagłady, to ogromna większość z nas nic nie wiedziała. Nawet nie wiedziało o tym bardzo wielu Żydów, w tym wybitnych Żydów - powiedział Cimoszewicz.

Były premier osobiście znał Jana Karskiego. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową wspomina go jako człowieka niezwykle moralnego, otwartego, etycznego i - żyjącego w poczuciu winy, że nie doprowadził do tego, by świat zareagował na zagładę narodu żydowskiego.

On twierdził, że Holokaust i brak reakcji na Holokaust był swoistym drugim grzechem pierworodnym ludzkości. I czuł się, jako katolik, współodpowiedzialny za grzech, mimo że robił wszystko co w ludzkiej mocy, aby temu zapobiec. To, że był nieskuteczny, przypisywał sobie - mówił Cimoszewicz. Dodał, że w jego przekonaniu była to reakcja przesadna, ponieważ Karski nie mógł mieć wpływu na decyzje Roosevelta czy Churchilla, ale to bardzo wiele mówi o nim jako o człowieku.