Reklama
Zapowiedział, że być może już 1 marca 2019 roku otwarta zostanie w tym miejscu, na terenie aresztu, pierwsza część Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.W środę rano, w związku z obchodami Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, symbolicznie otwarto bramę aresztu; wyjechała też przez nią symboliczna "ostatnia więźniarka". W uroczystości wziął udział także minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, byli więźniowie aresztu oraz ich dzieci – m.in. córka rotmistrza Witolda Pileckiego, zamordowanego w areszcie Zofia Pilecka. / PAP / Rafał Guz
Jaki podkreślał, że celem utworzenia w tym miejscu muzeum jest m.in. krzewienie pamięci o Żołnierzach Wyklętych. "To miejsce będzie takim nośnikiem pamięci o nich. Całe pokolenia Polaków były wykluczone w dostępie do wiedzy o Żołnierzach Wyklętych. Ja w szkole nie uczyłem się o nich. To muzeum będzie taką formą szybkiego nadrobienia naszych strat" – mówił dziennikarzom. / PAP / Rafał Guz
Przypomniał, że według szacunków historyków w tym miejscu mogło zginąć nawet 1000 osób. "Chcemy, żeby to było symboliczne miejsce, przypominające także kolejnym rządzącym, że to jest taki warszawski Katyń i to miejsce trzeba zawsze uwzględnić mówiąc o polskiej historii i budując polski system edukacyjny" – zaznaczył. Wiceminister poinformował, że obecnie trwa zbieranie między innymi materiałów i przygotowywanie wystawy stałej. Zaznaczył, że projektodawcom zależy na tym, by muzeum było nowoczesne a odwiedzający je mogli m.in. interaktywnie zobaczyć jak wyglądała walka i życie żołnierza niezłomnego. / PAP / Rafał Guz
"To muzeum będzie też symbolicznym zwycięstwem Żołnierzy Wyklętych. Dzięki niemu pozostaną nieśmiertelni już na zawsze" – dodał Jaki. Zaznaczył, że liczy na to, iż inicjatywa pozwoli na odbudowę społeczeństwa "dla którego Polska znowu będzie na pierwszym miejscu w hierarchii wartość". "To spowoduje, że jako społeczeństwo, państwo będziemy silniejsi" – dodał. / PAP / Rafał Guz
Uczestniczący w uroczystościach byli więźniowie i rodziny tych, którzy w areszcie zginęli, podkreślali, że miejsce to ma dla nich wyjątkowy charakter. Wzruszenia nie kryła m.in. Bożena Przybyłowska, której ojciec zginął w areszcie na Mokotowie a matka – jako więźniarka polityczna, urodziła w tym miejscu jej młodszego brata. "Nawet jak opowiadam o tym, co słyszałam od niej, skóra mi drętwieje. Warunki tu były bardzo trudne, więźniowie byli bici, katowani. Mama była w ciąży i miała trochę ulgi, bo lekarz raczej ją chronił. Ale opowiadała też jak jej współwięźniarki po śledztwie przynoszono w kocu i rzucano na środek sali, potem wylewano na nie wiadro zimnej wody" – relacjonowała. Dodała, że ojciec przyznał się do podsuwanych mu w śledztwie zarzutów dopiero po tym jak zobaczył bicie swojej ciężarnej żony. "W pokazowym procesie został skazany na trzy kary śmierci. Zamordowano go tutaj w stycznie 1951 r." – powiedziała. / PAP / Rafał Guz
Na terenie spacerniaka przygotowano specjalne stoiska, przy których do godziny 16. można oglądać dokumenty, materiały i zapoznawać się ze wspomnieniami o więźniach politycznych i żołnierzach wyklętych. Działa też specjalny punkt, w którym trwa zbiórka krwi pod hasłem: "Krew za Krew - Oni przelewali krew za Polskę, My oddajemy krew dla nich". / PAP / Rafał Guz