Dziennik Gazeta Prawana logo

Brawurowa ucieczka z PRL. Rybacy porwali własny kuter

5 stycznia 2020, 09:45
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
ORP Iskra
ORP Iskra/PAP Archiwalny
W pierwszych powojennych latach, aby wydostać się z Polski, trzeba było z niej uciec. W czerwcu 1951 r. kilku rybaków porwało własny kuter.

Łajba nazywała się "Walery" i była typową łodzią rybacką – z maleńką kabinką dającą niewielkie schronienie przed deszczem oraz wiatrem. Był jednak koniec czerwca i nie padało, więc rejs zapowiadał się przyjemnie. Mimo to młodzi rybacy byli zdenerwowani.

Dwa tygodnie wcześniej ich plan nie wypalił, bo burzowe opady zalały otwór we włazie beczki, w której schowali się dodatkowi nielegalni pasażerowie. Cudem się nie udusili, lecz ucieczkę trzeba było odłożyć. Z kolei tydzień później kontrola Wojsk Ochrony Pogranicza była wyjątkowo drobiazgowa, jakby żołnierze dostali cynk, że szykuje się grubsza afera. Nic nie znaleźli, jednak wypłynąć w morze nie pozwolili. Wśród spiskowców pojawiły się też podejrzenia, że ktoś sypie.

Teraz też sprawy nie wyglądały różowo. – – oznajmił rybakom wopista. Ich nalegania na nic się nie zdawały. Dopiero gdy zjawił się sam dyrektor przedsiębiorstwa i wspomniał coś o narzuconych przez centralę planach, o 100 tonach zaległości i o młodej, zgranej załodze, żołnierz zdecydował się wypuścić "Walerego" w morze.

27 czerwca 1951 r. łódź wypłynęła z portu w Kołobrzegu i już nigdy do niego nie wróciła.

Myśli o horyzoncie

Józef Tchorek opowiadał mi, że chciał zostać pilotem. Nie dlatego, że kochał latanie. Po prostu wydawało mu się, że tak najłatwiej będzie uciec z Polski – a o tym marzył już od sześciu lat. Był młody, ale pod koniec wojny działał w partyzantce AK i na zawsze zapamiętał strach przed aresztowaniem i katownią bezpieki.

Kiedy przyszedł czas odbycia służby wojskowej, lekarz stwierdził u niego zbyt wysokie ciśnienie, by mógł zostać pilotem. – – Tchorkowi zaświtał w głowie nowy plan. Lekarz zgodził się, podpisał papiery i tak chłopak przez kolejne dwa lata pływał na ORP "Błyskawicy". Jednak o ucieczce z okrętu nie mogło być mowy.

Aby nie tracić kontaktu z morzem, Tchorek zgłosił się na kurs szyprów: postanowił zostać rybakiem. – – wspominał. –i – dodawał.

Nycz nie miał AK-owskiej przeszłości, ale świadomość, że za oceanem ma rodzinę, sprawiała, że o ucieczce z PRL myślał równie intensywnie co Tchorek. – – tak zagaił rozmowę z Tchorkiem po kilku setkach wódki. Także odbył dwuletnią służbę w Marynarce Wojennej i tak jak on pozostał na Pomorzu jako rybak. Mężczyźni zamieszkali razem, dużo pracowali, a czas wolny dzielili między picie w tawernach i poszukiwanie wspólników do ucieczki. W tej chwili najważniejsze było jednak to, by zdobyli pracę na tym samym kutrze. I w tym akurat pomógł im przypadek, który wiele mówi o atmosferze, jaka panowała w ówczesnej Polsce.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj