Wokół zbrodni polskiego podziemia, które dla jednych były "bandami", a dla innych "żołnierzami wyklętymi", wciąż istnieje głębokie tabu. Osoby próbujące o tym mówić często spotykają się z uciszaniem, stwierdza Prymaka-Oniszk.

Reklama

"Morderstwa, pobicia i rabunki"

Aneta Prymaka-Oniszk w swojej książce "Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia" pisze, że od wiosny 1945 roku, tuż po zakończeniu wojny, rozpoczął się koszmar, który trwał przez długie miesiące, a nawet lata. Morderstwa, pobicia i rabunki stały się powszechnym zjawiskiem na całej ówczesnej Białostocczyźnie, szczególnie dotkliwym dla prawosławnych Białorusinów. Całe rodziny, a niekiedy nawet całe wsie, coraz częściej były zmuszane do opuszczenia swoich domów i wyjazdu za wschodnią granicę.

Jak doszło do tego dramatycznego stanu rzeczy? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale historycy wskazują na wiele czynników: demoralizacja społeczeństwa, brak struktur państwowych i zniszczenie więzi społecznych, specyfika pogranicza.

Krwawy rajd

Reporterka opowiada o tragicznych wydarzeniach na przełomie stycznia i lutego 1946 roku. Wtedy oddział "Burego" przeprowadził krwawy rajd, w wyniku którego spalono pięć prawosławnych wsi i zabito 79 osób.

Mieszkańcy powiatu bielskiego żyli w panice. Trzy tygodnie po rajdzie "Burego" wojewoda białostocki na spotkaniu z wójtami i sołtysami powiatu bielskiego, którzy jeszcze nie otrząsnęli się ze strachu przed oddziałami "Burego", zapowiedział im, że jeśli chcą wychowywać dzieci w białoruskiej kulturze, to niech wyjeżdżają do ZSRR. Bo tu tworzy się "polskie państwo narodowe"- opowiada.

Więcej na temat "wymazanej przeszłości Podlasia" przeczytasz w wywiadzie z reporterką Anetą Prymaką-Oniszk pod tytułem "My jesteśmy Ruscy" autorstwa Emilii Świętochowskiej w Dzienniku Gazecie Prawnej >>>