Barbara Sowa: Ogląda pan regularnie „Wiadomości”?

Dr Łukasz Szurmiński*: Oglądam z zawodowego obowiązku. A także z ciekawości, bo do tej pory, gdy zajmowałem się badaniem propagandy, to zawsze działo się to po fakcie - zarówno w przypadku PRL-owskiej propagandy z kronik filmowych, plakatów z okresu wojny polsko-bolszewickiej, czy też wojny w Kosowie. Teraz mogę obserwować przekaz na żywo; to niecodzienna sytuacja.

Reklama

I jak wygląda świat widziany przez pryzmat dziennika?

Wizja jest prosta. Przez ostatnie 8 lat państwo się rozpadało, toczył go rak korupcji, a zmęczone społeczeństwo zdecydowało o zmianie. I to jest dobra zmiana. Nowe elity polityczne naprawiają wszystko, co złe. W polityce zagranicznej wstaliśmy z kolan, w końcu zaczęto się liczyć z naszym zdaniem. Wbrew temu, co mówi część polityków, mamy dobre relacje z innymi krajami i prowadzimy aktywną politykę w Międzymorzu. A w USA mamy nowego prezydenta, który daje szansę na nowe otwarcie. Poza tym na całym świecie dochodzi do zmiany - stare elity się skompromitowały i zostaną odsunięte od koryta.

Brakuje krytyki obecnej władzy.

Nie przypominam sobie w dzienniku TVP1 informacji krytycznych dla obozu PiS. Czwarta władza, mówiąc górnolotnie, powinna patrzeć rządzącym na ręce. To jest abecadło dziennikarstwa i każdego demokratycznego systemu. Oczywiście dziennikarze mają swoje preferencje, swoje zapatrywania polityczne, ale media, zwłaszcza media publiczne powinny zachować pewien dystans, pokazać świat z różnych punktów widzenia.

Rozumiem, że można mieć poglądy polityczne. Nie mam z tym problemu, to urok demokracji. Ale nie można tych własnych zapatrywań politycznych tak manifestacyjne okazywać. W „Wiadomościach” nikt nie próbuje się nawet dowiedzieć, co ma do powiedzenia ta druga strona.

Reklama

Słusznie „Wiadomości” obrywają za propagandę?

Zdecydowanie tak. Można narzekać na nadawców komercyjnych, że przesadzają z przechyłem w jedną stronę lub w drugą stronę, ale oni funkcjonują za prywatne pieniądze i na nieco innych zasadach. Tutaj mamy zaś do czynienia z medium publicznym, które ma statut i misję publiczną do spełnienia. A do tego funkcjonuje za nasze pieniądze. Miara, którą oceniamy ten przekaz powinna być więc nieco bardziej wyśrubowana. To jest oczywiście idealny model, ale chciałbym, żeby obecni decydenci w TVP, chociaż starali się zmierzać w tym kierunku.

Wiadomości” powinny być robione dla wszystkich, pokazywać, jak ten świat jest skonstruowany, a wyborca sam oceni i zadecyduje w oparciu o szeroką wizję świata, jaką mu zaprezentujemy, co jest dla niego najlepsze. Znowu, to trochę idealny model ale nie widać wysiłku, żeby na milimetr się do niego zbliżyć.

A wizja świata prezentowana w dzienniku TVP1 jest całkowicie jednowymiarowa. Twórcy programu poszli w kierunku manicheizmu, co jest klasyką propagandy. Jest dobro i zło, my i oni. Większość materiałów jest zbudowana na takiej zasadzie, że rząd, któryś z ministrów, czy prezydent próbują coś zrobić, przeforsować, naprawić, a druga strona - jacyś „Oni” mu w tym przeszkadzają, blokują. To jest narracja, którą operują „Wiadomości”. Wpisują się w nią wszystkie komunikaty obozu PiS.

Co więcej proste komunikaty i manichejska wizja świata poparta jest również specyficznym doborem ekspertów. Nie chodzi o to, że wymieniano cały garnitur komentatorów, bo dziennikarze mają swoje preferencje i kontakty, mają do tego prawo. Ale ich materiały niemal całkowicie zdominowały komentarze, informacja funkcjonuje już niemal tylko w podprowadzeniu. Pokazywani są głównie publicyści związani z obozem władzy albo - gdy mowa o tematach bardziej merytorycznych - eksperci, którzy nie wychodzą poza swoją specjalizację. Kiedy pojawia się druga strona to, na zasadzie chłopca do bicia, albo listka figowego.

Kim są „Oni”?

To może być opozycja, KOD, fundacje czy nieprzychylni artyści, „komuniści i złodzieje”. Często pokazuje się, że robią coś na użytek zewnętrzny - skarżą się do instytucji zagranicznych, „donoszą”. A już nie daj Boże robią to za cudze pieniądze. To jest klasyka propagandy. Takim językiem operował Gomułka, mówiąc o wrogach.

Przez cały PRL władza musiała mieć jakiegoś wroga, którego mogła oskarżać o potknięcia, czy nieudane działania; reakcyjne podziemie, zapluty karzeł reakcji, niemieccy rewizjoniści, amerykański imperializm, potem doszedł wątek syjonistów, a w końcu opozycja. Zmieniali się przeciwnicy, a narracja była taka sama. My walczymy o pokój, próbujemy budować nowy, piękny demokratyczny świat, ale wciąż ktoś nam tutaj przeszkadza.

Czy my nie przesadzamy z tym porównaniem narracji w mediach publicznych do propagandy PRL-u?

Oczywiście, że sytuacja jest inna. Tam mieliśmy zmonopolizowany przez jedną siłę system z cenzurą, biurem prasy KC PZPR itd. Porównanie do PRL-u jest uzasadnione nie tyle, co do skali ale co do narzędzi i technik obecnie wykorzystywanych. Katalog tricków jest ten sam od dość dawna. Takie same narzędzia wykorzystywali Amerykanie w czasie I i II wojny światowej, Rosjanie w czasie Rewolucji Bolszewickiej czy Niemcy w czasach III Rzeszy. Podobne są w użyciu również teraz.

Jakieś przykłady?

Działalność propagandowa to gra na wielu fortepianach. Weźmy choćby relacje z marszów, które przetoczyły się przez Polskę. Gdy pokazuje się demonstracje, to zazwyczaj towarzyszy temu sonda uliczna. Tak się dziwnie składa, że część wypowiedzi pokazywanych w „Wiadomościach”, czy to uczestników marszu KOD czy „czarnego marszu” brzmiała - delikatnie mówiąc - mało rozsądnie. A przecież różni ludzie chodzą na marsze, zarówno bardzo sensowni, jak i mniej. Można wyłapać jedną, dwie najgłupsze wypowiedzi i je pokazać, tylko to już nie jest dziennikarstwo.

W propagandzie funkcjonuje też tak zwana technika tasowania kart, kiedy obok informacji sprawdzonych i bezdyskusyjnych ustawiamy przekazy „dorozumiane”, na zasadzie puszczania oka do widza. Całość najlepiej dobrze sprzedać graficznie. Wtedy nie wszystko trzeba powiedzieć wprost, można pozwolić widzowi, żeby sobie dopowiedział, zgodnie z mechanizmem „samoodkrycia”. Widz nie będzie wnikał, a słupki i rysunki mu w głowie zostaną. Taki chwyt zastosowano niedawno w materiale na temat powiązań i zarobków fundacji córek prezesa Trybunału Konstytucyjnego, oraz córki byłego prezydenta. „Niejasne” powiązania wskazano za pomocą strzałek, a całość wieńczyła jakaś animacja z monetami, czy banknotami. Z tego niewiele wynikało. Niewiele zostało powiedzione wprost, poza kwotami i nazwiskami, ale dorozumiany przekaz był taki - tam musi być jakiś „szwindel”. Co ciekawe temat NGO-sów doczekał się kilku materiałów, mimo, że nie pojawił się tu żaden nowy wątek.

Informacje powtarzane po wielokroć lepiej zapadają w pamięć.

Tak, zwłaszcza, że my dziś obcujemy z mediami w sposób mało uważny. A jeśli jest stała, jednoznaczna, powtarzalna narracja, to zostaje to w głowie. Na koniec u części widzów rodzi się przekonanie, że może coś jest na rzeczy.

Szefowie TVP i Polskiego Radia twierdzą, że tworzą medialną alternatywę dla liberalnej większości, która i tak dominuje w Polsce.

Ale nie mogą tak się tłumaczyć. To nie jest kanał rządowy. Ma pokazywać rzeczywistość; doceniać rządzących za trafne posunięcia i ganić za działania nierozsądne – po prostu patrzeć władzy na ręce. To jest rola IV władzy. Nie ma tak, że inni atakują, to my będziemy bronić. W latach 90. była koncepcja żeby rządzący mieli jeden kanał, a opozycja drugi. Na szczęście upadł. Nie mam pretensji do TV Republika czy TV Trwam za ich przekazy, nie muszę tego oglądać, nie muszę się z ich treściami zgadzać, ale po to te prawie 30. lat temu wywalczono w Polsce wolność, także mediów, aby mogły funkcjonować media o różnych profilach, czy zapatrywaniach politycznych. Natomiast my mówimy o nadawcy publicznym, który w systemie medialnym powinien pełnić bardzo ważną rolę opiniotwórczą. Ich przekaz powinien odzwierciedlać poglądy całego społeczeństwa, a nie tylko jednego konkretnego obozu, który obecnie rządzi.

Czy dziś telewizyjna propaganda działa?

Zastanawiam się do kogo kierowane są dzisiejsze „Wiadomości”. Są tak zero-jedynkowe, że ludzie z przeciwnej do PiS opcji politycznej dawno przestali je oglądać. Jeśli chodzi o wyborców PiS, to właściwie nie trzeba ich utwierdzać, bo widać, że oni się od rządu wcale nie odwracają. Można im co najwyżej od czasu do czasu przypomnieć, komu zawdzięczają 500+.

Ale jest cała rzesza osób niezdecydowanych albo słabo zainteresowanych i mam wrażenie, że to do nich przekaz „Wiadomości” powinien być adresowany, nie wydaje mi się jednak, żeby udało się ich na dłuższą metę pozyskać takimi czarno-białymi materiałami.

„Wiadomości” utrzymają wysoką oglądalność?

Ona radykalnie nie spadnie, bo część osób ogląda serwis z przyzwyczajenia. To dla nich nadal rytuał. W dłuższej perspektywie słupki będą malały, ale raczej z uwagi na zmiany, jakie się dokonują w mediach - młodzi ludzie korzystają dziś głównie z internetu. Ci którzy się mieli się wykruszyć to już manifestacyjnie odeszli, została grupa takich wariatów jak ja, bo wydaje nam się z socjologicznego punktu widzenia to ciekawe.

Poza tym część osób traktuje „Wiadomości”, jak program rozrywkowy. Paradoksem jest, że program TVP Info, który w założeniu miał być rozrywkowy, lekki, bo tak rozumiałem jego koncepcję, czyli „W Tyle Wizji” jest mało zabawny, przynajmniej z mojej perspektywy, a poważne „Wiadomości” coraz bardziej przypominają program satyryczny.

*politolog i medioznawca związany z Uniwersytetem Warszawskim

Analizę "Wiadomości" po przejęciu władzy w TVP przez Jacka Kurskiego czytaj w najnowszym wydaniu Magazynu Dziennika Gazety Prawnej>>>