Sąd Apelacyjny zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z marca 2016 r. Uwzględniając w głównej części pozew Dudy, SA nakazał redaktorowi naczelnemu "Newsweeka" Tomaszowi Lisowi zamieszczenie sprostowania ułożonego przez Piotra Dudę co do informacji tygodnika. Pozwany ma też ponieść ponad 2 tys. zł kosztów procesu.
Badając pozew o nakazanie sprostowania, sąd nie sprawdza prawdziwości jego treści, ale tylko czy jest ono rzeczowe i odnosi się do faktów, czy jest podpisane oraz czy dochowano formalnych wymogów co do terminów oraz danych osobowych. Sąd Apelacyjny uznał, że tych warunków dochowano.
W 2015 roku "Newsweek" w artykule pt. "Hotel robotniczy" pisał, że Duda za pobyt w luksusowym apartamencie w uzdrowisku "Bałtyk" w Kołobrzegu - którym zarządza spółka należąca do NSZZ "Solidarność", gdzie noc kosztuje 1,3 tys. zł - miał płacić 85 zł, czyli tyle, ile za nocleg służbowy lub też korzystać z niego za darmo. Tygodnik przedstawił wydruk z datami pobytów Dudy od czerwca 2012 r. do maja 2015 r. Według "Newsweeka", Duda miał też nie płacić za zamawiane do pokoju potrawy i alkohol, a także za świeże ryby.
"Newsweek" pisał także, że kiedy Duda przyjeżdżał do "Bałtyku", kierownictwo firmy kazało wyszywać ręczniczki z imieniem psa Dudy i przygotowywać mu karmę.
Duda nazwał wtedy artykuł . Zapowiedział pozew przeciwko "Newsweekowi" i przedstawił "14 kłamstw", którymi miał posłużyć się tygodnik. Mówił, że nie był w "Bałtyku" 27 razy, jak pisał "Newsweek", lecz 5 razy, służbowo, w ciągu ostatnich 6 lat. Prywatnie był raz, przez 3,5 dnia i - jak mówił - . Jak tłumaczył Duda, rezerwacje na jego nazwisko przeznaczone były między innymi dla gości zagranicznych związku.
Po tym "Newsweek" podtrzymał treść artykułu, podkreślając że jest przygotowany na spór sądowy. Autor artykułu zapewniał: .
Duda zażądał od "Newsweeka" na podstawie Prawa prasowego publikacji 10-punktowego sprostowania co do najważniejszych zarzutów. Redakcja odmówiła, uznając, że nie jest ono rzeczowe i dotyczy ocen, a nie faktów. Wtedy Duda złożył pozew do sądu.
Sąd Okręgowy oddalił pozew z przyczyn formalnych - uznał, że tekst sprostowanie z pozwu nie zawiera podpisu wnioskodawcy oraz że powód nie wykazał wysłania do "Newsweeka" sprostowania w ustawowym terminie 21 dni od dnia publikacji.
Duda złożył apelację. Jego pełnomocniczka mec. Monika Brzozowska-Pasieka oceniła wyrok Sądu Okręgowego jako . - - dodała. - - tak odparła na pytanie Sądu Apelacyjnego, co powód kwestionuje w zdaniu, iż nie jest prawdą informacja "Newsweeka" o .
Reprezentująca pozwanego mec. Anna Cichońska wniosła o oddalenie apelacji. Wskazała, że wymóg podpisu nie został tu spełniony. - dodała.
Sąd Apelacyjny uznał apelację powoda za generalnie zasadną; ocenił że warunków formalnych sprostowania dochowano. Strona powodowa przedstawiła bowiem w SA dowód ws. nadania pisma. Co do podpisu sąd uznał, że wystarczy iż treść sprostowania zaczyna się od nazwiska Dudy. - - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Małgorzata Kuracka.
Zgodnie z wyrokiem Sądu Apelacyjnego, w "Newsweeku" ma się ukazać sprostowanie, w którym Duda napisał, że nieprawdą były informacje m.in. o tym, że bywał w ośrodku kilka razy prywatnie, bo prywatnie był tylko raz, o alkoholach, rybach, ręczniku i karmie dla psa, o "wstawkach" do pokoju, zamawianiu kutra. Nieścisła była zaś informacja, że Duda przyjeżdżał "w sezonie", bo wtedy był tylko raz.
Sąd Apelacyjny nieco zmienił treść sprostowania, usuwając z niego zdanie, że nie jest prawdą, że Duda przebywał, bo - jak mówiła sędzia Kuracka - to zdanie , gdyż sprostowanie musi się odnosić do faktów, a nie do ocen.
Od wyroku Sądu Apelacyjnego można złożyć skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Mec. Cichońska nie przesądziła, czy tak się stanie. Mec. Brzozowska-Pasieka uznała wyrok za , bo odchodzący od formalizmu.