Czy można w pokojowy sposób zakończyć konflikt polityczny dzielący kraj na dwoje?

Bogdan Lis: Można. Tak właśnie zostało to zrobione 30 lat temu.

Pytam, bo to temat debaty organizowanej dziś przez ECS z okazji rocznicy obrad Okrągłego Stołu. Z dopiskiem, że jest równie aktualny, co w 1989 r….

Żeby się udało, musi zostać spełniony warunek: obie strony barykady muszą widzieć sens, korzyści i na tej podstawie uznać, że trwanie w sporze jest wyniszczające. W 1989 r. władza i opozycja widziały, że unikanie rozmów w sytuacji, gdy w ZSRR też szykują się zmiany, byłoby topieniem kraju w marazmie. Wtedy, zresztą, nie szliśmy po władzę. Chcieliśmy odzyskać „Solidarność”. Potrzebowaliśmy niezależnej organizacji, by za jej pośrednictwem pertraktować z partią. Władza o tym wiedziała. Jej cel był inny: znaleźć legitymację do dalszego rządzenia. Opozycja miała być do tego narzędziem, a późniejsze wybory – kluczem. Partia jednak przeliczyła się, przegrała wybory sromotnie. Jej lista krajowa nie weszła do parlamentu, a działacze partii satelickich postanowili zmienić front i iść z opozycją w kierunku reform. Dzięki temu mógł powstać pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego. Wtedy zdecydowało społeczeństwo, zwykli ludzie, dziś już o taką jedność jest trudniej. Właściwie: można o niej zapomnieć.

Dlaczego?

Bo nie ma czegoś takiego, jak bój o sprawę, który angażuje wszystkich. To pęknięcie na pół społeczeństwa, o którym tyle się mówi, nie jest największym problemem. Nie jest też prawdą, bo dotyczy tylko tych Polaków, którzy się przejmują. Olbrzymiej części społeczeństwa jest obojętne, co się w kraju dzieje.

Ma pan o to żal?

Żal to wielkie słowo. Na pewno zastanawiam się, dlaczego tak się stało. Może chodzi o to, że musi dojść w ludziach do jakiegoś przewartościowania. Tak jak kiedyś zadziałał Okrągły Stół, a potem wybory.

Ale na zwykłą ludzką solidarność nie powinien pan narzekać. Bo po tym, jak MKiDN zmniejszyło dotacje na ECS z 7 do 4 mln to właśnie zwykli ludzie w geście solidarności zebrali brakującą kwotę.

Słyszałem o starszej kobiecie, która przekazała na ten cel całą emeryturę. Podobnych gestów było więcej. To powinien być przede wszystkim sygnał dla rządzących, bo Polacy dając te pieniądze pokazali, że nie zgadzają się na taką politykę. Doceniamy bardzo akcję, ale podkreślam, że nie przestaniemy domagać się od ministra Glińskiego należnych nam środków.

Premier Morawiecki spytany o obrady Okrągłego Stołu stwierdził, że był ich przeciwnikiem jako członek "Solidarności Walczącej". Dostrzega jednak, że pozwoliły zbudować przestrzeń do demokratyzacji życia.

Ojciec premiera był zaangażowanym działaczem właśnie „Solidarności Walczącej”, a Mateusz Morawiecki jest człowiekiem swojej partii. To w dużej mierze narzuca ton tej wypowiedzi. Ja słyszę w niej również chęć załagodzenia sytuacji.

Załagodzenia sytuacji wokół ECS?

Tak, bo myślę, tak po ludzku, że wicepremier Gliński obcinając nam finanse kierował się początkowo chęcią zemsty.

Za co?

Za to, co wydarzyło się blisko pół roku temu podczas rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Prezydent Andrzej Duda składał kwiaty pod bramą stoczniową. Wtedy ktoś wywiesił transparent z napisem „Konstytucja”, ktoś zaczął skandować „Będziesz siedział, będziesz siedział!” przez megafon. Z innej części tłumu poleciały inwektywy pod adresem protestujących. Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Ale chyba do obecnie rządzących dotarło, że nie było tu winy ECS. To raczej ludzie ochraniający najważniejsze osoby w tym kraju zawalili sprawę.

A co z zarzutem, że mówiąc o walce z komunizmem ECS gloryfikuje uczestników obrad Okrągłego stołu zapominając o innych bohaterach?

Jeśli chodzi o wystawę ECS są tu wszyscy, którzy wtedy też byli. Wystawa jest podzielona na okresy. Strajki sierpniowe, okres 16 miesięcy legalnej działalności „Solidarności”, stan wojenny, pielgrzymki Jana Pawła II do kraju, Okrągły Stół. Każdy z tych okresów ma swoich bohaterów. Miejsce Andrzeja Gwiazda jest w dziale poświęconym sierpniowi 1980 r., Lecha Kaczyńskiego – w okresie podziemia. Jarosława Kaczyńskiego na wystawie nie ma, bo i wtedy go nie było. Inne postawienie sprawy byłoby fałszowaniem historii.

Takie próby, pana zdaniem, są teraz podejmowane?

Nawet jeśli są, nie mają sensu, bo historii zmienić się nie da. Oddzieliłbym też to, co robią dziś historycy i politycy. Historycy mogą różnić się między sobą w ocenie faktów, ale dociekają prawdy. Politycy, natomiast, tą prawdą grają. Budują atmosferę niedomówień, sugerują istnienie tajnych akt dokumentujących układy i rozgrywki między ludźmi „Solidarności” a radzieckimi służbami.

Czemu to ma służyć?

Granie na podziałach jest łatwiejsze od poszukiwania jedności. Podzielonym społeczeństwem łatwiej się kieruje. Jeszcze przed zabójstwem Pawła Adamowicza i zamieszaniem wokół przyszłości ECS była nadzieja - i do tego się przygotowywaliśmy - że nasze obchody nie będą kolidowały z oficjalnymi, a nawet dopuszczaliśmy naszą obecność na oficjalnych uroczystościach.  Wynikało to z tego, że pojednawczy ton, jak wspomniałem, przebija z wypowiedzi Mateusza i Kornela Morawieckich. Ale gdy posłuchałem innych polityków PiS, choćby Patryka Jakiego czy Marka Suskiego, nabrałem pewności, że to niemożliwe. Wcześniej planowaliśmy, że obchody współorganizowane przez ECS potrwają do 7 lutego, że będzie cykl spotkań, wykładów, odbędzie się zjazd prezydentów i burmistrzów z całego kraju. Zamiast tego jest niewiadoma i smutne uczucie, że oto mamy kolejną wielką rocznicę, której nie obchodzimy wszyscy razem.