Za było troje członków związanych z PiS – posłowie Krzysztof Czabański i Joanna Lichocka oraz europosłanka Elżbieta Kruk – natomiast przeciw Juliusz Braun, rekomendowany do RMN przez PO, a także Grzegorz Podżorny, związany z Kukiz’15. Taki sam był wynik wcześniejszego głosowania – nad wnioskiem Brauna o zorganizowanie konkursu na to stanowisko.

Reklama

Kontrkandydatem Jacka Kurskiego był reżyser i producent filmowy i telewizyjny Maciej Pawlicki, w przeszłości m.in. dyrektor programowy RTL 7 i wiceprezes Telewizji Familijnej. Na stanowisko szefa TVP zgłosił się sam, e-mailem – i dlatego jego kandydatury nie rozpatrywano. RMN przyjęła bowiem zasadę, że to jej członkowie proponują osoby na stanowiska w mediach.

Funkcja prezesa TVP zwolniła się właśnie dzisiaj, bo ze skutkiem od 7 sierpnia rezygnację z pełnienia tych obowiązków złożył w lipcu Maciej Łopiński. Na swoje miejsce polecił właśnie Kurskiego. Dotychczasowy dorobek p. Jacka Kurskiego w kierowaniu Telewizją Polską daje rękojmię prawidłowego wykonywania zadań i obowiązków jako nowego prezesa zarządu - stwierdził w rekomendacji dla RMN. Kurski był już prezesem TVP od 8 stycznia 2016 r. do 9 marca br.

W ostatnich miesiącach, nie ruszając się z ul. Woronicza, przeszedł zaś kilka zwrotów kariery. W marcu br. Rada Mediów Narodowych odwołała go ze stanowiska prezesa w błyskawicznym głosowaniu korespondencyjnym, w którym jej pięcioro członków wykazało się jednomyślnością rzadko w tym gronie spotykaną. Przewodniczący RMN Krzysztof Czabański nie podał nawet powodu dymisji Kurskiego. Ważyła się wtedy kwestia prezydenckiego podpisu pod ustawą przekazującą TVP i publicznemu radiu prawie 2 mld zł z budżetu państwa. Jest istotne, jaka atmosfera panuje wokół telewizji – stwierdził na poświęconym tej sprawie briefingu prezydent Andrzej Duda. Dodał, że ostatnio była to atmosfera "gorących sporów", więc zdecydował się na "reset" - czyli dymisję prezesa.

W ramach zapowiedzianych przez prezydenta "nowych rozwiązań w zarządzaniu” TVP, prowadzących "do opadnięcia politycznych emocji", Jacek Kurski kolejne dwa miesiące spędził jako doradca zarządu telewizji. Miejsce prezesa zajął zaś Maciej Łopiński delegowany z rady nadzorczej spółki.

W maju, w trakcie kampanii prezydenckiej, RMN przywróciła "bulteriera Kaczyńskich" do władz spółki – jako członka zarządu. Odbyło się to z przygodami, gdyż pierwszą uchwałę w tej sprawie RMN podjęła, ignorując statut TVP.

Reklama

Na fotel prezesa Kurski miał wrócić zaraz po wygranych przez Andrzeja Dudę wyborach. Tak się jednak złożyło, że przed wirtualnym posiedzeniem 24 lipca żaden z członków RMN nie zgłosił jego kandydatury. Tajemnicą poliszynela jest bowiem, że Krzysztof Czabański nie darzy Jacka Kurskiego zbytnią sympatią.

Na Woronicza wykonano więc manewr taktyczny. Maciej Łopiński poszedł na urlop i wyznaczył Jacka Kurskiego, by go w tym czasie – od 27 lipca do 6 sierpnia - zastępował.

Centrum Informacji TVP opublikowało wtedy komunikat, że "pełnienie obowiązków Prezesa Zarządu TVP zostało powierzone Panu Jackowi Kurskiemu". W Radzie Mediów Narodowych wywołało to konsternację – nawet jej przewodniczący nie wiedział, w jakim trybie doszło do przekazania sterów spółki.

Po konsultacji z prawnikami Krzysztof Czabański w piśmie do zarządu telewizji zwrócił więc uwagę, że prawo delegowania swoich członków na prezesa lub członka zarządu ma jedynie rada nadzorcza. Prezes spółki może zaś tylko udzielić komuś pełnomocnictwa na czas swojej nieobecności.

"Wbrew treści komunikatu prasowego nie doszło do powierzenia Jackowi Kurskiemu obowiązków prezesa zarządu, tylko do udzielenia mu pełnomocnictwa na czas nieobecności Macieja Łopińskiego" - napisał przewodniczący RMN i zachęcił, "żeby w przyszłości spółka przykładała większą staranność do opracowywania komunikatów prasowych”.

W piątek 7 sierpnia br. RMN wybrała Jacka Kurskiego, by dokończył swoją poprzednią kadencję – liczoną od października 2016 r., gdy rozstrzygnięto konkurs na to stanowisko, a nie od stycznia 2016 r., gdy kierował telewizją mianowany przez ministra skarbu. Kadencja jest czteroletnia, a to oznacza, że jesienią tego roku na Woronicza znów będzie wakat.