Wybierając się na spacer po lesie w Polsce, możemy poczuć się jak w Ameryce albo pod Nowosybirskiem. Wschodnie jenoty i norki amerykańskie, które pouciekały z hodowli, zaczynają wybijać nasze ptaki. A żółw czerwonolicy wypuszczany przez dzieci z akwariów wypiera naszego błotnego.

Norka europejska w polskich lasach staje się białym krukiem. Wyparła ją amerykańska krewniaczka. Skąd się u nas wzięła? W latach 80. i 90. w mediach trwała kampania pokazująca, jak hodowcy znęcają się nad zwierzętami futerkowymi. Efektem było masowe wypuszczanie przez ekologów tysięcy tych zwierzątek na wolność. Jednak okazało się, że uwolnili potwora.

"Norka amerykańska świetnie pływa i łatwiej jej zdobyć pokarm niż europejskiej kuzynce. Zjada płazy i jaja ptaków wodnych" - mówi Mariusz Turczyk, leśnik z Lasów Państwowych w Radomiu.

W podobny sposób nasze lasy skolonizował jenot. Ten drapieżnik pochodzi z Dalekiego Wschodu. Do europejskiej części ZSRR został przywieziony jako zwierzę hodowlane. Uciekł i przywędrował do nas. Tych zwierzaków z puszystym, szarym futrem i ciemną pręgą wzdłuż grzbietu, przypominających szopa pracza, są już dziesiątki tysięcy. Tylko na Śląsku doliczono się 3,5 tys. To sympatyczny zwierzak, ale specjalizuje się w wyjadaniu jaj z ptasich gniazd. Efekt? Im więcej w lesie norek amerykańskich i jenotów, tym mniej ptaków.

Najazd obcych trwa. Nasz żółw błotny znika za sprawą amerykańskiego żółwia czerwonolicego. "A to już zasługa dzieci i dużego importu tych zwierząt. Kiedy żółw znudzi się w domu, dzieci wypuszczają go na wolność, a zwierzak w naszym klimacie świetnie sobie radzi" - mówi Tomasz Markiewicz z poznańskiego oddziału Lasów Państwowych.

Nie tylko w świecie zwierząt toczy się walka. W szkółkach leśnych świerki czy sosny są wręcz zagłuszane przez wysiewające się same czeremchy amerykańskie, grochodrzewy, tawuły kutnerowate oraz irgi lśniące. Kiedyś były one wysiewane w lasach, aby wzbogacać je gatunkowo. Ale szybko wymknęły się spod kontroli.