Choć większości z nas loty orbitalne nieco już spowszechniały, to każdy z nich jest tak naprawdę wielkim sprawdzianem dla Amerykańskiej Agencji Kosmicznej (NASA) oraz pracujących w niej specjalistów. Nawet godzinne opóźnienie startu wahadłowca czy pominięcie jednego z planowanych od miesięcy punktów misji oznaczają, iż szanse na terminowe zakończenie budowy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej stają się coraz mniejsze. A na skończenie robót pozostało niewiele ponad dwa lata.
Nie powinno zatem nikogo dziwić, że już na początku tego roku misja Discovery stała się oczkiem w głowie specjalistów z NASA. A to dlatego, że zgodnie z planami na pokładzie
najmłodszego z istniejących wahadłowców w kosmos poleciał moduł Harmony. Ten ważący ponad 14 ton aluminiowy walec został wyprodukowany we Włoszech. Będzie pełnił rolę rozgałęźnika
lub jak kto woli złączki. Harmony zostanie przytwierdzony do znajdującego się już na orbicie amerykańskiego modułu Destiny (obecnie jest to główne laboratorium badawcze na ISS). Dopiero
potem, za jego pośrednictwem, do stacji można będzie przyłączać kolejne, niezwykle istotne "pomieszczenia". W kolejce już czekają dwa moduły badawcze: europejskie
laboratorium Columbus oraz japońskie Kibo.
Zgodnie z harmonogramem prac NASA, Columbus zostanie przewieziony na orbitę jeszcze w tym roku na pokładzie promu kosmicznego Atlantis (start misji zaplanowano na 6 grudnia). Budowa tego modułu
była finansowana przez Europejską Agencję Kosmiczną i trwała ponad 10 lat. Sprzęt laboratoryjny, jaki umieszczono na pokładzie Columbusa, będzie służył głównie do badań z dziedziny
biologii oraz medycyny. Jedno ze znajdujących się na nim urządzeń - Biolab pomoże astronautom w badaniu wpływu siły ciążenia (jej braku lub nadmiaru) na rozwój i wzrost roślin,
mikroorganizmów, bezkręgowców, a także komórek oraz całych żywych tkanek. Z kolei do zewnętrznych ścian Columbusa zostaną - już po wyniesieniu go na orbitę - domontowane kolejne
instrumenty badawcze, m.in. Solar Monitoring Observatory służące do rejestrowania promieniowania słonecznego, a także (tu ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęto) złożony w kosmosie zegar
atomowy.
Zbudowane przez Japończyków laboratorium Kibo ma trafić na orbitę w lutym przyszłego roku. Na jego pokładzie będą przeprowadzane eksperymenty w warunkach próżni - czytamy w DZIENNIKU.
Te ambitne plany umieszczenia nowoczesnych laboratoriów w kosmosie spełzną na niczym, jeśli astronauci z Discovery nie podłączą modułu Harmony do ISS w ciągu najbliższych dni. Najwięcej
problemów może przysporzyć podłączanie modułu do dość chimerycznego systemu zasilania ISS - bez elektryczności Harmony będzie jedynie bezużytecznym metalowym pudłem. Na szczęście misja
Discovery ma potrwać aż 14 dni, co daje stosunkowo dużo czasu na prace w kosmosie. Plan lotu zakłada, że astronauci odbędą pięć spacerów kosmicznych, które w sumie potrwają 30 godzin.
Prócz doczepienia Harmony astronauci wykonają kilka dodatkowych zadań, m.in. zmienią ustawienie baterii słonecznych stacji oraz przetestują nowy system naprawiania uszkodzeń osłony termicznej
ISS.
Te prace będzie wykonywać siedmioro astronautów: 5 mężczyzn (wśród nich jeden Włoch) oraz dwie kobiety. Co ciekawe, poczynaniami kosmicznej siódemki pokieruje nie pan, ale pani. 46-letnia komandor Pamela Melroy. Będzie to drugi taki przypadek w historii lotów wahadłowców na orbitę.
Co ciekawe, przy okazji tej misji Amerykańska Agencja Kosmiczna zdecydowała się na kilka zmian w procedurach startowych, m.in. zmieniono sposób wypełniania zbiorników rakiety nośnej
wahadłowca zamrożonym paliwem. Zdaniem inżynierów NASA długi czas wychłodzenia tych pojemników mógł być jedną z przyczyn odpadania od ścian zbiornika pianki termoizolacyjnej. Nie trzeba
przypominać, że te właśnie uszkodzenia wyrządzone przez fragment pianki doprowadziły do tragedii promu Columbia. Za niegroźne uznano także mikropęknięcia wykryte w 3 z 44 płytek
termoizolacyjnych okrywających skrzydła Discovery. Po wnikliwych ekspertyzach przeprowadzonych z pomocą aparatu rentgenowskiego technicy uznali, że ewentualna wymiana płytek na nowe mogłaby
nieść za sobą większe ryzyko niż start promu w stanie obecnym. "Gdybyśmy uważali inaczej, nie pozwolilibyśmy na lot wahadłowca" - podkreśla LeRoy Cain, menedżer ds.
wahadłowców z Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie.
Pozostaje zatem trzymać kciuki za Discovery - oraz jedenaście pozostałych lotów, jakie zaplanowano przed wysłaniem promów na zasłużoną emeryturę.