Będzie o moim dziadku?
Reklama
Był na Syberii?
Był. Ze swoją mamą, bratem i z siostrą.
To jest opowieść także o nim, w sposób symboliczny. Niestety w naszych zbiorach nie ma eksponatów pani dziadka.
Już nie żyje.
To będzie o nim symbolicznie. Proszę wejść na wystawę do naszego muzeum i sprawdzić, czy ta opowieść, która była przekazywana przez pani dziadka, znajduje tutaj odbicie.
Znam wiele sybirackich opowieści. Kiedyś pojechaliśmy na Syberię koleją. W pociągu spotkaliśmy starszą panią, która w 1940 r. została tam wywieziona razem ze swoim trzymiesięcznym synkiem. Karmiła go piersią i dlatego przeżył. Kiedy się żegnaliśmy, po trzech albo czterech dniach wspólnej drogi (wysiadała w mieście Zima), okazało się, że ten jej prawie już teraz 80-letni syn czeka na nią na peronie…
Traktuję takie opowieści jako źródło historyczne, niezwykle ważne. Często przy tego typu źródłach, choć nie mówię o tym konkretnym, mieszają się fakty, coś się zaciera...
Niedawno się dowiedziałam, że moja prababcia udawała na Syberii Cygankę. Wróżyła za kartofle i cebulę.
W naszym muzeum bazujemy głównie na relacjach zebranych przez nas. Zdajemy sobie sprawę z upływu czasu. Z tego, że źródło historyczne odchodzi wraz z osobą, która opowiada. Dokumenty w archiwach sowieckich nie znikną. Dzisiaj nie mamy do nich dostępu, ale one nie znikną. Tam nic nie znika. Wiem też, że każdy, kto wspomina jakieś wydarzenie, jest święcie przekonany, że było tak, jak pamięta, jak opowiada. Podam przykład z okresu okupacji sowieckiej, jak to żony oficerów sowieckich miały iść do teatru w koszulach nocnych, bo uważały, że to suknie balowe. Ta opowieść występuje w wielu relacjach. Nie ma takiej możliwości, żeby te wszystkie osoby widziały tak ubrane żony oficerów, choćby z tego powodu, że były bardzo małymi dziećmi. Jest dziewczynka – tzn. była dziewczynką na zesłaniu, teraz jest 90-letnią kobietą – która po Syberii trafiła do RPA, do obozu przesiedleńczego. Ma tylko jedno zdjęcie, na którym jest na statku z RPA do Argentyny. Nic nie wie o tym, gdzie była, bo choć matkę spotkała, to niczego się od niej nie dowiedziała. Matka, jak wielu innych ludzi, którzy przeszli piekło Sybiru, nie chciała opowiadać o tych zdarzeniach. Kobieta zwróciła się do nas, czy możemy pomóc. Dość szybko znaleźliśmy wspomnienia matki. Matka wstąpiła do Armii Andersa, a tam cała akcja spisywania relacji. Dzięki temu ta 90-letnia dziś „dziewczynka” dowiedziała się, gdzie była na Syberii, w jakich miejscowościach, co przeżyła jej rodzina.
W jednych rodzinach odpowiadało się o Syberii, w innych panowało milczenie.
A ci, którzy jeszcze żyją, wtedy byli dziećmi i byli za mali, żeby pamiętać. I musimy to brać pod uwagę jako historycy. Jak ktoś miał dwa latka, to nie może pamiętać ze szczegółami wywózki w lutym 1940 r. Z drugiej strony jeden z nieżyjących już sybiraków powiedział mi, że pamięta, jak wsiadał do tego pociągu, choć miał dwa lata.