Dziennik Gazeta Prawana logo

"Po co nam dwa ministerstwa?"

18 listopada 2009, 20:14
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Edukacja i szkolnictwo wyższe zupełnie niepotrzebnie podlegają dwu ministerstwom. Jedno całkowicie by wystarczyło. Działalność tych ministerstw i ministrów w ostatnich dwóch latach oceniam bardzo odmiennie" - komentuje historyk idei profesor Marcin Król.

MEN zaczynało nieco nerwowo, z licznymi projektami poważnych zmian, ale stopniowo porzucona została idea kolejnej reformy szkolnictwa, których próby podejmowano zdecydowanie za często, natomiast udało się zrealizować kilka istotnych projektów. Bardzo mi się podoba projekt edukacji szkolnej dla sześciolatków, bo w Polsce licea kończą ludzie dziewiętnastoletni, co jest nonsensem. Podobają mi się również zmiany w minimach programowych, które zdecydowanie zwiększają swobodę nauczycieli. Natomiast nie podoba mi się system matury państwowej. Wiem, że ministerstwo też zdaje sobie sprawę z jego ułomności i – być może – w ciągu dwóch lat nie dało się go zmienić, ale zasadniczy projekt zmiany jest niezbędny. Tym bardziej, że projekt został wprowadzony bez porozumienia ze szkołami wyższymi i dalej takiego porozumienia brak, co niesłychanie utrudnia dobór młodzieży na studia.

Polepszyła się sytuacja materialna i emerytalna nauczycieli, chociaż nie na tyle, na ile jest to niezbędne. Ale to jest dramatyczny problem wszystkich demokracji, które zawód nauczyciela traktują bez należytego szacunku, jakby zapominały, że od jakości nauczycieli zależy jakość obywateli. Wszędzie nauczyciele bardzo marnie zarabiają i poza „misjonarzami” do zawodu tego idą tylko najgorsi.

Natomiast nieustające zdumienie budzi działalność Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego i Nauki. Najpierw odrzucono bardzo daleko już posunięty projekt zmiany odpowiedniej ustawy, jakby wszystko co wynegocjowano w czasach PiS-u było nie do przyjęcia. A to był pozytywny wyjątek. Potem ministerstwo czy też pani minister zarzucali nas (czyli wyższe uczelnie) kolejnymi pomysłami, których tylko minimalna część weszła (i na szczęście ) w życie. Próbowano skasować habilitację, utworzyć jakiś nowy typ profesorów, a teraz odrzuca się udział Konferencji Rektorów w reformowaniu szkolnictwa wyższego. Wreszcie nierozsądne są preferencje dla kierunków rzekomo potrzebnych gospodarce, bo kształcenie studenta trwa 5-6 lat i nikt nie wie, co będzie potrzebne za ten czas.

Równocześnie ministerstwo nie potrafiło rozwiązać, a czasem nawet nie podjęło wielu zasadniczych spraw: nierówności szkół wyższych oraz skandalicznego często poziomu szkół niepublicznych (chociaż niektórych publicznych także). Można naturalnie uznać, że jest to taki sam rynek jak każdy inny, ale nie jest to moralne, gdyż mamy do czynienia z często nieświadomą jeszcze młodzieżą i z licznymi oszustwami lub pół-oszustwami. Zaś ostatnio wprowadzane pomysły płacenia za podjęcie drugiego kierunku studiów także wpłyną na obniżenie poziomu uczelni. Przecież wystarczy – i tak jest obecnie – zezwalać na drugie studia tylko tym, którzy maja wysokie oceny. Niepotrzebnych nonsensów jest wiele, a co najgorsze ostatnio słychać, że nowa ustawa o szkolnictwie wyższym ma lada chwila stanąć pod obrady rządu. Daj Boże, że rozrywki z jednorękimi bandytami spowodują odłożenia jej ad acta.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj