PAULINA NOWOSIELSKA: Czy rzeczywiście wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczący obecności krzyża we włoskiej szkole to dowód na postępującą laicyzację Europy?

Reklama

PROF. TADEUSZ GADACZ: Nie da się tego jednoznacznie stwierdzić. Sedno problemu dotyczy czegoś innego. A mianowicie, modelu Europy, który wyznacza postoświeceniowa rewolucja francuska. To zupełnie inny model niż ten, który kiedyś obowiązywał w Polsce jagiellońskiej. I na razie, z przykrością trzeba stwierdzić, że wygrywa ten pierwszy. A sprowadza się do próby całkowitego zeświecczenia sfery publicznej. Różnice między tymi modelami można sobie wyobrazić następująco. W jagiellońskim, gdybyśmy w jednym miasteczku mieli współistniejące obok siebie kościół katolicki, zbór protestancki, synagogę i meczet, to wszyscy duchowni po nabożeństwach wychodziliby w swoich szatach na ulicę i żyli w sferze publicznej. Pamiętajmy, że w Polsce jagiellońskiej istniała tak daleka tolerancja, że nawet bracia czescy przyjeżdżali do nas po to, by w spokoju wyznawać swoją religię. Z kolei model postoświeceniowy francuski zmusza duchownych do tego, by po nabożeństwach rozbierali się do strojów świeckich i mieszali z tłumem. Niektórzy nazywają to tolerancją. Ale z tolerancją ta sytuacja niewiele ma wspólnego. To próba narzucenia nowej, świeckiej obrzędowości.

Krytycy i obrońcy głośnego wyroku nie mogą dojść do porozumienia. A spór dotyczy tego, kto tu komu coś narzuca. Czyje prawo jest ważniejsze?
Na razie próbuje się całą kwestię upolityczniać. Partie ze swoimi poglądami grają w niebezpieczną grę. Tymczasem w społeczeństwie demokratycznym powinniśmy dochodzić do porozumienia w rzeczowej rozmowie. A ta stawia nas wobec pytania: zdejmować krzyże? Czy też wieszać obok jednego znaku religijnego kolejne? Bo dlaczego obok krzyża nie mogą współistnieć inne symbole, o ile tylko ktoś wyrazi na to chęć? Myślę, że to kwestia wychowania dzieci i uczenia ich, że świat jest otwarty na religie, a te wyrażają się w sferze publicznej.

Dorośliśmy do takiego spojrzenia na sprawę?
Nawet jeśli nie, to musimy szybko dojrzeć. Alternatywą jest usunięcie wszelkich symboli religijnych z naszego otoczenia. W Anglii oglądaliśmy próby usuwania choinek z ulic, sklepów, po to by ich widok nie niepokoił dzieci innych wyznań zbliżającym się Bożym Narodzeniem.

A w polskiej wersji "Ulicy Sezamkowej" w odcinku świątecznym nie mogło być pokazanej pasterki, bo jest zbyt utożsamiana z jedną religią. To ten sam problem?
Tak. Dziś komuś nie podoba się krzyż na ścianie. Jutro ktoś inny złoży skargę do Strasburga, bo będą mu przeszkadzać krzyże noszone w klapach marynarek ludzi spacerujących ulicami czy jeżdżących publicznym transportem. W ten sposób dojdziemy do absurdu. Dlatego nawet dobrze, że Trybunał nakazał usunięcie krzyży ze szkoły.

Dobrze?
Postawił nas przed koniecznością ogólnoeuropejskiej debaty o tym, dokąd zmierzamy. I jak ma wyglądać relacja między religią i jej przejawami w sferze publicznej a samą sferą publiczną.

Posłowie PO-PSL mają projekt uchwały sejmowej potępiającej orzeczenie trybunału strasburskiego. Jest pan przekonany, że pod tymi słowami wszyscy w Sejmie powinni się podpisać?
Nie. Tego rodzaju uchwała to nic innego jak próba okopania się w pozycjach obronnych. Ma charakter apologetyczny. Jeżeli ma być rzeczywistą obroną krzyża, to jednocześnie powinna być wyrazem gotowości do obrony innych symboli religijnych. Trzeba nie tylko bronić krzyża, ale i wyrazić publicznie chęć niesienia pomocy każdemu, kto nie będąc katolikiem, chce publicznie wyrażać przywiązanie do swojej wiary. Niedopełnienie tej uchwały takim wnioskiem spowoduje, że absolutnie niczego ona nie zmieni. Dalej będziemy na planie walki. A głosy wojujące w takiej sytuacji zawsze są niepokojące. Bo wśród ludzi inaczej myślących mogą wzniecić chęć odwetu i zachęcić do składania kolejnych wniosków do Trybunału.

Czytaj dalej >>>



Może warto na sprawę spojrzeć inaczej: klasa nie jest najlepszym miejscem dla krzyża. A sam krzyż nie potrzebuje reklamy, nie jest produktem, który trzeba na siłę komuś narzucać.
Gdyby wygrała w nas wizja postoświeceniowa, powinniśmy pozdejmować nie tylko krzyże, ale i zmusić ortodoksyjnych Żydów do golenia pejsów i zakładania świeckich strojów. Tak jak dziś zmusza się studentki arabskie do zdejmowania chust.

O ile krzyżyk na łańcuszku w Polsce nikogo nie dziwi, o tyle ortodoksyjni Żydzi nie raz spotykali się z przejawami, mówiąc najdelikatniej, niezdrowej ciekawości. Podobnie kobiety w strojach arabskich.
Na szczęście mamy w Polsce coraz więcej studentów z innych krajów. Wśród nich są tacy, którzy nie rezygnują z tradycyjnych strojów. Nasz błąd polega na tym, że zapomnieliśmy o przeszłości. O tym, że przed wojną współistnieliśmy z innymi kulturami i religiami. To pokazują stare fotografie. Dziś musimy na nowo przyzwyczaić się do tego, że świat jest zróżnicowany. Istotne, co ze swoją różnorodnością Europa zrobi. Zbliża się polska prezydencja w UE. To szansa, byśmy rozpoczęli dyskusję. Jeśli mamy coś wnieść do Europy, to swoją duchowość, religijność i tolerancję, w którą przestaliśmy wierzyć.

A zanim to nastąpi, potrzebne są uregulowania prawne? Na fali sprawy szkoły we Włoszech wypłynęły podobne w Polsce. Dyrektorka jednej z warszawskich szkół nie wiedziała: zdejmować krzyże czy nie. W rezultacie naraziła się wszystkim rodzicom. Widać, że nie wiemy, jak się zachować.
W najgorętszych sprawach unormowanie powinno się pojawić. Ale pamiętajmy, że prawo będzie skuteczne tylko wtedy, jeśli się na nie zgodzimy. Dlatego jego wprowadzenie powinno być poprzedzone rzetelną debatą, a nie ordynarną walką.

p

prof. Tadeusz Gadacz, filozof, religioznawca, profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN