Merz przekazał po wtorkowym szczycie "koalicji chętnych" w Paryżu, że po zawieszeniu broni niemieckie wojsko mogłoby wspomagać Ukrainę, działając z sąsiadującego z nią terytorium NATO.
Niemieckie wojska w Ukrainie?
Nie wykluczył przy tym ewentualnego wysłania wojsk RFN także na terytorium Ukrainy. Szczegóły, w tym dotyczące liczebności i zakresu ewentualnej misji Bundeswehry, pozostają nieznane. Kraje NATO, które sąsiadują z Ukrainą, to Polska, Rumunia, Słowacja oraz Węgry.
"Bojaźliwa" deklaracja kanclerza
Komentując stanowisko wyrażone przez Merza, "Der Spiegel" ocenił, że dzięki takiej postawie w Paryżu kanclerz "zwrócił na siebie uwagę" niemieckiego społeczeństwa. Jednocześnie jego deklaracja "mogła zabrzmieć dość bojaźliwie" dla Francuzów i Brytyjczyków, mówiących wprost o gotowości wysłania żołnierzy na Ukrainę.
Zmiana kursu Berlina ws. Ukrainy
Agencja dpa napisała jednak o "zmianie kursu" Berlina, przypominając, że wcześniej Merz "wypowiadał się powściągliwie na temat udziału Bundeswehry w zabezpieczeniu ewentualnego zawieszenia broni na Ukrainie". Zauważyła, że Niemcy stacjonują już w Polsce – w poprzednim roku Bundeswehra zapewniała obsługę systemu obrony powietrznej Patriot na lotnisku Rzeszów-Jasionka, a w grudniu przerzucono niemieckie myśliwce Eurofighter na lotnisko pod Malborkiem.
Nieco inaczej sytuację interpretuje "Sueddeutsche Zeitung". Według gazety z Monachium Merz przede wszystkim zachował ostrożność. "Rząd federalny już wcześniej deklarował gotowość do finansowego wsparcia misji na Ukrainie lub wzmacniania ukraińskiej armii poprzez jej wyposażanie i szkolenie" – odnotował dziennik.
"SZ" zauważyła, że w przypadku ewentualnej misji Bundeswehry na Ukrainie "sprzeciw społeczny byłby zapewne duży" i nie byłoby pewne, czy koalicji CDU/CSU z SPD udałoby się uzyskać w tej kwestii poparcie większości deputowanych do Bundestagu. Europejscy partnerzy Niemiec mają jednak oczekiwać od Berlina klarownych deklaracji.
Nieufność po pogróżkach Trumpa
Niemieckie media pozytywnie oceniają paryski szczyt "koalicji chętnych", mimo tego, że – jak napisał "Der Spiegel" – z powodu pogróżek Donalda Trumpa wobec Grenlandii "nad spotkaniem, niczym zły duch, unosiła się atmosfera nieufności".
Gazeta zaznaczyła, że Amerykanie są "najwyraźniej gotowi udzielić gwarancji bezpieczeństwa (Ukrainie) oraz wykorzystać swoje technologie nadzoru do wykrywania ewentualnych naruszeń zawieszenia broni".
Koniec wojny naprawdę bliski?
"SZ" wyraziła natomiast "ostrożny optymizm" – gazeta nie wyklucza, że "w nadchodzących miesiącach da się wreszcie zakończyć trwającą już cztery lata wojnę".
"Zgodnie z obecnym planem, opracowanym przez Amerykanów, Europejczyków i Ukraińców, to Stany Zjednoczone miałyby w pierwszej kolejności odpowiadać za nadzorowanie linii zawieszenia broni, weryfikację przestrzegania porozumienia pokojowego oraz wykrywanie ewentualnych naruszeń. USA pełniłyby tym samym rolę swoistego arbitra. Jak twierdzą źródła dyplomatyczne, Waszyngton zamierza wykorzystywać do monitorowania ponad 1000-kilometrowej linii frontu systemy bezzałogowe, m.in. czujniki, satelity i drony" – czytamy w "SZ".
W oświadczeniu wydanym po paryskim spotkaniu kraje "koalicji chętnych" ogłosiły gotowość do zaangażowania się w politycznie i prawnie wiążące gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy po zawieszeniu broni. Ma być to m.in. udział w nadzorowanym przez Stany Zjednoczone mechanizmie monitorowania zawieszenia broni oraz wsparcie Ukrainy poprzez finansowanie pomocy wojskowej dla Kijowa. Jak zadeklarowano, zostaną też wypracowane gwarancje na wypadek powtórnej agresji Rosji. Mogą one obejmować użycie sił wojskowych, wsparcie logistyczne i wywiadowcze, działania dyplomatyczne i wprowadzenie dodatkowych sankcji wobec Kremla.
Ponadto zdecydowano o utworzeniu w Paryżu komórki koordynującej działanie "koalicji chętnych", Stanów Zjednoczonych i Ukrainy.