Politycy powinni być przede wszystkim wierni zasadom, a mniej przywódcom. Niestety, dziś nie zawsze tak jest. Polskiej polityce brakuje też wyrazistych działaczy, którzy nadają ton partiom i nierzadko są jej sumieniem. Przykładem polityka niepokornego, mającego własne zdanie i gotowego bronić tego zdania za wszelką cenę jest Jan Rokita.

To człowiek bardzo sprawny intelektualnie. Potrafi zwracać na siebie uwagę mediów. Robi to pomimo tego, że jest politycznym outsiderem i formalnie nie pełni dziś żadnej ważnej funkcji w Platformie. Mógłby być lepiej wykorzystany przez swoją partię. Choć oczywiście nie wyobrażam sobie, że życie polityczne mogłoby się opierać tylko na indywidualistach. Oni w końcu też muszą czasem "przygiąć karku". Trzeba umieć działać w grupie. Najlepiej poprzez wywalczenie sobie pozycji politycznej.

W każdej partii politycznej muszą znajdować się zarówno indywidualiści, jak i ludzie o silnym instynkcie grupowym. Dziś jednak tych drugich jest zdecydowanie więcej. Często kunktatorstwo i stare zaszłości dominują nad zdrową konkurencją. Brak wyrazistych postaci - akcentujących wartości w polityce - powoduje niski poziom zaufania do klasy politycznej.

Wszystko przez to, że listy wyborcze układane są przede wszystkim przez partyjnych liderów, którzy wolą ludzi niesprawiających kłopotów. Zaradzić temu mogłoby wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych - gdzie wygrana w wyborach zależy od indywidualnego zaangażowania w regionie.

Polska polityka potrzebuje więcej indywidualistów, którzy teraz nie odnajdują się na ogólnopolskiej scenie politycznej. Takich ludzi spotykamy za to często w samorządach. Choćby na stanowiskach prezydentów i burmistrzów miast, gdzie mogą zaakcentować swoją odrębność, niezależność, a zarazem szybko ujrzeć efekty swojej pracy.