Dziennik Gazeta Prawana logo

Król: Bałagan nad urną to wina złego prawa

18 listopada 2007, 14:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Niedzielny wieczór większości Polakom upłynął na czekaniu, czekaniu i jeszcze raz na czekaniu. To niesłychane, że cały kraj czekał, bo trzysta osób nie miało kart wyborczych. Przedłużana raz po raz cisza wyborcza sprawiała, że nawet poważni ludzie spekulowali, czy nie dojdzie do próby zakwestionowania ważności wyborów - pisze w DZIENNIKU historyk idei, Marcin Król.

Jest kilka przyczyn tej kuriozalnej, a zarazem niebezpiecznej sytuacji. Po pierwsze, prawo w naszym kraju jest bardzo restrykcyjne. Przy okazji zeszłych wyborów sytuacja otarła się o groteskę, gdy cała Polska czekała przez pół godziny na wyniki, bo w jakiejś dziurze zaspał pijany cieć i nie otworzył budynku na czas. Niesusznie obwinia się za to Państwową Komisję Wyborczą - ona musi po prostu stosować obowiązujące przepisy i jeśli okręgowe komisje prosiły o przedłużenie czasu, nie mogła nic zrobić.

Niestety, atmosfera strachu, która wytworzyła się w naszym kraju, sprawiła, że członkowie Komisji wychodzili z siebie, by nie daj Boże ktoś nie mógł im zarzucić, że doszło do nieprawidłowości, i podważyć ważność wyborów. Było to dodatkowo o tyle uzasadnione, że w ostatnich latach w większości krajów demokratycznych różnice pomiędzy poszczególnymi partiami sięgały 2-3 punktów procentowych. Jak uniknąć w przyszłości podobnych sytuacji?

Otóż należy zmienić przepisy tak, by na przykład można było przedłużać głosowanie do 22, a potem choćby się waliło i paliło - koniec. Oczywiście - wyborcy, którzy z najrozmaitszych przyczyn nie zdołali zagłosować, mogą czuć się poszkodowani. Należy jednak ważyć interesy wszystkich. Pamiętamy, co było, gdy podważono mandat Hanny Gronkiewicz-Waltz jako prezydenta Warszawy po tym, jak nie złożyła na czas deklaracji majątkowej męża.

Sąd wydał wyrok na podstawie proporcji przestępstwa do kary, która byłaby w tym przypadku zdecydowanie zbyt surowa. Tu także powinna istnieć jakaś proporcjonalność. Obowiązuje nie tylko prawo, ale także zdrowy rozsądek. Kilkadziesiąt czy nawet kilkaset osób to tak niewielki promil wszystkich wyborców, że nie mogą przesądzić o wyniku w żadną stronę, dlatego niestety powinny zostać zlekceważone.

Mimo wszystko pamiętajmy, że Polska nie pobiła rekordu skandali z wyborów demokratycznych, bo ten niechlubny tytuł należy się Stanom Zjednoczonym. Podczas wyborów prezydenckich w 2000 roku komisje nie mogły się przez kilka dni doliczyć głosów i prezydent Bush został wybrany nieprawidłowo, bo faktycznym zwycięzcą był Al Gore. To chyba jednak niewielkie pocieszenie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj