Dlaczego miałbym to zrobić?
Nieprawda. Nie odpowiadała nam wizja solidarnego państwa, gdzie listę spraw do załatwienia rozpoczynały kwestie represyjne. Tam nie było pomysłów ani na gospodarkę, ani na sprawy społeczne.
Zamiast tego miało miejsce wywoływanie nieustających konfliktów i konfrontacji.
Nie chcieliśmy brać udziału w przedsięwzięciu, w którym wszyscy wszystkich pożerają.
Nie mam takich obaw. Koalicja PO-PSL zachowuje suwerenność i podmiotowość każdego partnera. Leży to w interesie obu partii.
Już widać, że budowanie koalicji na podstawie dialogu jest lepsze niż nieustająca walka.
Sondaży nie należy brać poważnie. PSL zawsze uzyskiwało dużo lepsze wyniki w wyborach, niż pokazywały to badania opinii publicznej.
Doceniam waszą subtelną metodę podświadomego deptania PSL. Ale chcę jasno oświadczyć: w ogóle się tym nie przejmujemy. Za nami stoi ponadstudwudziestoletnia historia ruchu ludowego w Polsce.
Z doświadczenia wiemy, że trzeba wsłuchiwać się w opinie ludzi, być blisko ludzkich spraw. Coraz wyraźniej widać, że między skrajnościami, jakie buduje z jednej strony PiS, a z drugiej
strony PO, jest coraz więcej miejsca w centrum. Podoba mi się stwierdzenie Jana Rokity, który w wywiadzie dla DZIENNIKA mówił, że jeśli jedni mówią żółte, a drudzy na to odpowiadają
nieżółte, trzeba powiedzieć zielone.
Nasze opinie są słyszane przez PO i my również wsłuchujemy się w ich opinie. Tam, gdzie się różnimy - dyskutujemy. Nie forsujemy rozwiązań wbrew sobie.
Funkcjonując prawie 20 lat w polityce, trudno się nie znać, ale nie jest to bliska znajomość.
Mamy dobre relacje. Kiedy musimy wyjaśnić różnice zdań, zawsze znajdujemy czas na rozmowę. Wolę jednak zachować dystans na nieprzewidziane wypadki.
Bawi mnie wasze podejście. Raz chcecie wepchnąć nas w objęcia, innym razem próbujecie skłócić. Nie ma idealnych sytuacji. Pojawiają się różnice zdań, ale można im zapobiec przez
poszukiwanie kompromisu. Kiedy jest tylko ślepa zgoda, najłatwiej o błędy.
Macie zbyt mocne soczewki w okularach, które wyolbrzymiają wam pewne sprawy. Nie trzeba ani idealizować, ani demonizować rzeczywistości.
Na przykład jednomandatowe okręgi w wyborach do Sejmu. W dyskusji doszliśmy do punktu, że trzeba najpierw zobaczyć, jak takie rozwiązanie będzie funkcjonowało w wyborach samorządowych.
Jeżeli wybory będą się odbywały w okręgach jednomandatowych, to będą wygrywać ludzie, którzy mają pieniądze i dobry PR, ale o ich umiejętnościach w działalności publicznej nic nie
wiadomo. Mogłoby to budować demokrację milionerów.
Jeżeli tylko chce, tak.
Czasami.
Czy myślicie, że mogę stroszyć pióra wobec polityka, który w ostatnich wyborach uzyskał ze swoją partią ponadczterdziestoprocentowy wynik? On chyba dobrze zna się na polityce.
Aktualnie on ma większe sukcesy w polityce. Sądzę, że wiele mógłbym się od niego nauczyć.
To, co zastaliśmy po poprzednikach, wymagało dużej pracy. Wiele spraw musieliśmy uporządkować. W Ministerstwie Gospodarki zaczęliśmy pracować nad upraszczaniem regulacji. Ale opór jest
silny nawet w tak prostych sprawach jak podniesienie poziomu uproszczonego rozliczenia przez przedsiębiorców z 800 tys. do miliona 200 tys. Polityczna decyzja w tej sprawie zapadła w 5 minut, ale
potem w maszynerii uzgodnień międzyresortowych batalia toczyła się przez trzy miesiące i wróciła na poziom polityczny.
Taka jest kolej rzeczy. Pora wchodzić w koleiny normalnej pracy. Trzeba zachowywać równowagę między prezentacją pomysłów a systematyczną pracą.
Nie chcę odbierać wam chleba. Przecież dziennikarze są wobec członków rządu bezlitośni (śmiech).
Te sprawy nie zostały wyjęte z Ministerstwa Gospodarki. Został tylko powołany zespół do spraw bezpieczeństwa energetycznego. W takich kwestiach jak energetyka potrzebna jest współpraca
różnych resortów. Jeśli dzieje się to pod kierownictwem premiera, to dobrze.
Nie zauważyłem. Nie mogłem zachować się inaczej, bo tamta decyzja o karze była spartaczona ze względów formalnych.
Nie chciałbym publicznie debatować o sytuacjach, w których nam się nie układa. Liczę na waszą spostrzegawczość i wiem, że się nie zawiodę (śmiech).
Z nudzeniem się nie będzie problemów. Niektórzy politycy mają dość oryginalne sposoby docierania do dziennikarzy. Robią sobie badania i to ogłaszają. Jeśli jest tylko PR i reklama, a nie
ma pracy, to prędzej czy później będzie kłopot.
Trzeba pamiętać o powiedzeniu: kto mieczem wojuje, od miecza ginie.
Premier zachowuje zdrową równowagę. To raczej przestroga dla animatorów polityki, którzy upatrują sukcesów tylko w reklamie.
Różnica jest fundamentalna. Tusk ma bardziej praktyczne nastawienie do polityki. Kwaśniewski posiadał dużą umiejętność rozgrywania spraw. Gdyby miał być premierem, miałby z tym sporo
kłopotów.
.
Słyszałem od Grzegorza Schetyny.
Nie każdy nadaje się, by być prezydentem. Dla ludzi, którzy mają nastawienie na tworzenie tylko wrażenia, start w wyborach prezydenckich jest niewątpliwie interesujący. Trzeba jednak
pamiętać, że przy obecnej konstytucji władza należy do rządu i premiera. Prezydent nie powinien angażować się w konkretne sprawy.
Nie dostrzegam tego typu zachowań u prezydenta. Sądzę jednak, że prezydent niepotrzebnie część swej energii wytraca na sprawy bieżące.
Każdy przypadek trzeba rozpatrywać osobno. Zarówno otoczenie prezydenta, jak i premiera ma coś na sumieniu. W tej chwili jest tak, że znajdują się pomysłowi Dobromirowie, którzy inicjują
różne sprawy, a potem tylko patrzą, czy prezydent i premier rzucili się na siebie. Największym problemem w relacjach jest brak sprawnej komunikacji między nimi.
Powtórzę, sondaże to niepewne źródło informacji.
Nie spodziewałbym się zmian. Będą przeprowadzone wtedy, kiedy będzie taka potrzeba, a nie po to, by zaspokoić oczekiwania mediów.
W każdej sprawie premier może się ze mną konsultować.
Na razie go nie dostrzegam. Ważne, byśmy się trzymali porozumienia.
To bardziej złożone zagadnienie. PO jest zaskakiwana niektórymi posunięciami swoich polityków. Ważne, aby się spotkać i wyjaśnić, czy to inicjatywa całej firmy, czy tylko wystrzałowy
popis harcownika.
Toczą się rozmowy między PO a lewicą. Rozwiązania zaproponowane przez Platformę nie do końca nam odpowiadało. Zabrakło im otwartości.
Twierdzenie, że wszystko co polityczne jest z góry złe, jest samobójcze dla świata polityki. Oznaczałoby, że cały świat polityki jest niewiarygodny. Ja jestem romantykiem i wierzę, że
politycy też mogą zrobić coś dobrego, jeżeli chcą.
Cykl koniunkturalny w PSL przekracza 6 lat. Mam więc przed sobą sporą perspektywę. Ostatnie lata pokazały, że formacja o charakterze umiarkowanym i centrowym jest Polsce potrzebna.
Historia Samoobrony pokazuje, że na populizmie nie można budować sukcesu. W polityce potrzebne są realne działania.