Dziennik Gazeta Prawana logo

Ujazdowski: Chcę polityki ambitnej

3 grudnia 2008, 23:48
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Ujazdowski: Chcę polityki ambitnej
Inne
Układ ulegnie skruszeniu, bo nastąpi zmęczenie wzajemnym mordowaniem się. Już Arystoteles zauważył, że oligarchie najczęściej upadają wskutek morderczej walki wewnętrznej. Poparcie dla PO będzie spadać, a PiS stanie przed problemem Francuskiej Partii Komunistycznej. Kilkunastoprocentowy wynik, ale i przeświadczenie społeczeństwa, że to partia niezdolna do przejęcia władzy, więc niepotrzebna - mówi DZIENNIKOWI Kazimierz Michał Ujazdowski.


Jest jednym z kilku najpopularniejszych prezydentów miast. Nie robi niczego kosztem obowiązków, jeździ głównie weekendami. Operacja PO, aby zniechęcić do niego wrocławian, się nie udała. Oni sobie myślą: skoro sprawdził się u nas, będzie przydatny krajowi.


Próbuje budować jego czarną legendę, że nie zajmuje się miastem.


Ja nie, ale samorządowcy niewątpliwie tak. To jest polityka na zasadzie: albo się nas słuchacie, albo stracicie europejski grant czy dotację do muzeum. PO to partia centralizmu demokratycznego wobec samorządów, choć pod osłoną pokoju i wolności.


W Kołobrzegu, Wrocławiu, Kielcach, wielu miastach Górnego i Dolnego Śląska.


To on musi podjąć decyzję. Ja jestem za. To człowiek, który będzie łączył Polaków. Który przerwie wojne totalną.


Ale w Europie demokratyczna polityka nie jest na ogół tak zawzięta jak w Polsce.


Traktują partie jako swoją własność, a nie instytucję.


Źli w sensie republikańskim, niezostawiający po sobie trwałych zmian. Politycy zwykle mają trudne charaktery. Ale nasi to nie jest klasa mężów stanu.


Piłsudski i Dmowski, ludzie o bardzo ciężkich charakterach, potrafili w razie zagrożeń kooperować. A tu takie wojny jak ta o krzesło... Kaczyński ma na swoim koncie wiele trafnych diagnoz. Ale nie zostawi po sobie jednej dziesiątej tego, co zapowiadał.


Profesor Antoszewski, politolog z Wrocławia, bynajmniej nie nasz zwolennik, zauważył, że o stabilności polskiego systemu partyjnego można by mówić, gdyby istniał 20 lat. W Polsce partie to tylko wojownicze drużyny. Mają przewagę materialną. Ani nie są tak zakorzenione w społeczeństwie jak endecja czy PPS w Polsce międzywojennej, ani tak wielkie jak partie zachodnie. Polskie partie bazują na osobistych zwycięstwach liderów. To nie jest mocny grunt.


Układ ulegnie skruszeniu, bo nastąpi zmęczenie wzajemnym mordowaniem się. Już Arystoteles zauważył, że oligarchie najczęściej upadają wskutek morderczej walki wewnętrznej. Poparcie dla PO będzie spadać, a PiS stanie przed problemem Francuskiej Partii Komunistycznej. Kilkunastoprocentowy wynik, ale i przeświadczenie społeczeństwa, że to partia niezdolna do przejęcia władzy, więc niepotrzebna. Ale nasz ruch tworzą ludzie, którzy nie są niewolnikami sondaży. Oni odrzucają jałowy model uprawiania polityki.


Polityki bez treści, oderwanej od rzeczy istotnych dla obywateli. I całkowitego stłumienia wewnętrznej dyskusji w partiach.


Jest już u nas mnóstwo ludzi, ktorzy nie przeszli ani przez PiS, ani PO. Nie - ci ludzie wołają o politykę treściwą. Która potrafi zadbać o emerytury, szybkie orzecznictwo sądów czy polską pozycję w Unii Europejskiej. Partie nastawione na totalną wojnę zatraciły zdolność do realnej roboty. Widzą to nie tylko konserwatyści, ale i ludzie o liberalnej wrażliwości. Paweł Śpiewak ma dość polityki "po nic".


To przykłady sporów spóźnionych...


Emerytury pomostowe to wykonanie decyzji rządu Buzka. Nie można się było tym nie zająć, bo wygasały terminy. My akurat w tej sprawie głosowaliśmy w Sejmie za racjami rządu - utrzymywanie bardzo szerokich przywilejów nie jest możliwe. Ale to nie są wielkie czyny i cele. Rząd PO jest krytycznie oceniany nie tylko przez związki, ale i przez organizacje pracodawców. Bo nie poszerzył Polakom wolności gospodarczych.


Coś robi, ale jest piłkarskim zespołem drugiej ligi. Ma ładne koszulki, ładnie się uśmiecha. I do pierwszej ligi awansować nie ma zamiaru.


Też zgodnie z racjami rządu. To był wybór między otwarciem zmian a trwaniem.


Gdy głosujemy jak PiS, na przykład w tematach dotyczących wymiaru sprawiedliwości czy w sprawie niefortunnej ustawy medialnej odrzucanej przez środowiska artystyczne, też czynimy tak z powodów merytorycznych. Nie myślimy kategoriami: za PO czy za PiS. Nie jesteśmy sierotami po PO-PiS.


Pozostaliśmy wierni ambitnemu programowi naprawy państwa, który powstał w latach 2004 - 2005. To była stawka na silne państwo, sprawny wymiar sprawiedliwości, walkę z przestępcami, ale i na poszerzenie wolności gospodarczej. Nie zrobiono ani jednego, ani drugiego.


Dziś nie, bo to słowo zużyte przez polityczny marketing. My mówimy o "polityce ambitnej". Wyborcy PiS czekali na realne umocnienie państwa, a nie na krzyki. I wielu zwolenników PO chciało polityki treściwej. W rywalizacji z Niemcami, Francuzami, Anglikami nie można rządzić na trzy minus.


Zarzucam jej nijakość, minimalizm polityki. PO porzuciła program naprawy państwa przygotowany kiedyś przez Jana Rokitę. Rokita mówił o budżecie pisanym pod zadania, a nie potrzeby biurokracji. Dziś zarzucono te pomysły. Nic nie słyszę o reformach wymiaru sprawiedliwości, za to słyszę, że samorządy wojewódzkie są traktowanie jako partyjny łup. Europejski liberał nie uważa państwa za zło konieczne. A Tusk uważa. I nie spełnia nawet postulatów dawnego KLD. Polska spada w rankingach swobód gospodarczych.


W pierwszym roku rządzenia poparcie nie ulega z reguły załamaniu.


Metoda uprawiania polityki, ale też brak podejrzliwości. Sensownym nieraz pomysłom Kaczyńskiego towarzyszy niepotrzebna nieufność wobec aktywnego społeczeństwa, samorządów, służby cywilnej. Nie można budować dobrego państwa wyłącznie twardymi gestami, incydentami. Silne państwo to nie musi być państwo ciężkie.


PiS był jednak przed objęciem władzy w 2005 r. partią modernizacji. To dziś stał się obozem konfederacji barskiej bez zmysłu państwowego. Ponieważ trwa ostateczna bitwa z siłami zła, wszystko co ważne idzie na bok. Przypominam, że zostałem wykluczony z partyjnego zjazdu bez sądu. Trudno, żebym się godził na rolę ślepego bagnetu.


Jedno i drugie, dyktatura wewnątrzpartyjna to siostra jałowej polityki.


My nie zamierzamy się ścigać na emocje i targać po szczękach. Na razie umacniamy nasz ruch. Staniemy do rywalizacji z partiami w 2010, przy okazji wyborów prezydenckich i samorządowych.


Będzie nas pan rozliczał z emocji, jak dojdzie do kampanii. W tej chwili, targając się po szczękach, nie zbudowalibyśmy oryginalnego ruchu.


Jeśli pan mówi o "machinie", to jesteśmy coraz silniejsi. W ostatnią sobotę ściągnęliśmy do Warszawy pół tysiąca osób, bez żadnej dyscypliny. PiS i PO tworzyły się w pośpiechu. My mamy do 2010 r. dużo czasu.


Czy budując niezależny podmiot, kierujemy sie wyrachowaniem? Czy przeszliśmy do PO jak kilku innych polityków? A padały i publiczne zachęty, i zakulisowe. Zresztą i ze strony PiS pojawiały się wobec niektórych naszych posłów sugestie: może byście wrócili.


Ten projekt ma własną dynamikę, garną się do niego samorządowcy. W kilku regionach Polski mogliby już dziś z powodzeniem startować w wyborach. Mielibyśmy zawieść ich zaufanie? Jeśli ten projekt się nie uda, nie widzę dla siebie miejsca w partyjnej polityce.


Wygładzanie PiS czy poprawianie PO nie ma sensu. Nie jestem materiałem na członka zmilitaryzowanego oddziału.


Nie, elastyczna struktura to nasz atut wobec imperium. Chcemy pozyskać ludzi młodych, środowiska samorządowe. A oni do kolejnego oddziału nie przyjdą.


Zaprosiliśmy pana Orłowskiego czy innego ekonomistę, Krzysztofa Rybińskiego, żeby słuchać różnych głosów. W przyszłości zaprosimy Tomasza Gruszeckiego czy Cezarego Mecha. My nie zwołujemy partyjnych wieców. Ani nie budujemy gabinetu cieni. PiS, partia bardzo silna, takiego gabinetu zresztą nie ma.


Jesteśmy jedyną formacją otwartą na debaty ekonomiczne. Zjazdy PO czy PiS mają wyłącznie charakter wieców. A nasz kongres za rok przedstawi program i nie będzie to program pisany przez jednego człowieka w Klarysewie. Rządzi nami partia, która w ogóle nie spisała przed wyborami swojego programu. My nie będziemy klecili swojego w biegu.


Rok temu było z nami kilka osób bardzo znanych i z dorobkiem, teraz jest kilkanaście. Za rok może być dziesięć razy tyle.

*Kazimierz Michał Ujazdowski, współtwórca Polski XXI, były minister kultury

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj