Dziennik Gazeta Prawana logo

Ci wspaniali faceci od europejskiej integracji

9 grudnia 2008, 23:49
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Z taśm Klausa, które publikujemy w DZIENNIKU, a które wcześniej prezydent Czech zawiesił w internecie, żeby pokazać, jak liderzy Unii Europejskiej źle go potraktowali, dowiadujemy się jednego. Faceci w Unii zachowują się tak samo jak faceci w polskiej polityce - pisze Cezary Michalski.

Wartości nie schodzą im z ust, ale w gruncie rzeczy liczy się tylko ich własne ego. A to mają rozrośnięte do rozmiarów wieży Eiffla. Choćby taki Daniel Cohn-Bendit ze swoim wygłoszonym do prezydenta Czech dyplomatycznym wstępem: "Pana pogląd na traktat lizboński mnie nie interesuje, będzie pan musiał to podpisać". Ot, takie niewiążące zaproszenie do swobodnej wymiany poglądów, adresowane do człowieka, który za chwilę będzie przewodniczył Unii Europejskiej.

Cohn-Bendit nadaje się do uprawiania polityki w Unii Europejskiej, na kontynencie ideowo, religijnie i politycznie zróżnicowanym, wymagającym zatem liberalnej ostrożności i wyważenia czynów i słów, mniej więcej tak samo, jak Neron nadawałby się do gwarantowania religijnej tolerancji, a Herod do prowadzenia żłobków. Rozmowa na zamku w Hradczanach ma lepsze i gorsze momenty. Są chwile, kiedy Klaus usiłuje być dyplomatą, są chwile, kiedy podobne wysiłki podejmuje Poettering, a nawet kontrowersyjny przywódca europejskich socjalistów Schulz. Ale kiedy do akcji wkracza "czerwony Dany", dyplomacja się kończy, zaczyna się zwykłe rewolucyjne chamstwo.

Cohn-Bendit nie widzi w Unii Europejskiej liberalnego związku wolnych obywateli i suwerennych państw. On w niej widzi wyłącznie narzędzie własnego ego, które pozwoli mu dograć stare partie, doprowadzić do końca rewolucje, które zawsze przegrywał. A przegrywał, bo nienawidził mieszczan i mieszczanie nienawidzili jego. A tak się niestety nieszczęśliwie dla Cohn-Bendita składa, że społeczeństwa Zachodniej Europy są właśnie mieszczańskie i lewacki radykał nie miał tam żadnych szans. Dlatego postanowił się wyżyć na Klausie, bo ten jest z "nowej Europy", zatem, jak się wydaje liderowi europejskich Zielonych, można sobie wobec niego pozwolić na zachowanie, w odpowiedzi na które politycy niemieccy, francuscy czy brytyjscy zrzuciliby Dany’ego ze schodów.

Ale Vaclav Klaus też nie jest pozytywnym bohaterem opowieści o liberalnej, zintegrowanej Europie, bo on zjednoczonej Europy nie znosi. Właśnie dlatego ujawnił swoje taśmy, żeby dodatkowo podstawić nogę integracji. Klaus faktycznie wspiera najbardziej ponurych eurosceptyków i jest przez nich wspierany. Ośmiela do blokowania traktatu lizbońskiego także Lecha Kaczyńskiego, choć na tym jego lojalność wobec polskiego prezydenta się kończy, bo do Putina jest mu zdecydowanie bliżej niż Kaczyńskiemu.

Taśmy Klausa są fatalnym świadectwem wystawionym samym sobie zarówno przez euroentuzjastów, jak i eurosceptyków. Jeśli to Cohn-Bendit i Klaus okażą się reprezentatywni dla dzisiejszej Unii Europejskiej, to żadnej zjednoczonej Europy nie będzie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj