Artykuł i zarzuty stawiane przez publicystkę zostały przedstawione w trzech głównych punktach: "W objęciach służb specjalnych", "Utopić Macierewicza", "Anatomia kłamstwa".
Na wstępie swojego artykułu Kania przypomina fragment książki "W poszukiwaniu utraconego sensu". „ Pierwsza z nich to przestroga , dla których prawda jest mieszczańską konwencją bądź fikcją literacką; " Jednak zdaniem publicystki ironią jest, że
"Dziś już wiadomo, że >Gazecie Wyborczej< nie o samą ideologię chodzi – w archiwach służb specjalnych PRL zachowały się dokumenty na temat tajnych współpracowników, którzy byli związani z >GW< bądź też nadal w niej pracują" - twierdzi Kania. Podając przykłady, wskazuje na Lesława Meleszkę (ps. Ketman, Return, Tomek Zbyszek) oraz Macieja Stasińskiego (ps. Mega).
Jednocześnie w artykule znalazła się notatka końcowa ze sprawy Stasińskiego, w której oficer stwierdza, że "doszło do przekazania kilkunastu ogólnikowych informacji ustnych na temat sytuacji w środowisku" akademickim. A po ukończeniu studiów Stasiński odmówił dalszej współpracy. Chociaż sprawa wydaje się wyjaśniona, to pewien cień podejrzenia rzuca to, że w przekazanej przez UOP w 2003 r. do IPN teczce Stasińskiego stwierdzono brak części dokumentów.
Zdaniem Kani "w podobny sposób jak lustrację, Tutaj zostały podane dwa przykłady. Krytyczne publikacje, inspirowane przez WSI, a pisane przez Edwarda Krzemienia, aktualnego redaktora naczelnego portalu Gazeta.pl, o Radosławie Sikorskim, wiceministrze obrony narodowej, w rządzie Jana Olszewskiego. Drugi przykład przytoczony przez Kanię dotyczył negatywnego stosunku Michnika do Macierewicza, co zostało zapisane w 1981 r. w dokumentach MSW, będących obecnie w posiadaniu IPN. "(…) przeprowadzonej w dniu 12 X. br. z Konradem Bielińskim, Grażyną i Grzegorzem Labuda wystąpił z propozycją zrobienia filmu, który będzie odbiciem życia A. Macierewicza. Figurant podjął się napisać szkice scenariusza do filmu w formie listu i razem z Kuroniem rozpracują go na sceny do filmu. Zdaniem figuranta w tym>” - cytuje "Gazeta Polska".
Publikacja "Gazety Polskiej" spotkała się dziś z odpowiedzią "Gazety Wyborczej". Maciej Stasiński w artykule "Agenta MEGA tarapaty z SB" sam opowiada o okolicznościach podpisania zobowiązania do współpracy z SB. Początkiem kłopotów okazało się to, że w Święto Pracy w "uniesieniu ideowo-etylowym" Satsiński zerwał i podeptał czerwoną flagę. Straszony kodeksem karnym, zwolnieniem ze studiów i wyrzuceniem z pracy ojca podpisał własnoręcznie zobowiązanie do współpracy.
Jednocześnie w tekście znajdują się oświadczenia: Ireny Zofii Romaszewskiej, Jana Olszewskiego i redaktorów NTO, z których wynika, że po podpisaniu dokumentu o współpracy Stasiński poinformował ich o tym prosząc jednocześnie o pomoc.
Całą sprawę komentarzem opatrzyła również Esbecy nie odnotowali działalności opozycyjnej Stasińskiego - no to kopiarka przecież sama do tego nie dojdzie. Skopiowała więc, że był zarejestrowany. Nim Kania kogoś następnego skopiuje, proszę się zaprogramować - tam były zarejestrowane i diabły, i anioły" - podsumowuje Milewicz.