JANUSZ CZAPIŃSKI*: W sytuacji, jaka ma miejsce na naszej scenie politycznej, można polecać wiele metod skutecznej komunikacji, które przyczynią się do osiągnięcia porozumienia. Istnieje
jednak jeden warunek - obie strony muszą tego chcieć i do tego dążyć. Konflikt prezydenta z premierem obserwujemy już od bardzo dawna i nie widać żadnej woli naprawy stosunków. Momentami
dochodziło do krótkotrwałych ociepleń stosunków. Widać jednak, że obaj panowie tylko czekają na taki moment, aby udowodnić i pokazać publicznie, kto ma rację, nie myśląc o dobru
społeczeństwa. Myślę, że żaden psycholog, widząc relacje między tymi panami, nie podjąłby się doradzania czegokolwiek, bo byłby to po prostu próżny trud.
>>> Olejnik: Tusk i Kaczyński w krótkich majteczkach
Gdyby rzeczywiście byli zainteresowani, nie jedna strona, tylko obie strony, to na rozwianie tych negatywnych emocji, które między nimi fruwają, doskonałą metodą byłoby ustalenie jednego dnia
na spotkania brydżowe, czy też "obiady czwartkowe" nawiązujące do obiadów króla Stasia, w zależności od tego, co lubią, przy winie czy przy piwie bądź mocniejszych
trunkach. Gdyby tak spędzali dwie godziny w swoim towarzystwie - nawet milcząc i spoglądając sobie od czasu do czasu głęboko w oczy, to później mieliby trochę mniej tupetu w publicznym
atakowaniu siebie nawzajem.
Mają te wszystkie "klucze", tylko one gdzieś się w nich zawieruszyły. Wydaje się, że oni byli kiedyś w dobrych relacjach. Znają się od bardzo dawna. To jest taki układ
ambiwalentny, tzn. w sytuacji prywatnej, jakimś luźnym spotkaniu przy winie, potrafią ze sobą porozmawiać i się przed sobą otworzyć. Niestety później strzela im do głowy pewna
"misyjność", która powoduje, że nie najgorsze relacje osobiste zostają odsunięte na bok. Problem prezydenta i premiera polega na tym, że pierwszy jest postrzegany przez rząd
i osobiście przez premiera Tuska, jako "tuba" PiS. I tego się nie da przeskoczyć. Natomiast ma to negatywny wpływ w sytuacjach, gdy chodzi o relacje Polski z Unią Europejską
czy NATO. Wszystko to sprawia, że kryterium indywidualnej oceny prezydenta u Donalda Tuska - zanika. Pojawia się jedynie kryterium podziałów politycznych i partyjnych. Jeżeli prezydent mógłby
się odsunąć od swojego brata bądź sprawić takie wrażenie u Donalda Tuska, to bardzo by to pomogło w ich wzajemnych relacjach.
Krzemiński: Tragikomedia. Od Rona Asmusa do Rasmussena
Niestety, wracając jeszcze do tych czynników, o których wspomniałem, nic nie wskazuje na to, że prezydent będzie chciał zgubić swój PiS-owski ogon i uchodzić za zupełnie niezależny
podmiot polityczny. A jeśli tak będzie dłużej wyglądać ta sytuacja, to nie widzę szansy na poprawę stosunków. Nawet jeśli zgodziliby się na cotygodniowe spotkania, to mogły by one wyjść
całkiem przyjemnie, ale po zamknięciu drzwi za gościem wróciłaby furia polityczna.